Rejowiecka najmniej zanieczyszczona?!

Na osiedlu domów jednorodzinnych przy ul. Rejowieckiej, choć z wielu kominów wydobywa się czarny, duszący dym, niczym z lokomotyw, jest najmniej zanieczyszczone powietrze w Chełmie! Najbardziej natomiast na ul. 11 Listopada. Takie wyniki, w które nikt, kto choć raz wieczorem przejeżdżał przez osiedle Rejowiecka, nie jest w stanie uwierzyć, chełmskim radnym przedstawił komendant Straży Miejskiej Tadeusz Ordyniec.

Temat zanieczyszczonego powietrza w mieście na komisji rady miasta wywołał Mariusz Kowalczuk. Zapytał czy w Chełmie jest przekroczone, a jeśli tak, to o ile, stężenie pyłu zawieszonego pm10 w powietrzu, szkodliwego dla zdrowia. Poziom dopuszczalny stężenia średniodobowego dla pyłu pm10 wynosi 50 µg/m3 i może być przekraczany nie więcej niż 35 razy w ciągu roku.
– Czy mamy informacje, jaki jest stan zanieczyszczenia powietrza w naszym mieście? Czy straż miejska kontroluje posesje, na których z domowych kominów wydobywa się gęsty, duszący dym? – pytał Kowalczuk.

Wydawałoby się, że najbardziej fachowej odpowiedzi w tej sprawie może udzielić Irena Żółkiewska, dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska. Ta jednak odesłała radnego do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, tłumacząc, że magistrat nie bada jakości powietrza. – To nie są nasze kompetencje. Pomiarami zajmuje się WIOŚ – odparła krótko, czym zirytowała Kowalczuka. Owszem, stwierdziła potem, że przekroczenia zanieczyszczenia powietrza nie ma, ale konkretów nie przedstawiła. Opowiadała natomiast, że w obrocie jest marnej jakości tani opał, a brak wiatru powoduje gęstość powietrza, jednak nie o to Kowalczukowi chodziło.
– Najlepiej przejdźmy obok sprawy, nie interesujmy się, nie nam to rozstrzygać, nie nasze kompetencje! – grzmiał radny Kowalczuk. – Może i dobrze, że PiS wprowadzi dwukadencyjność, bo co niektórzy zasiedzieli się na stołkach!
Temat zanieczyszczonego powietrza kontynuował radny Artur Juszczak. Pytał: ile razy straż miejska wyjeżdżała na kontrole, ile wypisała mandatów, czy zakup samochodu z urządzeniami do pomiaru powietrza przyniósł jakiś efekt?
Dyrektor Żółkiewska znowu popisała się niewiedzą, a radnego odesłała do komendanta straży miejskiej. – To było proste pytanie, samochód jest przecież własnością miasta! – podniósł głos radny Kowalczuk oburzony brakiem kompetencji szefowej Wydziału Ochrony Środowiska.

Na odpowiedzi radni musieli poczekać do kolejnej komisji, z udziałem komendanta Straży Miejskiej, Tadeusza Ordyńca. Dane, jakie przedstawił, wprawiły wszystkich w osłupienie. – Najmniej zanieczyszczonym rejonem w mieście, według badań wykonywanych przez specjalistyczne urządzenie znajdujące się w naszym samochodzie, jest osiedle Rejowiecka, a najbardziej – ulica 11 Listopada – stwierdził.
To chyba jakiś absurd?! Aż wierzyć się nie chce, że przy Rejowieckiej, gdzie z co drugiego komina wydobywają się kłęby czarnego, gęstego dymu, niczym z lokomotywy, a spacer w godzinach późno popołudniowych w tej części miasta wydaje się niebezpieczny dla zdrowia, mamy czyste powietrze?!
Ordyniec stwierdził, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy SM 26 razy wyjechała badać jakość powietrza. – Wypisaliśmy 56 mandatów – mówił. – Posiadamy analizator spalin, sprawdzamy stan paleniska i jakiego opału używa właściciel posesji. Jesteśmy w trakcie zawierania porozumienia z WIOŚ, gdzie będą wysyłane do badań pobrane przez nas próbki powietrza. Koszt jednego badania to 200 zł.

Miejscy radni rzucili pomysł, by poważnie zastanowić się nad budową automatycznej stacji do badania jakości powietrza w Chełmie. W mieście znajduje się jedynie półautomatyczna stacja, przy ul. Kamieńskiego. Koszt takiej inwestycji to 1 mln zł. W dodatku miesięczne jej utrzymanie to ponad 100 tys. zł w okresie letnim i około 200 tys. zł w zimowym. Takie wydatki ponosi np. Lublin, która ma automatyczną stację.
– W takim razie warto pokusić się o wyznaczenie stałych punktów pomiaru jakości powietrza w mieście. Ich wyznaczenie zostawmy specjalistom. Przez niektóre osiedla wieczorami nie da się przejść bez masek – skwitował dyskusję radny Longin Bożeński.
Tymczasem wielu mieszkańców Chełma skarży się na swoich sąsiadów, że ci spalają w piecach śmieci, używają marnej jakości opału i wszystkich dookoła zatruwają. – Wystarczy wieczorem popatrzeć na kominy kilkunasto- czy kilkudziesięcioletnich domów – mówi pan Jacek, nasz czytelnik. – Czarny, gęsty, żrący dym wydobywający się z kominów jest nie do zniesienia. Daje się we znaki również w domach, mimo zamkniętych okien. Dopóki ludzie nie zrozumieją, że wrzucając do pieców plastiki, niskiej jakości węgiel, trują również siebie, bądź rząd nie zaostrzy przepisów prawa, takie sytuacje będą codziennością. (ps)