Skarga nadzwyczajna ostatnią deską ratunku

Pan Stanisław stracił działkę i pieniądze. Jego ostatnia nadzieja na odzyskanie czegokolwiek w skardze nadzwyczajnej do Sądu Najwyższego

83-letni lublinianin Stanisław Skrzyp zbiera puszki, żeby przeżyć, bo komornik prowadzi egzekucję z jego emerytury. Nie ma nawet mieszkania. – Jestem ofiarą wymiaru sprawiedliwości. Zostałem w świetle prawa pozbawiony dorobku życia – uważa emeryt, który od lat toczy sądową batalię o prawo do własności działek znajdujących się przy ulicy Bełżyckiej. Mężczyzna złożył wniosek do prokuratora generalnego o złożenie tzw. skargi nadzwyczajnej do Sądu Najwyższego na „rażąco niesprawiedliwe orzeczenia”.


Dobrowolna umowa kupna – sprzedaży

O sprawie pisaliśmy pierwszy raz sześć lat temu. W latach 70-tych 83-letni obecnie pan Stanisław kupił wraz z – dziś nieżyjącą już – żoną dwie działki rolne w gminie Konopnica o łącznej powierzchni 49 arów. W kwietniu 1977 roku naczelnik gminy zgodził się na dokonanie transakcji. Kilka dni później podpisana została „dobrowolna umowa kupna-sprzedaży”, ale kilka miesięcy później uchylił ją wojewoda. Wiosną 1981 roku Skrzypowie podpisali kolejną umowę ze współwłaścicielami działek, gdyż w międzyczasie zmarł właściciel, będący głową rodziny.

Spadkobiercy sprzedali działki i zrzekli się prawa własności. Transakcja została wyceniona na kwotę 80 tysięcy złotych. Każdy z synów oraz żona zmarłego otrzymali po 20 tysięcy złotych. Obecnie ten teren znajduje się w granicach administracyjnych Lublina i mieści się przy ulicy Bełżyckiej. Zmieniło się jego przeznaczenie, dlatego wartość gruntu znacznie wzrosła.

Skrzypowie posadzili krzewy i drzewa, założyli plantację malin, wybudowali również budynek gospodarczy. Po pewnym czasie doprowadzili do działki przyłącze gazowe i wodociągowe. Pod koniec lat 90-tych pojawił się mężczyzna, który przedstawił się jako jedyny właściciel działek i zażądał wydania ziemi.

Sprawa o eksmisję Skrzypów trafiła do sądu w 1997 roku. Adwokat wskazywał, że użytkują oni działkę na podstawie nieformalnej umowy zawartej w 1981 roku. Przekonywał, że „nie rodziła ona skutków rzeczowych, była zawarta z rodzicami powoda, którzy nie otrzymali umówionej kwoty, a jedynie część”. Z tego powodu nie doszło do zawarcia aktu notarialnego.

18 lat temu Sąd Rejonowy nakazał Skrzypom wydanie nieruchomości, ale zastrzegł, że ma ono nastąpić za jednoczesnym zapłaceniem kwoty ponad 173 tysięcy złotych na rzecz pani Skrzyp. Sąd uznał jednak, że umowa zawarta przez Skrzypów w okresie PRL-u nie była wiążąca, gdyż nie została wykonana w formie aktu notarialnego. W świetle prawa Skrzypowie nie są zatem właścicielami terenu. Wyrok jest prawomocny.

Konflikt wykończył moją żonę…

Po sześciu latach Stanisław Skrzyp ponownie skontaktował się z naszą redakcją. – Jestem zrozpaczony. Konflikt wykończył moją żonę, która zmarła kilka lat temu. Udziela się również moim dzieciom – relacjonuje. Mężczyzna uważa, że jest pokrzywdzony wyrokami sądów, dlatego złożył do prokuratora generalnego wniosek o „złożenie do Sądu Najwyższego skargi nadzwyczajnej na rażąco niesprawiedliwe orzeczenia”. Skarga nadzwyczajna to nowy środek ustanowiony przed rokiem. W przypadku pana Stanisława termin jej złożenia upływa za nieco ponad dwa tygodnie.

– Obawiam się, że termin upłynie, a ja nie doczekam się zmiany rażąco niesprawiedliwego orzeczenia Sądu Rejonowego, wydanego w 2001 roku. Zrujnowało ono życie moje i mojej rodziny – żali się starszy mężczyzna. Stanisław Skrzyp uważa, że wyrok sprzed 18 lat został wydany w sposób nieprawidłowy. „Sąd oddalił wniosek o nadanie klauzuli natychmiastowej wykonalności, dlatego druga strona nigdy nie zapłaciła zasądzonej na naszą rzecz sumy, czyli 173 tysięcy złotych” – czytamy we wniosku skierowanym do prokuratora generalnego.

Pan Stanisław ma też zastrzeżenia do przebiegu drugiej sprawy, w której został pozwany o zapłatę pieniędzy za bezumowne korzystanie z działek przez spadkobierców „spornego terenu”. – Nie doręczono mi wyroku, nie mogłem też w terminie złożyć wniosku o jego doręczenie wraz z uzasadnieniem, gdyż przebywałem wówczas w szpitalu. Termin upłynął podczas hospitalizacji. Wydany w lutym 2018 roku wyrok się uprawomocnił, a ja nie miałem nawet szansy na jego zaskarżenie – mówi pan Stanisław. Sytuacja życiowa mężczyzny jest bardzo trudna.

– Zostałem w świetle prawa pozbawiony dorobku życia. Obecnie moja sytuacja finansowa jest dramatyczna. Komornik prowadzi egzekucję mojej emerytury, która stanowi dla mnie jedyne źródło utrzymania. Zbieram puszki, by w ogóle móc przeżyć. Nie mam nawet swojego mieszkania, mieszkam w wynajmowanym. Wierzę, że ktoś pochyli się nad moją sprawą – dodaje zrozpaczony mężczyzna.

Grzegorz Rekiel