Tajemnicę zabrali ze sobą

Pewnego dnia wyszli z domu i ślad po nich zaginął. Bliscy nigdy nie dowiedzieli się, jaki spotkał ich los. Chełmska policja poszukuje osiemnastu osób, które w ostatnich latach zaginęły. – Gdyby mój syn żył, na pewno by się odezwał – mówi ze łzami w oczach ojciec zaginionego.

W tym roku powinien świętować z rodziną 34. urodziny. Przyjęcia urodzinowego nie było, bo po jubilacie ślad zaginął prawie 7 lat temu. Wyjechał za granicę za chlebem, bo w Chełmie nie mógł znaleźć zatrudnienia. Pracę we Francji polecili mu znajomi. Gdy wyjeżdżał, był styczeń. Podróż upłynęła gładko. Poinformował rodzinę, że bez problemów dotarł na miejsce. Przez pierwszy miesiąc wszystko przebiegało zgodnie z planem. Pracował, a co jakiś czas dzwonił do rodziny, zdając relację z tego, co u niego słychać. W końcu jednak kontakt się urwał. Jego telefon nie odpowiadał. Rodzice bezskutecznie próbowali uzyskać jakiekolwiek informacje od znajomych syna. W końcu zgłosili jego zaginięcie na policji. Komunikat w tej sprawie opublikowano na stronie Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych „ITAKA”, a także w jednej z francuskich fundacji. Nikt nie wie, co się z nim stało. Rodzicom trudno się pogodzić z tą sytuacją. Ból po zaginięciu syna nie minął. Mówią, że najgorsza jest niepewność, bo nie wiadomo, jaki spotkał go los.
– Rozum podpowiada, że gdyby żył, na pewno odezwałby się, dałby nam jakiś znak – mówi ojciec zaginionego (nazwisko do wiadomości redakcji). – Najgorsze, że nie mamy pojęcia, w jakich okolicznościach zaginął. Możemy się tylko domyślać, jakiego dnia do tego doszło. Ale co się stało? Czy się z kimś pokłócił? Czy ktoś mu zrobił krzywdę? Nie ma żadnych ustaleń. Czasem przyjeżdżają do nas policjanci i pytają, czy nie mamy od niego wieści. Nie mamy. Trudno wierzyć w to, że jeszcze żyje…
W ciągu ostatnich dwóch lat chełmska policja przyjęła 112 zgłoszeń o zaginięciach. Oprócz tego co roku jest kilkadziesiąt przypadków, w których osoby odnajdują się jeszcze na etapie interwencji i policja nie musi wszczynać poszukiwań. Większość zaginionych osób na szczęście się odnajduje. Okoliczności zaginięć są różne. Wiele przypadków dotyczy osób starszych, schorowanych, które nic nikomu nie mówiąc wychodzą z domu, a potem nie potrafią znaleźć drogi powrotnej. Gros zgłoszeń pochodzi z domów dziecka i innych placówek opiekuńczych. Obecnie trwają na przykład poszukiwania 17-latka, który uciekł z Domu Dziecka w Siedliszczu. Zdarza się też, że osoba zaginiona opuszcza rodzinę i po jakimś czasie informuje, iż nie życzy sobie z nią kontaktu. W takich sytuacjach poszukiwania są odwoływane. Wiele zgłoszeń dotyczy zaginięć osób, które wyjechały za granicę do pracy i tam ślad po nich zaginął. Tak jest w przypadku dwóch poszukiwanych obecnie mężczyzn, mieszkańców powiatu chełmskiego. Jeden z nich zaginął w Niemczech, drugi w Czechach.
Najstarsze poszukiwania dotąd prowadzone przez chełmskich policjantów dotyczą chełmianki, która wyszła z domu w kwietniu 1998 r. Gdy zaginęła, miała 35 lat. Obecnie chełmska policja prowadzi poszukiwania 18 osób.

Nierozwiązana wciąż pozostaje zagadka zaginięcia 37-letniej Agnieszki Iwko z Pławanic (gmina Kamień), matki dwóch synów – w wieku 10 i 12 lat. 24 stycznia 2015 r. kobieta złożyła wizytę znajomym, mieszkającym trzysta metrów od niej. Rozstała się z nimi około godziny 22, mówiąc, że wraca do domu, ale do niego nie dotarła. Mąż dopiero rano zorientował się, że jej nie ma. Próbował dzwonić na jej telefon, ale był nieaktywny. Obdzwonił całą rodzinę, znajomych, szpital, pogotowie, ale nikt nie wiedział, co się stało z jego żoną. Mundurowi wszczęli poszukiwania. Do tej pory kobiety nie udało się odnaleźć.
Podobna historia spotkała 41-letnią Joannę Lutruk z Siedliszcza, która 25 grudnia 2015 r. wyszła z domu i dotąd nie nawiązała kontaktu z rodziną. Nie wiadomo też, jaki los spotkał małżeństwo Drzewińskich z Chełma, o tajemniczym zaginięciu którego głośno było w ogólnopolskich mediach. Małżeństwo do 1987 r. mieszkało w kamienicy przy ul. Waśniewskiego. Później przeprowadziło się do Milanówka, do willi podarowanej im przez stryja z Ameryki. Najpierw w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła Elżbieta, a rok później Wiesław. Sąd skazał na 15 lat więzienia Piotra B., oskarżonego o podżeganie do zabójstw Elżbiety i Wiesława Drzewińskich oraz ich synów. Ciał małżonków nie znaleziono.
W powiecie chełmskim są osoby zajmujące się wróżeniem, do których zdesperowane rodziny zaginionych często zwracają się z prośbą o pomoc.

– Kiedyś ktoś dał mi kontakt do słynnego na cały kraj jasnowidza – mówi ojciec zaginionego 34-latka. – Przez jakiś czas nawet rozważaliśmy wizytę u niego, ale koszt okazał się ogromny. Jednak nie to zdecydowało, że się rozmyśliliśmy. Nie wyobrażam sobie, abym usłyszał, że mój syn został zamordowany i gdzieś tam leży jego ciało. To byłaby kolejna trauma… (mo)