Sądowy koniec wiatraków

Miesiąc temu NSA wydał ostateczne orzeczenie dotyczące budowy farmy wiatrowej w Wyrykach, które jest niekorzystne dla byłego inwestora. Warszawska spółka Geo-Wind, która chciała stawiać wiatraki, z inwestycji zrezygnowała już w 2016 roku, gdy w życie weszła tzw. ustawa odległościowa.

Chociaż dzisiaj mało kto pamięta, procedury mające na celu budowę farmy wiatrowej w Wyrykach trwały jeszcze do 20 listopada. Tego bowiem dnia Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę kasacyjną złożoną przez inwestora na negatywną dla niego decyzję wydaną przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Chełmie. Orzeczenie jest prawomocne i nie podlega już żadnym odwołaniom, skargom czy apelacjom.

Co to oznacza w praktyce? Ano to, że gdyby kiedykolwiek spółka Geo-Wind chciała powrócić do idei utworzenia w Wyrykach największej po tej stronie Wisły elektrowni wiatrowej, wszelkie procedury i pozwolenia musiałaby zdobywać i przechodzić od nowa, co byłoby nie tylko bardzo czasochłonne, ale też i niezwykle kosztowne. W takiej sytuacji możemy już mówić o całkowitym zamknięciu tematu budowy elektrowni wiatrowej w gminie Wyryki.

Jak mówi Mariusz Adamczewski ze spółki Geo-Wind, firma całkowicie zrezygnowała z tej inwestycji. – Na ostatnim rozstrzygnięciu nawet nie byliśmy, bo tak naprawdę budowę farmy w Wyrykach, ale też i w wielu innych miejscach w Polsce, zabiła tzw. ustawa odległościowa podjęta przez rząd w 2016 roku. Obecnie nie ma żadnych perspektyw na zmianę tej sytuacji, więc nasz projekt jest całkowicie zakończony – dodaje Adamczewski.

– Jako urząd nie jesteśmy stroną w tym postępowaniu, więc nie byliśmy informowani o tym wyroku, więc trudno mi go skomentować. Uważam jednak, że skoro SKO, WSA i NSA stanęły w tym wieloletnim sporze po stronie mieszkańców i organizacji ekologicznych, a nie byłego wójta i spółki wiatrakowej, to najlepszy dowód na to, że to właśnie ludzie mieli rację – mówi z kolei Mirosław Torbicz, obecny wójt gminy Wyryki.

Przypomnijmy, że sprawa budowy farmy wiatrowej w Wyrykach była przedmiotem gorących dyskusji i sporów od samego początku – czyli od 2012 r. Inwestycja w Wyrykach zakładała budowę 14 turbin wiatrowych o maksymalnej wysokości 200 m, położonych w odległości od 662 do 1654 m od najbliższej zabudowy mieszkalnej. Ostatecznie batalię wygrali przeciwnicy budowy – dzięki determinacji i uporowi m.in. radnych gminnych działających w klubie pod nazwą „Stop Wiatrakom” oraz wspierających ich mieszkańców gminy Wyryki.

Zwycięstwo przeciwników budowy farm wiatrowych w Wyrykach to efekt determinacji części mieszkańców, ale przede wszystkim efekt tzw. ustawy odległościowej z maja br. Dała bowiem wielu gminom skuteczne narzędzie do walki z wiatrakami. Mało gdzie bowiem inwestor chce budować farmy w odległości od zabudowań wynoszącej co najmniej 10-krotność wysokości wiatraka.

W Wyrykach elektrownie miały powstać nawet w odległości od zabudowań równej trzykrotności wysokości planowanego wiatraka. Mieszkańcom wsi groziło, że będą otoczeni praktycznie z każdej strony elektrowniami wiatrowymi. (bm)