Słowo przeciw słowu

Do włodawskiej Prokuratury Rejonowej wpłynęło zażalenie na decyzję o umorzeniu postępowania przeciwko Andrzejowi G, podejrzanemu o znęcanie się nad małym kotkiem. Tymczasem z akt wynika, że człowiek ten od lat jest skonfliktowany z kobietą, która jest głównym świadkiem w tej sprawie.

Zażalenie złożyło Lubelskie Animals, które nie godzi się z tym, że osoba winna skatowania zwierzaka uniknie odpowiedzialności. Początkowo wiele wskazywało na to, że wina jedynego podejrzanego w tej sprawie jest bezsporna i bezdyskusyjna, ale po zapoznaniu się z aktami już takiej pewności nie mamy. Przypominamy, że chodzi o Andrzeja G. z Włodawy, który we wrześniu miał skatować małego kotka. – Komenda Powiatowa Policji we Włodawie prowadziła postępowanie przygotowawcze przeciwko Andrzejowi G. podejrzanemu o czyn z art. 35 ust. 1 a Ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o ochronie zwierząt – wyjaśnia Bożena Szymańska z KPP we Włodawie.

– Zgromadzony w sprawie materiał dowodowy pozwolił na to, by w dniu 26 września 2018 roku policjant prowadzący postępowanie ogłosił zarzut podejrzanemu. W sprawie wykonano szereg różnorodnych czynności dowodowych, które skutkowały skierowaniem przez włodawską komendę w dniu 10 października 2018 roku aktu oskarżenia przeciwko podejrzanemu do nadzorującej powyższe postępowanie Prokuratury Rejonowej we Włodawie. Akt oskarżenia nie został zatwierdzony.

Prokurator polecił wykonać dodatkowe czynności w sprawie oraz wydać postanowienie o umorzeniu dochodzenia na podstawie art. 17 § 1 pkt.2 k.p.k- tj. wobec braku znamion czynu zabronionego. W dniu 30 października 2018 roku prokurator zatwierdził postanowienie o umorzeniu dochodzenia – dodaje pani rzecznik. To właśnie na tę decyzję zażalenie złożyło Lubelskie Animals. Jak wyjaśnia Jolanta Sołoducha, szefowa Prokuratury Rejonowej we Włodawie, każdy śledczy jest wrażliwy na krzywdę zwierząt. – W tym jednak przypadku zebrany materiał dowodowy podważa winę podejrzanego – tłumaczy pani prokurator.

– Z zeznań zawiadamiającej jasno wynika, że nie widziała ona bezpośrednio, czy Andrzej G. uderzył tego kota. Owszem, kobieta stojąc na balkonie swojego mieszkania była świadkiem, jak podejrzany uderzał kijem po zaroślach. Z jej dalszej relacji wynika, że w pewnej chwili z tych zakrzaczeń wybiegł utykając jeden kot. Z kolei Andrzej G. tłumaczył, że z kobietą jest od dawna skonfliktowany.

Miał jej wielokrotnie zwracać uwagę na to, by nie dokarmiała bezpańskich kotów, które mnożyły się w jego domu powodując wiele szkód, zostawiały odchody i uprzykrzały życie, bo pan ma alergię na ich sierść. Właśnie z tego powodu sukcesywnie przeganiał je ze swojej posesji używając do tego celu drewnianej listewki, którą uderzał po krzakach i ogrodzeniu. Pan przyznaje, że nigdy nie uderzył bezpośrednio żadnego kota i nie mamy powodów, by mu nie wierzyć.

Jego wyjaśnienia są logiczne i spójne, zatem nie można przypisać tu żadnego zarzutu. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre grona nie są z takiej decyzji zadowolone i zarzucają nam np. bezduszność w działaniu, ale wcale tak nie jest. Najlepszym przykładem jest choćby nasza zdecydowana reakcja wobec kobiety, która w gminie Cyców zajmowała się pseudochodowlą psów, które żyły w tak straszliwych warunkach, że dla niektórych są one nie do wyobrażenia – dodaje Sołoducha. (bm)