Smal się nie dał

Kazimierz Smal

Nie wszyscy chełmscy samorządowcy ulegli politycznej presji i przekazali spisy wyborców Poczcie Polskiej. Danych swoich mieszkańców nie udostępnił wójt Rudy-Huty, Kazimierz Smal. – Nie było przepisów, które by mnie do tego obligowały – mówi. Część wójtów, którzy dane przekazali, przyznaje, że ma teraz moralnego kaca. A może też mieć i kłopoty prawne.

Tydzień temu pisaliśmy o „kacu” moralnym chełmskich wójtów, którzy przekazali Poczcie Polskiej spisy wyborców pomimo tego, że ustawa o organizacji wyborów korespondencyjnych, na podstawie której Poczta miała ubiegać się o nasze dane, nie przeszła całej ścieżki legislacyjnej. Zaplanowane na 10 maja wybory nie odbyły się. A wójtowie, którzy ulegli presji władzy, tłumaczyli, że postawiono ich pod ścianą i chociaż faktyczne mieli wątpliwości czy powinni dane udostępniać, zrobili to pod wpływem pisma od premiera i wojewody lubelskiego. Ale nie wszyscy ulegli politycznej presji. Wójt Rudy-Huty, Kazimierz Smal, jako jedyny w powiecie chełmskim nie przekazał danych swoich mieszkańców.

– Bo nie pozwalało mi na to obowiązujące wówczas prawo – tłumaczy dzisiaj. – Premier w datowanym na 16 kwietnia liście, powoływał się na przepisy z 18 kwietnia, które jeszcze nie obowiązywały. Poczta wystąpiła do naszego urzędu o przekazanie danych, chociaż w senacie procedowano nadal nad ustawą o głosowaniu korespondencyjnym. Na jakiej podstawie miałbym przekazać tak newralgiczne informacje o mieszkańcach? Przecież jest ochrona danych osobowych.

Wójt Smal przyznaje, że dzisiaj, po tym jak poprawki senatu zostały odrzucone przez sejm i ustawę podpisał prezydent, przekazałaby Poczcie to, o co prosiła. – Ale wtedy mimo ewidentnych nacisków polityków, którzy w mediach nawet straszyli wejściem do samorządów komisarzy, nie było ku temu podstaw – mówi.

Niewykluczone, że z przekazania danych Poczcie będą się wkrótce tłumaczyć m.in. wójt Rejowca Fabrycznego i burmistrz Rejowca. Na celownik wzięła ich Sieć Obywatelska Watchdog Polska. Najpierw przestrzegała, aby samorządy nie przekazywały danych Poczcie Polskiej, bo to niezgodne z prawem. A potem te, które to zrobiły, oznaczała na mapce czarnym punktem z zapowiedzią podania sprawy do prokuratury z zarzutem przekroczenia uprawnień. Bardziej niż groźby społeczników na włodarzy gmin podziałały pisma od wojewody, który zażądał wydania spisów.

– To wojewoda jest organem nadzoru prawnego nad gminami, więc nie nam jest recenzować jego decyzje – mówi Henryk Gołębowski, wójt Wojsławic.

– Po piśmie od wojewody, który nakazał przekazanie danych, dla mnie sprawa była bezdyskusyjna i kaca nie mam – tłumaczy Joanna Jabłońska, wójt Leśniowic.

Dane przekazał także Dariusz Stocki, wójt Kamienia. – Opieraliśmy się na opinii prezesa urzędu ochrony danych osobowych i informacji od wojewody – mówi wójt. – Poprosiliśmy jednak o zwrot danych w przypadku, gdyby nie zostały wykorzystane.

Krystyna Deniusz-Rosiak, wójt Dubienki, przekazała dane zaszyfrowane. Nie wysyłając hasła do ich odczytania. – Ryzyko przechwycenia danych niezaszyfrowanych było zbyt duże, stąd takie zabezpieczenie – mówi. – Nadal jesteśmy posiadaczem hasła a Poczta nie jest w stanie otworzyć tego, co im wysłaliśmy.

Zamieszanie z przekazywaniem danych Henryk Maruszewski, wójt Białopola, nazywa kabaretem. Sam wysłał spis wyborców po telefonicznej konsultacji z każdym z gminnych radnych. – Źle, jeśli wysłaliśmy dane, źle, jeśli ich nie wysłaliśmy – mówi. (bf)