Siekierą skatował żonę

Irena K. od wielu lat w domu przechodziła prawdziwe piekło. Jej mąż okazał się prawdziwym tyranem. Za znęcanie się nad kobietą tylko na chwilę trafił do więzienia. Wrócił gorszy. Feralnego dnia Lucjan K. (61 l.) chwycił za siekierę i próbował „uciszyć” żonę na zawsze. Zadał jej serię ciosów. Katowana ofiara udała martwą i to ocaliło jej życie.

Lucjan K. za usiłowanie zabójstwa stanął przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Właśnie usłyszał wyrok. Został skazany na 15 lat więzienia. Sędziowie zastrzegli, że o warunkowe zwolnienie będzie mógł się ubiegać dopiero po odsiedzeniu 12 lat.

Dotychczasowe kary i pobyt w zakładzie karnym zupełnie go nie zmieniły. Wcześniej wyszedł na wolność latem 2016 r. i wrócił do domu w Stoczku Łukowskim. Swojego stosunku do żony nie zmienił. Dalej był agresywny i traktował kobietę jak przedmiot, choć utrzymywał się z jej pieniędzy, bo sam nie pracował.

Kiedy Irena zaczęła mu to wypominać, zaplanował zbrodnię i tylko czekał na stosowną chwilę. W piwnicy ukrył siekierę. Kiedy żona ją znalazła i zapytała, po co ją przyniósł do domu, ten odpowiedział, że pojedzie do lasu, wyciąć choinkę na święta. Kobieta niczego się nie spodziewając, zajęła się sprzątaniem. Kiedy w pewnym momencie się odwróciła, zobaczyła męża trzymającego w ręku siekierę. Od razu ruszył na nią do ataku. Ofiara próbowała się bronić, ale nie udało jej się powstrzymać silniejszego Lucjana. Napastnik uderzał ją obuchem w głowę, szyję i plecy. Ranna żona upadła na ziemię i udawała martwą. Napastnik odczekał chwilę i aby się upewnić, że uciszył ją na zawsze, na odchodne zadał jej jeszcze kilka ciosów. Potem poszedł pić z kolegą.

Irena K. w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Jej mężem zajęli się policjanci. W sądzie Lucjan K. zaprzeczał, że sięgnął po siekierę. Twierdził, że doszło do sprzeczki. – Uderzyła mnie ręką w twarz i ja pięścią jej oddałem. Potem sama uderzyła się o kaloryfer – tłumaczył. Sąd nie uwierzył w jego słowa. Wyrok nie jest prawomocny. LL