Twarz LOT-u

Jeśli w Korei Południowej na przystanku, w metrze czy na lotnisku zobaczysz reklamę firmy LOT i będziesz zastanawiać się, kim jest piękna stewardessa na zdjęciu – to podpowiadamy. To Karolina Krzywicka, 24-letnia chełmianka. Pracuje 10 tys. metrów nad ziemią, zawsze się uśmiecha i gdy trzeba, zrobi profesjonalny masaż serca.


Karolinie Krzywickiej nigdy przez myśl nie przeszło, że zostanie stewardessą. Po maturze zdanej w II LO w Chełmie wyjechała na studia do Warszawy. Któregoś dnia przypadkowo natrafiła w internecie na ogłoszenie o rekrutacji do pracy stewardessy. Miała wtedy 19 lat. Pomyślała – spróbuję. I udało się.
Dziś może się pochwalić trzyletnim doświadczeniem w Liniach Lotniczych Enter Air, będących liderem rynku czarterowego oraz ponad rocznym w Liniach Lotniczych LOT, jednym z najlepszych przewoźników lotniczych w Polsce.

Marlena Gołębiowska: – Praca stewardessy pozwala na dalekie podróże, spotkania z ciekawymi ludźmi, a do tego wydaje się prosta, łatwa i przyjemna. Czy to rzeczywiście siódme niebo?
Karolina Krzywicka: – Pozory. Obiegowa opinia dotycząca profesji stewardessy jest krótka: podniebna kelnerka. Tymczasem nasze obowiązki nie ograniczają się jedynie do uśmiechania się i serwowania napojów. Na pokładzie jesteśmy przede wszystkim po to, aby zapewnić bezpieczeństwo pasażerom. I to szeroko rozumiane bezpieczeństwo. W jednej chwili pełnimy rolę kontrolera ruchu, ratownika medycznego i psychologa. Gdy przychodzi do sytuacji awaryjnych, to my wszystkim zarządzamy. Ciąży na nas duża odpowiedzialność.
– Czy tobie przytrafiły się jakieś „sytuacje awaryjne”?
– Każdy lot to kontakt z setkami ludzi z całego świata. Każdy jest inny i podczas każdego zdarzają się jakieś wyjątkowe sytuacje. Tu pasażer chce koniecznie zmienić miejsce siedzenia, bo np. jednak boi się siedzieć przy oknie, za chwilę ktoś informuje, że coś zgubił, inny płacze, albo – co gorsza – mdleje.
Raz miałam taką sytuację: dziesięć minut przed lądowaniem, pasażerka mnie wezwała i oznajmiła, że miała przed chwilą wizję, że samolot się zapali. Stwierdziła, że natychmiast musi wyjść. Szarpała okno, przy którym siedziała. Była bardzo spanikowana. Złapałam ją za ręce i spokojnie tłumaczyłam, że nic jej nie grozi. Na szczęście udało mi się nad nią zapanować. Po zakończonym locie przyszła do mnie i przeprosiła. Mówiła, że nie wie, co w nią wstąpiło.
Do ciemniejszej strony mojej pracy dodałabym też to, że funkcjonuję wedle harmonogramu i nie zawsze mogę mieć wolne wtedy, kiedy bym chciała, np. na święta.
– A ta jaśniejsza strona?
– Najlepsze widoki świata, poznawanie nowych ludzi, szansa na zobaczenie wielu wspaniałych miejsc. Dla mnie latanie to nie tylko praca. To styl życia, który mi na tę chwilę bardzo odpowiada. Nie wyobrażam sobie, żeby robić coś innego.
W najbliższy wtorek lecę do Pekinu i zabieram ze sobą mamę, bo jako załoga dostajemy w ciągu roku kilka biletów zniżkowych dla rodziny. Będziemy tam dwa dni. Krótko, ale wystarczy żeby zobaczyć mur chiński i skoczyć na zakupy. A potem wrócimy z powrotem do Chełma. (śmiech) A miesiąc później będę miała dwudniowe Tokio. I też zabieram mamę.
– Podejrzewam zatem, że rodzina zachwycona.
– Bardzo! Tylko babcia się zamartwia. Zawsze dzwoni i wypytuje, gdzie tym razem jestem. Ale teraz nie tylko do mnie, bo jako steward od niedawna pracuje też Kuba, mój młodszy brat.
– Na koniec pytanie o twój udział w kampanii promocyjnej Linii Lotniczych LOT. Jak do tego doszło?
– Firma otwierała nowe kierunki i proponowała wybranym stewardessom udział w sesji zdjęciowej. Takie zapytanie skierowano zaledwie do kilku osób spośród ponad tysiąca, które tu pracują – w tym do mnie. Nie ukrywam, że to było dla mnie wielkie wyróżnienie i równocześnie ciekawe doświadczenie. Z tym, że do końca nie wiedziałam, gdzie pojawią się moje zdjęcia. Okazało się, że trafiły do Korei Południowej. Najpierw pojawiły się na lotniskach, potem na przystankach autobusowych, w metrze i hotelach. Nie spodziewałam się, że będzie to kampania na taką skalę!
– Dziękuję za rozmowę i życzę przyjemnych lotów… i uprzejmych pasażerów!