Się nagrodzili

Dodatkowe pieniądze dla kierowników samorządowych jednostek organizacyjnych zawsze budzą trochę emocji i sporo zainteresowania, choć warunki ich przyznawania zostały przecież formalnie określone.


Ostatecznie mowa jest o całkiem sporych sumach z punktu widzenia przeciętnego pracownika, sięgających od kilku do blisko czterdziestu tysięcy złotych dla osób, których często jedyną kwalifikacją jest odpowiednia legitymacja partyjna lub jeszcze lepszy układ towarzysko-biznesowy.

Spore różnice

W tym roku spośród samorządowych dyrektorów z terenu Lublina wśród rekordzistek jest szefowa Szpitala Jana Bożego, Marzena Kowalczyk, którą nagrodzono trzykrotnością miesięcznego wynagrodzenia tj. kwotą 39 600 zł. Dla porównania – kierujący Szpitalem im. Wyszyńskiego Gabriel Maj otrzymał 13 000 zł, szef szpitala neuropsychiatrycznego Edward Lewczuk – 10 500 zł, a dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy, Anna Rutczyńska-Rumińska – 9 350,17 zł (czyli tyle, co miesięczne zarobki). Nagrody, jak nagrody – formalnie się należały, to dali – ciekawie jednak wygląda zróżnicowanie płacowe dyrektorów jednostek, już bardziej wyraźnie uznaniowe, a nie związane z wielkością jednostek, zakresem realizowanych zadań czy realnie uzyskiwanymi przez poszczególnych dyrektorów wynikami (nie tylko finansowymi).

Byle nie do kultury?

Zresztą i tak gorzej niż być dyrektorem w opiece medycznej, jest pracować w kulturze, choćby i na kierowniczym stanowisku. I tak Wojciech Staniewski z wciąż najsłynniejszego poza Lubelszczyzną Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice” dostał 7,9 tys. zł, Artur Sępoch z Wojewódzkiego Ośrodka Kultury – 8,5 tys. zł, Mirosław Korbut ze skansenu – 9,3 tys. zł, a tymczasem Katarzyna Mieczkowska z Muzeum na Zamku 11,9 tys. zł, Bez nagród zostali szef Filharmonii Lubelskiej (w trakcie procedury odwołania ze stanowiska) Jan Sęk oraz kierująca Teatrem Muzycznym Iwona Sawulska.
Oczywiście, każdy szef – w tym także marszałkowie – mają prawo różnicować wynagrodzenia na teoretycznie podobnych stanowiskach, choć tak znaczące dysproporcje zawsze chyba będą rodzić pytania, czy na pewno chodziło o merytorykę, czy – powiedzmy – na przykład o sympatię do danego dyrektora? TAK