Zainteresowała się krawiectwem, by samodzielnie szyć kostiumy do fireshow, w których występowała. To, co zaczęło się jako praktyczna potrzeba, z czasem przerodziło się w prawdziwą pasję i sposób na życie. Dziś Sylwia Smolińska z Chełma prowadzi własną działalność, ucząc krawiectwa innych i tworząc wyjątkowe ubrania, które łączą funkcjonalność, estetykę i zamiłowanie do szczegółu.
Patrząc na jej projekty, nawet niewprawne oko dostrzeże kunszt wykonania. Każdy element ma znaczenie – od konstrukcji, przez staranne szwy, po najmniejsze detale. W pracowni Sylwii nic nie jest przypadkowe, nawet podszewka musi wyglądać dobrze i harmonijnie współgrać z całością.
Sylwia Smolińska mieszka w Chełmie od około dziesięciu lat. Przywiodła ją tu miłość. Pochodzi z Parczewa, a do Chełma przeniosła się z Lublina. Już od dzieciństwa interesowała się sztuką i różnymi artystycznymi formami wyrażania siebie. Być może to kwestia genów. W jej rodzinie nie brakowało talentów – mama pięknie malowała, tata śpiewał, siostra ukończyła malarstwo, a brat jest montażystą filmowym. Ona sama od zawsze szukała sposobów na wyrażenie siebie – przez taniec, rękodzieło, a dziś przede wszystkim przez tkaninę. Jej artystyczną duszę widać też w wystroju pracowni, którą prowadzi w mieszkaniu przy ul. Lubelskiej.
Choć dziś krawiectwo jest jej zawodem, nie był to jej pierwszy wybór. Ukończyła Liceum Ogólnokształcące w Milanowie, a później studiowała kulturoznawstwo na UMCS. Dopiero po studiach zdecydowała się na naukę zawodu w Zespole Szkół Odzieżowo-Włókienniczych w Lublinie. Jak wspomina, był to bardzo intensywny czas – zajęcia odbywały się w weekendy, w wielogodzinnych blokach, ale dzięki świetnie wyposażonym pracowniom i doświadczonej kadrze mogła nauczyć się pracy na profesjonalnym sprzęcie i poznać realia zawodu od podstaw. Dziś posiada dyplom krawca i technika przemysłu mody. Nie spoczywa jednak na laurach, wciąż szuka nowych możliwości rozwoju. By zadbać o najwyższą jakość prowadzonych szkoleń krawieckich, ukończyła kurs pedagogiczny dla instruktora praktycznej nauki zawodu, a także kurs kostiumograficzny Teatru Osterwy; obecnie uczy się konstrukcji i szycia sukni gorsetowych.
– Nauka w Zespole Szkół Odzieżowo-Włókienniczych w Lublinie dała mi bardzo dużo – wspomina Sylwia. – To szkoła, która cieszy się dużą renomą. Ma świetną kadrę i doskonale wyposażone pracownie. Wszystkie maszyny, z których korzystaliśmy, to były specjalistyczne maszyny przemysłowe. Miałam okazję przekonać się, jak w praktyce wygląda to wszystko, o czym uczymy się na zajęciach.
Jej przygoda z szyciem zaczęła się jednak wcześniej – od ognia i sceny. Od 16. roku życia zajmowała się fireshow, była związana ze środowiskiem sztukmistrzów; przez lata współpracowała z lubelską Fundacją Sztukmistrze. Tworzenie występów wymagało nie tylko choreografii, ale też przygotowania kostiumów i rekwizytów. To właśnie wtedy szycie zaczęło odgrywać coraz większą rolę.
– Postanowiłam nauczyć się szyć, aby móc przygotowywać swoje kostiumy. Wkręciłam się w to do tego stopnia, że stało się to moim sposobem na życie – przyznaje.
Dziś Sylwia realizuje zarówno poprawki krawieckie, jak i indywidualne zamówienia. Szczególną satysfakcję daje jej jednak dzielenie się wiedzą i pasją do krawiectwa. Prowadzi kursy szycia – indywidualne i grupowe. Uczą się u niej zarówno dzieci, jak i dorośli, a nawet osoby w wieku emerytalnym. Każdy przychodzi z inną potrzebą – jedni chcą nauczyć się przeróbek, inni marzą o samodzielnym tworzeniu ubrań.
– Często pytam kursantów, dlaczego zapisali się na kurs – opowiada Sylwia. – Jak się okazuje, potrzeby są bardzo różne. Jedni chcą nauczyć się podstaw obsługi maszyn, żeby samodzielnie skrócić spodnie czy wymienić zamek. Inni kupują ubrania w second handach albo sklepach internetowych i chcieliby je przerabiać lub dopasować. Są też osoby, które mają już pewne doświadczenie, ale chcą pójść krok dalej i nauczyć się np. konstrukcji, kroju i modelowania. Trafiają do mnie już 9-10-letnie dziewczynki, często bardzo uzdolnione – takie, które równolegle tańczą, malują, szydełkują i próbują różnych form twórczości. To dzieci, które wiedzą, czego chcą, są ciekawe świata i potrafią przez dwie godziny pracować w pełnym skupieniu przy maszynie. Ale nie brakuje też dorosłych – i to w każdym wieku. Dominują oczywiście kobiety, jednak szczególnie cieszy mnie to, że przychodzą również osoby starsze. To pokazuje, że na naukę i rozwijanie pasji nigdy nie jest za późno.
Rozpoznawalnym produktem pracowni Sylwii Smolińskiej są kurtki typu bomber. Sylwia tworzy je od podstaw – od wyboru materiału i dodatków po ostatni szew. Często wykorzystuje tkaniny z drugiego obiegu, znalezione np. w second handzie: z zasłony z grubej bawełny potrafi stworzyć unikatową, stylową kurtkę. Każdy egzemplarz powstaje przez kilka dni i jest dopracowany w najmniejszym szczególe.
Jak sama przyznaje, krawiectwo uczy cierpliwości i pokory.
– To trudne rzemiosło. W internecie, na filmikach, wszystko wygląda łatwo, ale w praktyce wymaga wiedzy, doświadczenia, precyzji i czasu, o czym często przekonują się moi uczniowie. Ostatnio na jednym z kursów dziewczyny chciały nauczyć się wymiany zamka w jeansowych spodniach. Zajęło nam to cztery godziny – mówi Sylwia.
Dodaje, że jest perfekcjonistką. Z jednej strony bywa to uciążliwe, z drugiej – w krawiectwie okazuje się ogromną zaletą, bo wszystkie jej prace są dopracowane w najmniejszych szczegółach.
– Dzięki szyciu uczę się też być mniej surową dla samej siebie – podkreśla.
Zapytana o projekt, który napawa ją największą dumą, odpowiada bez wahania, że była to suknia ślubna uszyta samodzielnie przez jej kursantkę.
– Zadzwoniła do mnie, bo chciała zapytać, czy uszyję jej suknię ślubną i czy mam jeszcze miejsce na kursie. Uznałam, że można to połączyć. Kiedy przyszła na zajęcia, nigdy wcześniej nie miała styczności z maszyną do szycia. Dlatego tym bardziej jestem z niej bardzo dumna – uszyła samodzielnie swoją suknię ślubną z naturalnego jedwabiu. Jestem też dumna z siebie, że potrafiłam ją tak poprowadzić, by ta suknia wyszła perfekcyjnie – bo dokładnie taka była – mówi Sylwia.
Spod ręki Sylwii wychodzą także mniej oczywiste projekty.
– Współpracuję z chełmską firmą, która oferuje produkty dla zwierząt. Dziewczyny przychodzą do mnie z pomysłem, wspólnie rozrysowujemy, jak dany produkt mógłby wyglądać, a następnie tworzę prototyp i odszywam pierwowzory. Ostatnio stworzyłam oscypka – zabawkę węchową dla psów, która naprawdę wygląda jak prawdziwy oscypek, ale kryje w sobie mnóstwo kieszeni na smaczki. Nie było to łatwe, ale efekt jest bardzo ciekawy – opowiada Sylwia.
Mimo swojego niewątpliwego talentu Sylwia przyznaje, że w niektórych sytuacjach odsyła klientów do innych chełmskich krawców.
– Są rzeczy, których po prostu się nie podejmuję. Jeśli wiem, że ktoś specjalizuje się w danej dziedzinie, kieruję klienta do tej osoby. Przeróbki garniturów to dobry przykład – skrócenie spodni nie stanowi problemu, ale przeróbki marynarki to już zupełnie inna historia. Nigdy się tym nie zajmowałam. Wiem, jak takie poprawki zrobić w teorii, i nigdy nie pozwoliłabym sobie, aby zrobić to na pół gwizdka – sumienie by mi na to nie pozwoliło. W Chełmie są specjaliści od garniturów, więc dlaczego nie przekierować do nich klienta? Wtedy zyskują wszyscy – fachowiec zrobi to szybciej i lepiej, a klient jest zadowolony.
Nie szyję też w skórach, choć mam z nimi rodzinne skojarzenia. Babcia szyła kożuchy, a dziadek hodował owce i wyprawiał skóry. Jednak ciężkie krawiectwo nie jest dla mnie. Nie podejmuję się szycia strojów tanecznych, bo nie mam specjalistycznych maszyn do szycia lajkry. Klientom przekazuję kontakt do chełmskiej krawcowej, która się w tym specjalizuje. Zakładów krawieckich w Chełmie nie brakuje i wszystkie mają pełne ręce roboty. Szkoda tylko, że ta praca wciąż bywa niedoceniana, a usługi krawieckie często są zbyt nisko wyceniane – dodaje.
W świecie tzw. „szybkiej mody” i zmieniających się co sezon trendów, za którymi podążają sieciówki, Sylwia udowadnia, że ubrania mogą mieć historię, charakter i duszę, a krawiectwo to nie tylko rzemiosło, ale i pasja, której nie da się zastąpić żadną masową produkcją. (w)







![Strażacy z całej Lubelszczyzny świętowali w Krasnymstawie [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/05/strazacy-z-calej-lubelszczyzny-swietowali-w-krasnymstawie-5-218x150.jpg)


![Prawie dwieście osób pokonało trasę V Rajdu Braci Taraszkiewiczów [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/05/v-rajd-taraszkiewiczow-8-218x150.jpg)


![Strażackie święto w pocie czoła – powiat włodawski [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/05/hansk-strazacy-4-kopia-218x150.jpg)















