Reforma oświaty w praktyce

W założeniu ma podnieść poziom nauczania ogólnego w polskich szkołach. Czy rzeczywiście tak będzie? Czy zmiany nie odbiją się negatywnie na uczniach, a nauczyciele czy nie stracą pracy? Pytań o reformę edukacji wciąż jest wiele. Czy była dobrym posunięciem, zapytaliśmy o to w lubelskich i świdnickich szkołach.


Lublin w pierwszej kolejności liczy koszty. Samo przygotowanie budynków gimnazjów, przekształcanych w szkoły podstawowe, kosztowało miasto aż 528 tys. zł. Koszt wyposażenia pracowni chemicznych, fizycznych itp. oraz koszt dopłat do wyżywienia i wyposażenia stołówek szkolnych zamyka się w łącznej kwocie około 2,5 mln zł. A to nie jedyne sumy przeznaczone na oświatę – samo dostosowanie sanitariatów w gimnazjach, przekształconych w szkoły podstawowe, pochłonęło 713765 zł. Ale to nie jedyne koszty.
Trudny wiek dojrzewania
– Moja ocena reformy jest negatywna, bo takie rozdzielenie uczniów w trudnym wieku dojrzewania, jakie było w gimnazjach, dobrze funkcjonowało – mówi Jerzy Kolowca, dyrektor SP nr 42. – W naszej szkole jest obecnie 340 uczniów – dołączyły dwa oddziały klas siódmych, liczące do 25 osób.
Jak podkreśla dyrektor, reforma edukacji jest trudna i wymagająca. Szkoła musiała dokupić dodatkowe meble i wyposażenie, a na niektóre pomoce zabrakło pieniędzy, chociaż ta placówka, funkcjonująca przy ul. Rycerskiej, oswoiła się ze zmianami.
Szkoła, zajmująca niewielki budynek, początkowo miała zostać podzielona. Lubelski samorząd, jako miejsce do dalszej nauki, wskazał uczniom klas siódmych i ósmych z Rycerskiej Szkołę Podstawową nr 57 przy ulicy Krasińskiego 7, na LSM powstałą z przekształcenia Gimnazjum nr 7. O pozostawienie szkoły w jednym budynku bardzo starała się rada rodziców. Wydział Oświaty i Wychowania UM Lublin pozytywnie rozpatrzył tę prośbę i od 1 września szkoła rozpoczęła działalność jako ośmioklasowa podstawówka. Największym utrudnieniem dla placówki jest brak pełnowymiarowej sali gimnastycznej. – Dopóki jest ciepło, staramy się korzystać z „Orlika”. Część naszych zajęć sportowych odbywa się także na basenie SP nr 50 – przyznaje dyrektor. Szkoła stara się o środki z Budżetu Obywatelskiego ( projekt M-39) na budowę sali sportowej na swoich terenach zielonych.

Wiele tygodni przygotowań

– Do reformy zaczęliśmy przygotowywać naszą szkołę już podczas wakacji. Sporo czasu poświeciliśmy, aby ustalić stały plan zajęć, który po miesiącu funkcjonowania oceniam jako sprawny. Odpowiednio wcześniej dokonaliśmy też zakupu podręczników – wyjaśnia Mirosław Wójcik, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 38 im. Henryka Sienkiewicza w Lublinie. Jak przyznaje szef tej placówki, najwięcej obaw dotyczyło klas siódmych, które miały dołączyć do SP nr 38. – Teraz mogę powiedzieć, że jesteśmy bardzo zadowoleni z siódmych klas – to mądre dzieci, odnalazły się w naszej szkole – dodaje.
Obecnie w SP nr 38 jest 704 uczniów. Uczy się w niej również kilkoro cudzoziemców. Reforma nie spowodowała większych zmian w funkcjonowaniu placówki – U nas zawsze dzieci uczyły się na dwie zmiany. Najtrudniej mają klasy IV i VI, gdzie jest dużo dodatkowych zajęć sportowych i są takie dni, że uczniowie przebywają w szkole do godziny 17.00 – przyznaje Mirosław Wójcik.

Nauczyciele skaczą po etatach

W Lublinie dwa samodzielnie funkcjonujące gimnazja zostały przekształcone w licea ogólnokształcące i od 1 września funkcjonują jako zupełnie nowe szkoły. Taka sytuacja dotyczy Gimnazjum nr 9 (obecnie XXIX Liceum Ogólnokształcące im. cc majora Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora” przy Lipowej) i Gimnazjum nr 10 (obecnie XXX LO im. Księdza Jana Twardowskiego przy ulicy Wajdeloty).
– Udało nam się utworzyć trzy klasy licealne liczące 30 osób. To dobra liczba uczniów na początek. W 1/ 3 składają się one z uczniów naszego gimnazjum, ale przyszło również sporo nowych uczniów – przyznaje Tomasz Szabłowski, dyrektor XXX Liceum Ogólnokształcącego im. ks. Jana Twardowskiego w Lublinie. W szkole uczy się obecnie o wiele mniej uczniów, bo gdy funkcjonowała jako Gimnazjum nr 10, było w niej prawie 200 uczniów więcej. Taka sytuacja sprawiła, że dla części nauczycieli zabrakło pracy. – Około 10 osób musiało postarać się o nową pracę. Niektórzy nauczyciele z naszego grona pedagogicznego muszą obecnie dorabiać na etatach w innych placówkach. W takiej sytuacji jest 10 osób – przyznaje Tomasz Szabłowski dyrektor XXX LO. – Moja ocena reformy się nie zmieniła, według mnie m.in. zmniejsza ona szanse edukacyjne dzieci z mniejszych ośrodków – wyjaśnia.
W XXX LO jest obecnie 620 uczniów, miejsca na korytarzach i w klasach jest więcej, ale niektórych obiektów nadal brakuje. Szkoła stara się o środki z aktualnego Budżetu Obywatelskiego na budowę kompleksu boisk sportowych( projekt D-7).

W Świdniku większy optymizm

Dyrektorzy świdnickich podstawówek, mimo że reforma wprowadziła pewną dezorganizację, patrzą na nią z optymizmem.
– Wielokrotnie wprowadzaliśmy różne zmiany i każda z nich wprowadzała początkowo pewien chaos. Byliśmy na to przygotowani i wydaje mi się, że wdrażanie tej reformy w naszej szkole przebiega dość łagodnie. Dzieci uczą się na jedną zmianę, mimo że doszedł nam jeszcze jeden rocznik. O efektach reformy za wcześnie dziś mówić. Czy była słuszna, czy nie, dowiemy się po latach, co najmniej po cyklu kształcenia – mówi Piotr Bogusz, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 7 w Świdniku.
Jego zdaniem wprowadzenie reformy było dobrym posunięciem zwłaszcza dla liceów. Pojawiały się głosy, że nauka w nich trwa za krótko i przypomina raczej „kurs przygotowawczy do matury”, a powinna dać młodym ludziom szeroką wiedzę z różnych dziedzin.
– Jedną z podstaw reformy – co uważam za słuszne – było ratowanie liceów. 3-letnie licea, w których młodzież tak naprawdę uczyła się 2,5 roku, to porażka. Ta formuła już się wyczerpała. Opinię tę podzielało wiele uczelni i wielu rektorów, którzy rozważali wprowadzenie roku zerowego. Dzięki reformie również podstawówka staje się bardzo poważną szkołą. Wcześniej była łagodna, lekka, przyjemna, bo było jeszcze gimnazjum, które przygotowywało do liceum. W tej chwili to na nas spada obowiązek właściwego przygotowania dzieci do liceum. Nauczyciele powinni o tym pamiętać – dodaje P. Bogusz.

Na szybko…

Zmiany w oświacie wyraźnie odczuła społeczność Szkoły Podstawowej nr 3 w Świdniku. Placówka przejęła budynek po zlikwidowanym Gimnazjum nr 1. W budynku SP nr 3 uczą się przedszkolaki i klasy 1-6, a w budynku gimnazjum – klasy siódme oraz drugie i trzecie gimnazjum.
– Sytuacja nauczycieli nie zmieniła się. Plan jest tak ułożony, że kończą zajęcia w jednym budynku i przechodzą do drugiego. To jest nieliczna grupa, bo są to tylko poloniści, matematycy i angliści. Ja pełnię dyżur w obu budynkach. W jednym jestem od godz. 8 do 12, w drugim od godz. 12 do 15, następnego dnia odwrotnie – mówi Marek Kwieciński, dyrektor placówki.
Jego zdaniem powrót do modelu edukacji obowiązującego przed wprowadzeniem gimnazjów to dobry pomysł.
– Skrócenie nauki na poziomie liceum było wielkim błędem. Sam chodziłem do 8-klasowej podstawówki i uważam, że był to dobry, sprawdzony model edukacji. Państwa, które wprowadzały gimnazja, bardzo szybko się z tego wycofywały – mówi.
Zdaniem Stanisława Stefańczyka, dyrektora I Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława Broniewskiego w Świdniku, reforma niewątpliwie ma plusy, ale wprowadzono ją „na szybko”, bez koniecznej dyskusji i przemyślenia.
– Z punktu widzenia dyrektora liceum wydłużenie nauki o rok to dobre posunięcie – przyznaje Stanisław Stefańczyk. – Uczeń będzie w szkole dłużej, a to przełoży się na większe oddziaływanie wychowawcze. Dotąd w liceach mieliśmy ścisłą specjalizację; pewne przedmioty kończyły się już po pierwszej klasie i tak np. uczeń nie miał już w klasie II i III fizyki, chemii czy biologii. Z definicji liceum ogólnokształcące powinno kształcić we wszystkich kierunkach i dzięki reformie to powinno zostać zapewnione. Przynajmniej tak wynika z siatki godzin.

Zobaczymy za dwa lata…

Reforma, jak przyznaje dyrektor świdnickiego „Bronka”, ma także gorsze strony.
– Obawiam się o programy nauczania – mówi S. Stefańczyk. – Poza tym za dwa lata, kiedy do liceów przyjdą uczniowie po gimnazjach i szkołach podstawowych na pewno pojawią się trudności organizacyjne. To będą uczniowie po różnych podstawach programowych, z różną wiedzą i umiejętnościami. Jedni będą uczyli się 3 lata, inni 4. To może grozić tym, że w niektórych szkołach wprowadzona zostanie dwuzmianowość, przynajmniej na 3 lata. Nie chciałbym, abyśmy wracali do tego, że lekcje odbywają się do godziny 18 czy 19.
Zdaniem związkowców z ZNP reformę wprowadzono pospiesznie, bez potrzebnego przygotowania, konsultacji i dyskusji.
– To, co dzieje się teraz w szkołach, to chaos, a chaos nigdy nie jest lepszy od porządku. Wielu nauczycieli „biega” między szkołami, bo musi uzupełniać etat. Wielu doświadczonych nauczycieli, którzy mogliby jeszcze pracować, przeszło na wcześniejszą emeryturę. Są też tacy, którzy pracują w zmniejszonym wymiarze godzin, a to przekłada się na zarobki – mówi Ewa Kiernicka, prezes świdnickiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Związkowcy prognozują, że ostatecznie skutki reformy najbardziej odczują właśnie nauczyciele, bo to, że dziś mają pracę, nie znaczy, że za rok, a zwłaszcza za dwa lata, kiedy szkoły opuszczą klasy trzecie gimnazjum i kasy 8, będą nadal mieli zatrudnieni.
(e.m.k, ew)