Potencjał marnieje

Na terenie gminy Chełm wciąż można znaleźć ślady dawnej historii – stare młyny, pozostałości po karczmach, miejsca, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu tętniły życiem. Dziś wiele z nich stoi opuszczonych i z roku na rok coraz bardziej niszczeje. – Potencjał jest duży, pomysły na wykorzystanie też by się znalazły, ale nie jesteśmy właścicielem tych zabytków – mówi Wiesław Kociuba, wójt gminy Chełm.

Najbardziej znanym zabytkiem gminy jest bez wątpienia wieża w Stołpiu – unikatowy w skali kraju obiekt o średniowiecznym rodowodzie, który od lat przyciąga miłośników historii. Samorząd konsekwentnie dba o jego stan, prowadzi prace zabezpieczające i stara się o kolejne środki zewnętrzne na jego remonty oraz zagospodarowanie terenu. To przykład, że przy odpowiednim zaangażowaniu i dostępie do funduszy można skutecznie chronić dziedzictwo.

Tym bardziej szkoda, że na terenie gminy są także inne, równie interesujące obiekty, które dziś pozostają poza zasięgiem takich działań. Dlaczego?

– W Zawadówce jest młyn nad wodą, tuż przy moście. To obiekt prywatny, który niestety niszczeje. Dach jest dziurawy, całość zaczyna się zapadać. Szkoda na to patrzeć – mówi wójt.

Podobnie jest w Weremowicach, gdzie w pobliżu zalewu zachował się drewniany budynek po dawnym młynie. On również pozostaje niewykorzystany i stopniowo podupada. Ale to własność prywatna więc gminie nic do tego.

W samym Stołpiu, tuą obok wieży, znajdują się z kolei ruiny dawnej karczmy. Niewielu dziś pamięta, że było to kiedyś ważne miejsce postoju dla podróżnych.

– To był zajazd z prawdziwego zdarzenia. Karczma, stajnia dla koni, miejsce odpoczynku dla tych, którzy podróżowali dawnymi traktami – opowiada wójt. Dziś z tego kompleksu pozostały jedynie ruiny, które cieszą amatorów fotografii, ale – jak zaznacza W. Kociuba – i one mogłyby zostać uratowane. – Na odbudowę obiektu potrzeba zbyt wielu pieniędzy i nie byłoby to opłacalne, ale jest taka forma ochrony jak trwała ruina. Zabezpiecza to, co pozostało, żeby nie uległo dalszemu zniszczeniu i nie zagrażało ludziom i udostępnia do zwiedzania – wyjaśnia.

Najlepiej prezentuje się młyn z 1939 roku w Nowosiółkach. Jeszcze kilkanaście lat temu normalnie pracował i zdaniem wójta mógłby jeszcze zyskać nowe życie. – To naprawdę ciekawy obiekt, ale właściciele nie chcą go sprzedać – dodaje.

Pomysłów na zagospodarowanie nie brakuje. Wśród nich pojawia się choćby koncepcja stworzenia muzeum młynarstwa lub izby pamięci, która przypominałaby o lokalnych tradycjach. (reb)