Rekordowy ozdrowieniec

Czuł się dobrze, a wynik badania za każdym razem potwierdzał obecność koronawirusa. Dlatego aż 38 dni spędził na oddziale zakaźnym chełmskiego szpitala. To, w skali kraju chyba najdłuższy pobyt związany z epidemią. Były też inne, nietypowe przypadki związane z COVID-19.

Izolacja, maseczki, rękawiczki, zakaz zgromadzeń, zamknięcie obiektów użyteczności publicznej – najwyraźniej to wszystko pomogło w zatrzymaniu albo wpłynęło na uśpienie pandemii koronawirusa. Przynajmniej w naszym powiecie. Do minionego piątku na oddziale zakaźnym chełmskiego szpitala przebywało już tylko czterech pacjentów z potwierdzonym wynikiem na obecność koronawirusa. Od tygodni nie było żadnych nowych przypadków.

– Wyleczyliśmy do tej pory 33 pacjentów, którzy zachorowali na Covid-19 i tylu wypisaliśmy do piątku z oddziału zakaźnego – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w szpitalu w Chełmie.

Wśród nich był 60-letni chełmianin, który trafił do szpitala jeszcze 31 marca. Był jedną z osób, które miały kontakt z zarażonymi mieszkańcami gminy Białopole. I zaraz po przyjęciu na oddział zakaźny rzeczywiście pojawiły się także u niego objawy choroby. Mimo że w miarę szybko ustąpiły, to leczenie nie dawało pełnego rezultatu. Pacjent, chociaż czuł się coraz lepiej, a w ostatnich tygodniach pobytu nawet całkiem dobrze, cały czas miał dodatni wynik badania na obecność koronawirusa. Do tej pory nieoficjalnie przyjmowano, że najdłuższy pobyt w szpitalu związany z koronawirusem wynosił 37 dni. Wygląda na to, że chełmianin pobił ten rekord o jeden dzień.

– Ostatnie badanie, które wykonaliśmy w minioną środę dało w końcu wynik ujemny, więc w czwartek, 7 maja, pacjent mógł opuścić szpital – mówi L. Litwin.

Od początku pobytu stan 60-latka był stabilny i w stanie dobrym został on wypisany z oddziału. Poza księdzem z Białopola, który po przewiezieniu do szpitala zakaźnego w Puławach zmarł, żaden z pacjentów leczonych w Chełmie nie otarł się o śmierć. Chociaż szpital był przygotowany, to lekarze ani razu nie musieli używać respiratora. Choroba oszczędziła też pacjenta, który zaraził się od księdza jeszcze na oddziale pulmonologii. Ta sprawa była potem szeroko komentowana w szpitalu. Mężczyzna trafił na pulmonologię w bardzo złym stanie m.in. ze względu, na delikatnie mówiąc, niezdrowy tryb życia. Był wymarniały i okropnie osłabiony. Niektórzy nawet mówili, że to wrak człowieka. I chociaż na dodatek zachorował na Covid-19, to na oddziale zakaźnym, co wszystkich zaskoczyło, postawiono go na nogi.

Od poniedziałku w szpitalu zacznie pracować mobilny punkt poboru wymazów metodą drive-thru. Osoby przebywające na kwarantannie, a skierowane przez sanepid, będą mogły oddać tam wymaz do badania. Wystarczy, że podjadą autem pod jeden z namiotów ustawionych przy oddziale zakaźnym. Pielęgniarka pobierze od nich materiał do badania. Punkt ma być czynny przez dwie godzinny dziennie. (bf)