Radny niczym bandyta?

Prokuratura Rejonowa w Chełmie wszczęła postępowanie w sprawie chełmskiego radnego Pawła Białasa. Jeden z funkcjonariuszy Zakładu Karnego w Chełmie zawiadomił organy ścigania, że Białas za nieoddanie mu w terminie 100 złotych pożyczki zażądał od niego zwrotu 1800 zł i groził, że jeśli nie dostanie pieniędzy, coś może się stać nie tylko mężczyźnie, ale i jego narzeczonej oraz dziecku. I ma twarde dowody, m.in. sms-y, które dostawał od radnego.

„Ku..o sprawa wygląda następująco, pożyczyłeś pieniądze na 3 dni. Po kilku tygodniach proszenia i dzwonienia postanowiłem dorzucić procent, bo tak robią Chwilówki (…) Jak pomyślisz o odwecie, będziesz się musiał daleko ukryć, co nie zagwarantuje ci bezpieczeństwa ani twojej córce, która nic nie zawiniła. Chcesz przemocy? Będziesz ją miał, bo jak widzisz stawka rośnie” – tak wygląda treść jednego z SMS-ów, jakie chełmski radny, Paweł Białas, wysłał do mężczyzny. Straszył, że może się coś stać również narzeczonej dłużnika, wysyłając mu zdjęcie kobiety. „Jak pójdziesz na policję, wszyscy się dowiedzą jaką jesteś szmatą a pretensje miej tylko do siebie (…) Zmuszę cię do tego, żebyś dostał dobrą nauczkę kosztem wszystkiego” – zastraszał w innym sms-ie. Wszystkie wiadomości są dowodami w sprawie.
– Zawiadomienie zostało złożone. Policjanci pod nadzorem prokuratora wykonują czynności zmierzające do ustalenia wszystkich okoliczności tego zdarzenia – informuje Aneta Wojnarowska z Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.
Miało zacząć się od tego, że Białas ze swoim znajomym wspólnie zbierali pieniądze na leczenie chorej dziewczynki z Rejowca. Później Białas miał pożyczyć znajomemu 200 zł. Ten oddał mu połowę, a z oddaniem drugiej „stówki” zwlekał. Jak nas zapewnił, chciał to zrobić zaraz po wypłacie. Białas miał dość czekania i zaczął naliczać sobie odsetki. Najpierw dług urósł do 500 zł, później 800, aż wreszcie kazał przelać sobie 1800 zł! W innym sms-ie straszył dłużnika, że sprzedał już dług Czeczenom i to oni załatwią sprawę. Radny wiedział, że mężczyzna pracuje jako funkcjonariusz w więzieniu. W środę (16 listopada) zaczaił się przed Zakładem Karnym w Chełmie, gdy ten akurat szedł do pracy. Dorwał go przed bramą i… opluł. Sytuacja utrwaliła się na monitoringu. Ponieważ mężczyzna dopiero szedł do pracy w cywilnym ubraniu, dyrekcja ZK jeszcze nie zdecydowała czy będą chcieli ścigania sprawcy napaści na funkcjonariusza. Nakłonili natomiast go, by sam opowiedział o wszystkim policji.

W radzie szok

Policja gromadzi materiał dowodowy. Postępowanie prowadzone jest w kierunku art. 190 kodeksu karnego, czyli gróźb karalnych zagrożonych sankcją do 2 lat pozbawienia wolności. Prokurator Rejonowy w Chełmie, Lech Wieczerza, wyjaśnia, że jest to jedynie kwalifikacja wstępna. W toku sprawy prokurator może uznać, że czyn kwalifikuje się np. do rozszerzenia postępowania o próbę wymuszenia. A za to grozi do 5 lat więzienia. W sprawie nie postawiono jeszcze zarzutów. Jeśli jednak prokuratura sformułuje akt oskarżenia przeciwko Białasowi, a sąd uzna go winnym, radny może wiele stracić. Jeśli nawet nie wolność, to na pewno mandat radnego.
Przewodniczący Rady Miasta Chełm, Zygmunt Gardziński, był zszokowany, gdy dowiedział się o całej sprawie. – To bardzo smutna informacja. Dopóki jednak nie ma wyroku, obowiązuje zasada domniemania niewinności – skomentował.
Miejscy radni i politycy są oburzeni i zdegustowani. Jak stwierdził jeden z nich, jeżeli faktycznie doszło do takiej sytuacji, osoba choćby z odrobiną honoru sama powinna złożyć mandat i wycofać się z życia publicznego. – W tym przypadku jednak tego raczej bym się nie spodziewał, bo czego można spodziewać się po osobie, która używa bandyckich metod wymuszania długu i grozi krzywdą dzieciom.
Tak samo zaskoczony informacją o wszczęciu postępowaniu w sprawie Pawła Białasa był Oleksander Gorbatiuk, prezes Polskiego Związku Sambo, którego instruktorem jest Białas. Prezes potwierdził, że instruktor nie może być karany i gdyby zapadł wyrok skazujący, musiałby się pożegnać z działalnością w związku i chełmskiej sekcji Sambo.
Sam zainteresowany odmawia komentarza. Jak udało się nam nieoficjalnie ustalić, próbował „dogadać się” z zastraszanym mężczyzną. Mataczenie w sprawie? W zamian za wycofanie zeznań oferował „odszkodowanie” w postaci ok. 2 tys. zł. Funkcjonariusz miał za to też wyjaśnić policjantom, że „mu się pomyliło” – 16 listopada Białas jedynie kichnął w jego stronę, a nie go opluł… Kiedy jednak „oferta” nie została przyjęta, wysłał kolejnego SMS-a z pogróżkami. Pisał, że „zaje*** go, jeśli wyleci z rady miasta”. (pc)