Rajd w obronie pszczół

Uczestnicy rajdu z wicewojewodą Robertem Gmitruczukiem na schodach Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego

Pszczelarze zasiedli za kierownicami fiatów 126 p, by rajdem pod hasłem „Pszczoły przetrwają, gdy kwiaty zapylają” na trasie z Krakowa do Koszalina promować sadzenie roślin miododajnych.


13 załóg w samochodach fiat 126 p pokona blisko 1,5 tys. kilometrów. W poniedziałek, 11 września zawitali do Lublina. W Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim odbyła się z tej okazji specjalna konferencja poświęcona problemom pszczelarstwa.
– Warto zaznaczyć, że nie tylko pszczelarze mogą dbać o pszczoły, wszyscy powinniśmy pamiętać o tym, że ludzie przetrwają tylko wtedy, jeśli pszczoły będą nadal zapylały rośliny – mówi Piotr Mrówka, komandor rajdu, pszczelarz i prezes Stowarzyszenia Pszczelarzy Zawodowych.
Naprawdę możemy pomóc pszczołom, np. sadząc na naszych balkonach, przy domach czy na działkach rośliny miododajne.
– Odchodźmy od trawników i tuj a zakładajmy ogrody kwiatowe, bo tylko w ten sposób poprawiamy warunki życia pszczół – przekonuje dr hab. Zbigniew Kołtowski, kierownik Pracowni Zapylania Roślin Instytutu Ogrodnictwa w Puławach. – Do wyboru mamy całą paletę kwiatów i krzewów, które przysłużą się pszczołom: od krokusów, po czarnuszkę ogrodową, dzielżan jesienny, wrzosy, lawendę, kocimiętkę czy astry. W Polsce jemy za mało miodu, nieco ponad 0,5 kg na głowę a np. Niemcy jedzą średnio po 2,5 kg miodu rocznie – dodaje dr hab. Zbigniew Kołtowski.
W niektórych rejonach świata, jak np. w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych, zapylanie drzew migdałowych przez pszczoły jest organizowane we współpracy z pszczelarzami, którzy dowożą na miejsce ule z całymi rodzinami, za których obecność plantator płaci od 140 do 200 dolarów za jedną rodzinę. W chińskiej prowincji Hanyuan, która słynie z uprawy gruszek, wszystkie kwiaty w sadach muszą być zapylane ręcznie przez ludzi, bo pszczoły na tym terenie zostały wytępione przez brak roślin miododajnych i skażenie środowiska. Pszczelarze mówią, że pszczoły są właśnie najlepszym wyznacznikiem zanieczyszczenia środowiska. Jeśli znikają, to znak, że coś złego dzieje się w naszej najbliższej okolicy. – Zapylanie służy przede wszystkim bioróżnorodności. Wartość zapylania została obecnie wyceniona na 256 miliardów euro dla gospodarki człowieka w skali globalnej – dodaje dr hab. Kołtowski.

Praca pszczelarza nie zawsze miododajna

Jednak dla pszczelarzy praca to nie tylko sam miód, a ten rok był wyjątkowo ciężki, zwłaszcza dla naszego regionu, w którym jest około 34 tysięcy samodzielnych pszczelarzy. W tym roku z powodu opóźnionej wiosny na sklepowych półkach niewiele będzie miodu akacjowego i lipowego. Wymarzło również wiele pszczelich rodzin, których odtworzenie zajęło pszczelarzom cały okres największej wegetacji roślin czyli wiosnę i wczesne lato. – Od dwóch lat pracujemy nad dyrektywą pszczelarską, która pomagałaby chronić owady zapylające. Chcemy, by pszczoła była owadem uprzywilejowanym. Wszystkim pszczelarzom marzy się w przyszłości dopłata do pszczelej rodziny, taka, jaką mają rolnicy do 1 hektara. By taka możliwość powstała, potrzebna jest zgoda wszystkich państw Unii Europejskiej – mówi Zbigniew Pęcak, prezes Lubelskiego Towarzystwa Pszczelniczego. – To nasz region jest kolebką polskiego pszczelarstwa, tu mamy jedyne w Polsce technikum pszczelarskie w Pszczelej Woli. Na Lubelszczyźnie są wszelkie pożytki dla pszczelarzy: od maliny do gryki czym inne rejony nie mogą się pochwalić – dodaje.
Aby ten stan utrzymać, potrzebni są nowi pszczelarze. Na szczęście wielu młodych interesuje się hodowlą pszczół, tak jak Monika Leleń (32 lata), sekretarz Zrzeszenia Pszczelarzy Krakowskich. – Poznałam ludzi, którzy zajmowali się pszczelarstwem i od nich zaraziłam się pasją. Jestem hodowcą i inseminatorem matek pszczelich. W naszej pasiece mocno też promujemy edukację dzieci. Widzę, że jest dużo młodych ludzi zainteresowanych pszczelarstwem i do których chcemy dotrzeć, żeby nie szukali niesprawdzonych informacji w Internecie. Proponujemy im kontakt z doświadczonymi pszczelarzami. Warto najpierw zapisać się na kurs, by nie popełniać kosztownych błędów – dodaje Monika Leleń.
Emilia Kalwińska