PUP na zwiększonych obrotach

Powiatowy Urząd Pracy w Chełmie, który jeszcze nie tak dawno włodarze powiatu uważali za zbędny, teraz ma mnóstwo pracy. I nie jest prawdą, że urzędnicy przez kryzys wywołany pandemią przeszli na pół etatu. – Wręcz przeciwnie, mamy teraz tyle pracy, że przychodzimy w soboty – mówi dyrektor.

Pod koniec 2017 roku pisaliśmy o trudnej sytuacji Powiatowego Urzędu Pracy w Chełmie i oczekiwanych przez starostę Piotra Deniszczuka cięciach w jednostce. Ówczesna dyrektor przedstawiała warianty oszczędności, z których każdy musiał zakładać zwolnienia pracowników. W najgorszym wariancie aż 36 osób w najlżejszym – 11. W kuluarowych rozmowach starosta i radni komentowali wtedy, że urząd pracy, w związku z malejącym bezrobociem, nie jest już potrzebny i ani powiat, ani miasto nie powinno dokładać do jego utrzymania. Jak bardzo zmieniła się sytuacja i jak bardzo mylili się urzędnicy, pokazała pandemia koronawirusa. Urząd pośredniczy w pomocy zwalnianym i firmom w ramach tarczy antykryzysowej. Pracy jest więcej niż rąk do niej.

Tym bardziej dziwna wydaje się pogłoska, że pracownicy PUP, w związku z kryzysem i oszczędnościami wprowadzanymi w różnych firmach i instytucjach, mieli przejść na pół etatu.

– To tylko plotka i nie wyobrażam sobie takiej sytuacji – mówi Barbara Gil, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Chełmie. – W tej chwili wszystkie działy merytoryczne pracują na zwiększonych obrotach, siedzimy długo i przychodzimy do pracy także w soboty.

Wszystko po to, aby na bieżąco obsługiwać wnioski składne przez mieszkańców. PUP przyjął 3 tysiące wniosków na pożyczki dla firm, które znalazły się trudnej sytuacji. Tylko w kwietniu w urzędzie zarejestrowało się 400 nowych bezrobotnych. Z tego 180 osób ma prawo do zasiłku, a więc musiało pracować przynajmniej przez ostatni przez rok. To ludzie, którzy jako pierwsi odczuli kryzys. – Na szczęście nie ma jeszcze grupowych zwolnień – mówi dyrektor B. Gil. (bf)