Rada wzywa i pomstuje

Świdniccy radni zebrali się na nadzwyczajnej sesji rady miasta, by… przyjąć apel do starosty powiatu świdnickiego o zaniechanie przez starostwo „nieetycznych praktyk” przy rozpatrywaniu pozwoleń na budowę składanych przez miasto. Radni wytykają w nim powiatowi, że celowo przedłuża procedury rozpoczęcia miejskich inwestycji. Władze powiatu nie kryją zdziwienia taką odezwą. Uważają, że to czysto polityczna zagrywka, mająca przykryć inwestycyjny marazm trwający w mieście od początku tej kadencji.


W ubiegłą środę, 8 listopada, Rada Miasta Świdnik spotkała się na nadzwyczajnej sesji. W porządku obrad uwzględniono tylko jeden punkt. Dotyczył uchwalenia apelu skierowanego do starosty powiatu świdnickiego, Dariusza Kołodziejczyka. W dokumencie radni wzywają go do „odejścia od nieetycznych praktyk przy procedowaniu postępowań administracyjnych, w zakresie wydawania decyzji o pozwoleniu na budowę, zezwoleń na realizację inwestycji drogowej oraz przyjmowania zgłoszeń robót budowlanych (…) realizowanych przez Gminę Miejską Świdnik”. W apelu radni wytknęli staroście lekceważące podejście do inwestycji prowadzonych przez miasto, opieszałość w rozpatrywaniu dokumentów, brak dobrej woli współpracy oraz to, że powiat – wbrew wygłaszanym w mediach opiniom – nie chce współdziałać z władzami miasta. Pojawił się też zarzut, że przy prowadzeniu postępowań administracyjnych we własnych sprawach powiat jest mniej skrupulatny i wnikliwy.
Jak mówi radny Marcin Dmowski, przewodniczący Klubu Radnych Rodzina i Prawo, przyjęcie apelu było koniecznym krokiem.
– Patrząc na to, jak ważne miejskie inwestycje są opóźniane, stwierdziliśmy, że ten apel jest ostatnią deską ratunku – tłumaczy radny. – Jeśli starostwo nadal będzie proceduralnie blokować nasze inwestycje – a tak właśnie jest – to wszyscy na tym stracimy. Jak wiemy od urzędników, procedury są przewlekane do ostatniego dnia terminu i dopiero wówczas powiat informuje, że zabrakło np. jakiegoś załącznika. Całą procedurę trzeba wówczas zaczynać od nowa. Dlatego apelujemy do starosty, aby zaprzestał takich praktyk.
Zdaniem radnych z Klubu Rodzina i Prawo opóźnianie wydawania dokumentacji to zamierzony plan starostwa, który ma na celu przedstawienie władz miasta w niekorzystnym świetle.
– Niestety to wygląda tak, jakby powiat chciał pokazać nieudolność burmistrza; jakby chciał udowodnić, że mimo, iż miasto ma fundusze, nie realizuje ważnych inwestycji; a oni zrobiliby to lepiej – dodaje Dmowski.
Zdaniem urzędników kooperacja z powiatem, mimo reprezentowania różnych opcji (w mieście rządzi PiS, a w powiecie po raz pierwszy PiS jest w opozycji, a rządzi koalicja PSL-PO-Świdnik Wspólna Sprawa – przyp. aut.) rzeczywiście mogłaby układać się lepiej.
– Zgodnie z pisemnym porozumieniem, Starostwo Powiatowe miało wydać zezwolenie na budowę ul. Kusocińskiego (ZRID) do 20 października. Tymczasem zezwolenie zostało wydane po terminie, czyli 30 października. Dokumenty te są potrzebne nam są do wypełnienia wniosku o 17 mln zł unijnej dotacji na budowę tej ulicy. Termin jego złożenia w Urzędzie Marszałkowskim mija 15 listopada. Starostwo Powiatowe w Świdniku przekazało dokumentację dopiero 7 listopada, po interwencji burmistrza Waldemara Jaksona. W dodatku dokumentacja ZRID przekazana przez Starostwo Powiatowe okazała się niekompletna – pracownicy starostwa dołączyli nieaktualny kosztorys inwestycji z 2015 roku. Istnieje ryzyko, że z tego powodu Urząd Marszałkowski może odrzucić wniosek o dofinansowanie budowy Kusocińskiego – mówi Karol Łukasik, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Świdnik.
Radni podkreślali, że liczą na to, że odpowiedzią świdnickiego starostwa na apel, będzie współpraca dla dobra mieszkańców największej gminy tworzącej powiat.
– Przykro nam, że ta współpraca układa się tak, a nie inaczej. Kiedy powiat potrzebuje ze strony miasta jakiejś pomocy, w tym także tej finansowej, to nie robimy problemów i podejmujemy stosowne uchwały, bo wychodzimy z założenia, że chodzi o dobro mieszkańców Świdnika. Ten apel to wyraz naszej determinacji. Liczymy, że będzie to dla władz powiatu „lekki wstrząs”; że trochę się zreflektują i zmienią swoje podejście – tłumaczy przewodniczący rady miasta, Janusz Królik.

Druga strona medalu

Podczas sesji, na której przyjmowano „apel do starosty”, pojawił się członek zarządu powiatu świdnickiego, Jakub Osina (Świdnik Wspólna Sprawa). Chciał oficjalnie i w imieniu starosty, jeszcze przed głosowaniem, odpowiedzieć na wszelkie zarzuty. Przygotował obszerne wystąpienie, ale nie dopuszczono go do głosu. Nie pomogło nawet pisemne upoważnienie od starosty ani tłumaczenia Osiny, że jest przecież mieszkańcem Świdnika, a sesje są otwarte i zgodnie z regulaminem Rady Miasta ma prawo się wypowiedzieć. Odpowiedź Osiny, korzystając z prawa do głosu, odczytała zgromadzonym radna Edyta Lipniowiecka.
Ostatecznie za apelem opowiedziała się większość radnych. Przeciw głosowali radni: E. Lipniowiecka i Wiesław Księski (ŚWS) oraz Wojciech Borkowski.
– Moim zdaniem ten apel nie był potrzebny. Nawiasem mówiąc apelem bym nawet tego nie nazwała, bo to stek oszczerstw w kierunku powiatu. Na sesji pojawił się J. Osina i naczelnik Wydziału Budownictwa i Geodezji. Radni mogli zadać im pytania, rozwiać wszelkie swoje wątpliwości. Nie skorzystali z tej szansy. Ten apel obnażył prawdziwe intencje frakcji rządzącej w radzie miasta. To po prostu gra polityczna. W dodatku apel, który otrzymaliśmy przed sesją, miał adnotację „Apel przyjęty na Sesji Rady Miasta w dniu 8 listopada”. Zanim zaczęliśmy głosować, założono już, że będzie przyjęty – komentuje radna Lipniowiecka.
Jej uwagę zwrócił też fakt, że burmistrz Waldemar Jakson pojawił się na sesji tylko na chwilę.
– Wszedł na salę, zabrał głos i wyszedł. Jaki był powód, nie mam pojęcia. Może bał się konfrontacji z Osiną – dodaje radna.
Starosta Dariusz Kołodziejczyk tłumaczy, że dokumenty w sprawie Kusocińskiego zostały już wysłane do miasta.
– Zarzucają nam opieszałość, ale sprawa Kusocińskiego to ruchoma materia. Tam ciągle się coś działo. Okazywało się, że jak już mieliśmy wszystko uzgodnione, ktoś składał operat geodezyjny i trzeba było nanosić poprawki. Może chcieliśmy to zrobić za skrupulatnie – mówi.
Nad samym apelem Rady Miasta Świdnik starosta ubolewa. Jak mówi, ta inicjatywa to ewenement w skali kraju.
– Nie idą za tym żadne konkrety. Gdzie merytoryka? Gdzie dokumenty, które poświadczą, że coś opóźniamy? Gdzie fakty? Taki apel nie powinien być kierowany do starosty, a osób odpowiedzialnych za inwestycje w Urzędzie Miasta z prośbą, aby rzetelnie przygotowywali dokumentację. Być może jest to jakaś próba zrzucenia na nas odpowiedzialności za brak odpowiednio przygotowanych dokumentacji czy zaangażowania w proces inwestycji. Moja propozycja jest taka, aby zwołać naszą komisję infrastruktury i zaprosić do rozmów analogiczną komisję Rady Miasta Świdnik oraz urzędników odpowiedzialnych za inwestycję. Usiądziemy razem i na przykładach wyjaśnimy, w czym jest problem. Szkoda czasu na takie apele. To para w gwizdek – uważa Kołodziejczyk.
Podobnego zdania jest Jakub Osina. Dodaje również, że zrzucając winę na powiat, ratusz szuka winnego swoich niepowodzeń, bo miejskie inwestycje – jak uważa J. Osina – nie idą dobrze.
– Kiedy zwołujemy sesje nadzwyczajne, robimy to w ważnych sprawach. Dotyczą one zazwyczaj pozyskiwania środków unijnych, a nie polityki. Ten apel ma charakter walki politycznej. Tam nie ma konkretów, a trudno dyskutować z odczuciami i emocjami. Uważam, że jedyna możliwość dyskusji, to powoływanie się na fakty i liczby mówi Osina.
Według jego danych przez ostatnie trzy lata powiat rozpatrywał około 50 wniosków złożonych przez miasto. Większość, jak zapewnia, została zaopiniowana pomyślnie.
– Powiat odmówił pozwolenia na budowę 1 bądź 2 razy; 3 razy zapadły decyzje o umorzeniu postępowania na wniosek strony – zaznacza Osina. – Widać za to, że jakość dokumentacji przedstawianych przez gminę mniej więcej od połowy ubiegłego roku znacząco spadła. Na sesji niestety nie dopuszczono do głosu ani mnie, ani naczelnika wydziału budownictwa. Oznacza to, że to nie był apel przygotowany po to, żeby rozmawiać, ale był polityczną akcją. To obnażyło obłudę. Nie cieszę się z tego, bo źle to świadczy o ludziach, którzy rządzą naszym miastem. Mogę tylko powiedzieć: A nie mówiłem. (w)