Próbki laboratoryjne i amunicja w śmieciach

Najpierw worki po skażonej bieliźnie i z napisem COVID-19, teraz to. Jednego dnia na linii sortowniczej pracownicy Zakładu Przetwarzania Odpadów Komunalnych w Srebrzyszczu znaleźli kilkadziesiąt fiolek z próbkami laboratoryjnymi. Następnego – kilkadziesiąt sztuk amunicji.

Pracownicy Zakładu Przetwarzania Odpadów Komunalnych w Srebrzyszczu i całego MPGK rozkładają ręce. W śmieciach komunalnych nieraz były różne dziwne przedmioty, ale nie odpady medyczne. Tymczasem już drugi raz w ciągu miesiąca musieli wzywać policję na teren sortowni w związku z ujawnieniem takich „perełek”. Najpierw na linii sortowniczej ukazały się worki z napisem COVID-19 oraz „bielizna zakażona” (w sprawie w dalszym ciągu prowadzone jest prokuratorskie śledztwo. Wciąż nie wiadomo, z którego szpitala pochodzą odpady), a w minioną środę (21 października) wśród odpadów zmieszanych przywiezionych z terenu Chełma i powiatu odkryto worek, w którym było kilkadziesiąt zamkniętych fiolek z próbkami laboratoryjnymi niewiadomego pochodzenia.

– Fiolki zostały zabezpieczone, a materiały w sprawie będą przekazane do prokuratury – mówi kom. Ewa Czyż, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.

MPGK z kolei apeluje do mieszkańców o zdrowy rozsądek: – Nieczystości, które powinny trafiać jako „odpad medyczny” zawierający materiał biologiczny i potencjalnie zakaźny, nie mogą być wrzucane do worka na odpady zmieszane. Niefrasobliwość i lekceważenie zasad prawidłowej gospodarki odpadami może kosztować zdrowie, a nawet życie pracowników zakładów przetwarzających nieczystości.

Dzień za dniem policja

Jednak już następnego dnia, w czwartek (22 października), linie sortownicze w zakładzie ponownie stanęły. Tym razem wśród śmieci ujawniono… amunicję karabinową. Do zabezpieczenia znaleziska ponownie skierowany został patrol policji, a w piątek w Srebrzyszczu pojawili się saperzy. Jak ustalono, w workach z odpadami była mocno skorodowana, najprawdopodobniej pochodząca z okresu II wojny światowej, amunicja karabinowa (42 szt.).

Prawdopodobnie ktoś znalazł pozostałości wojenne w czasie prac polowych czy porządkowych i zamiast wezwać od razu na miejsce mundurowych, spakował wszystko i wyrzucił do kontenera na odpady. To wielce nieodpowiedzialne, bo jak tłumaczy st. chor. szt. Grzegorz Kloc, dowódca Patrolu Rozminowania nr 351 Warszawskiej Brygady Pancernej w Chełmie, już nawet jeden pocisk – choć stary i skorodowany – może okazać się śmiertelnie niebezpieczny.

Wystarczy wyższa temperatura, by doszło do zapłonu. Proch w środku rozgrzewa się i dochodzi do detonacji, a odłamki mogą trafić w twarz i np. uszkodzić wzrok. – Pod żadnym pozorem nie można podnosić niewybuchów, przemieszczać, czy też manipulować przy nich. O ich znalezieniu należy jak najszybciej powiadomić najbliższą jednostkę policji, a miejsce to w miarę możliwości zabezpieczyć przed dostępem osób postronnych – niezmiennie apelują chełmscy policjanci. (pc)