Świetlica podzieliła rodziców

Było jedno pomieszczenie na świetlicę, teraz są dwa, ale nie wszystkim rodzicom uczniów przypadła do gustu ta zmiana wprowadzona po feriach. Mówią, że dyrekcja placówki oszczędza kosztem ich dzieci.

Wcześniej najmłodsi uczniowie Szkoły Podstawowej nr 11 wchodzili do budynku osobnym wejściem, na tyłach placówki. Tuż przy drzwiach znajdowały się szatnia dla klas I-III oraz świetlica szkolna, więc rodzice i opiekunowie, którzy przychodzili odebrać swoje pociechy, nie musieli nadkładać drogi. Od bieżącego roku szkolnego, zgodnie z zarządzeniem nowego dyrektora szkoły – Andrzeja Kosińca, wszystkie szatnie znajdują się w jednym miejscu. Miało to nie tylko usprawnić funkcjonowanie, ale też zapewnić większe bezpieczeństwo najmłodszym, bo wejście na tyłach szkoły nie jest zabezpieczone. Świetlica została jednak w starym miejscu. Do teraz.

– Po feriach dzieci zostały przerzucone do małej salki w piwnicy, by zwolnić miejsce na salę konferencyjną dla nauczycieli. To kpina! Siedzą teraz w zamknięciu, jest ciasno i duszno, nie mają miejsca do zabawy i gry w piłkę, jak dotychczas – poskarżyli się w ubiegłym tygodniu do redakcji rodzice uczniów „Jedenastki”.

Dyrektor Kosiniec dziwi się i tłumaczy, że decyzja o zmianie usytuowania świetlicy szkolnej zapadła właśnie po sygnałach rodziców, którzy od września skarżyli się, że muszą przejść przez cały budynek, by odebrać dzieci.

– Uczniowie mają do dyspozycji dwie sale, obie blisko szatni. Obie też zostały odnowione przed oddaniem do użytku. Poza tym, w razie dużej liczby uczniów, mamy jeszcze tzw. harcówkę, w której mogą odbywać się zajęcia ruchowe – podkreśla A. Kosiniec i dodaje, że nowe pomieszczenia świetlicy przeszły weryfikację nadzoru budowlanego, urzędu i sanepidu.

Liczba uczniów korzystających ze świetlicy szkolnej jest spora, a dzięki ulokowaniu ich w dwóch salach jest nad nimi większa kontrola i nadzór. Wcześniej wyglądało to tak, że w ramach tzw. zajęć świetlicowych część dzieci przebywała w pomieszczeniu, część bawiła się na korytarzu przed wejściem do sali, a jeszcze inni biegali samopas po schodach i tyłach budynku placówki. (pc)