Śmierć czyha w górze

Mieszkańcy Uhruska mają dość indolencji gminnych urzędników. Wybierają się na wtorkową sesję rady gminy, by wymóc na nich wycinkę ogromnych drzew, które zagrażają ich życiu. Wiatr podczas czwartkowej burzy znowu zerwał wielki konar, który runął na drogę. Gdyby ktoś tamtędy przejeżdżał, nie miałby najmniejszych szans.

Wielkie i suche topole stoją jakieś dwa metry od gminnej drogi. Ich konary sięgają daleko poza trakt. Większość drzew jest chora – uschnięta lub opanowana przez gęsto je porastające jemioły. Dlatego drzewa są bardzo kruche i łamliwe. Wysoko widać wiele ułamanych kikutów potężnych gałęzi. Złamane konary leżą też na ziemi, wzdłuż drogi. Jest ich wiele.

– Praktycznie każda burza czy większy wiatr sprawiają, że łamią się kolejne – mówią ludzie. Tak było też po burzy w nocy z czwartku na piątek (11,12 czerwca). Wielka gałąź zerwana przez wiatr zatarasowała przejazd. Mieszkańcy na własną rękę uprzątali zawadę, potem gmina zadysponowała do akcji miejscowe OSP. To zdarzenie przelało szalę goryczy tamtejszych mieszkańców.

– Płacimy niemałe podatki, nie domagamy się wylania do nas asfaltu czy ułożenia chodnika. Chcemy jedynie bezpiecznie jeździć do pracy, sklepu czy do szkoły. Niestety, jedyna droga wiedzie pod tymi topolami, a z gminą walczymy o ich wycięcie od pięciu lat. Bez rezultatu – mówi pan Grzegorz. – Urzędnicy rozkładają ręce, twierdząc, że drzewa rosną na prywatnej działce, ale my uważamy, że jest inaczej. Według map znajdują się one w pasie drogowym i to na zarządcy drogi spoczywa obowiązek ich usunięcia.

Ale widocznie nikomu nie zależy na likwidacji problemu, a my za każdym razem, gdy przejeżdżamy czy przechodzimy tą drogą, mamy duszę na ramieniu a wzrok skierowany ku wielkim suchym konarom, które w każdej chwili mogą runąć – dodaje nasz rozmówca. Pat trwa od pięciu lat. O usunięcie zagrażających życiu ludzi drzew od długiego czasu walczy radna z Uhruska, Teresa Kościuk. Złożyła w tej sprawie wiele interpelacji, ale żadna z nich nie przyniosła spodziewanego efektu.

W odpowiedzi za każdym razem słyszy ze strony urzędników: „Zwrócimy się do właściciela terenu o usunięcie drzew”. A człowiek, do którego należy sąsiadująca z drogą działka, ma w szerokim poważaniu prośby urzędników. I tak koło się zamyka. Ludzie mają już dość życia w zagrożeniu i wybierają się apelować o usunięcie drzew na najbliższą sesję rady gminy. Jadąc na nią, będą patrzeć w górę, już z przyzwyczajenia. (bm)