Uważajcie. Ktoś truje psy

Suka umarła w męczarniach, dwie inne cudem udało się uratować. Psy zjadły podrzucone za ogrodzenie posesji kawałki mięsa, najprawdopodobniej nafaszerowane strychniną. Zdaniem lekarzy to musiała być bardzo duża dawka trucizny.

Wcześniej w Rudce (gmina Chełm) nikt nie słyszał o takim bestialstwie. Od miesiąca jednak jakiś zwyrodnialec poluje na psy mieszkańców.

– Nasza Thelma miała ruję, nie wychodziła z posesji. Ktoś musiał podrzucić truciznę przez ogrodzenie. Znaleźliśmy ją przed drzwiami do domu i przewieźliśmy do lecznicy w Lublinie. Niestety, mimo starań lekarzy, nie udało jej się uratować. Odeszła w męczarniach z powodu krwawienia z przewodu pokarmowego i objawów neurologicznych. Wyniki badań wskazują na zatrucie, najprawdopodobniej strychniną. Pani doktor powiedziała, że to musiała być naprawdę duża dawka trucizny, skoro była w stanie powalić tak dużego psa – opowiada kobieta, której otruto sukę.

Początkowo kobieta sądziła, że ktoś zrobił to po złości lub przez zazdrość. Rodzina ma wspaniałe dogi niemieckie, są hodowcami i należą do związku kynologicznego. Okazało się jednak, że nie był to odosobniony przypadek. Wiadomo o przynajmniej dwóch innych. Otrute zostały psy w typie wyżła szorstkowłosego i mastifa tybetańskiego. Ich właściciele mieli więcej szczęścia, bo psy – cudem, ale jednak – udało się uratować lekarzom. – Sąsiedzi znaleźli obok kojca resztki mięsa niewiadomego pochodzenia – mówi mieszkanka Rudki.

W trosce o swoje psy (i nie tylko, bo na podwórkach przecież bawią się małe dzieci) mieszkańcy gminy ostrzegają siebie nawzajem. – Trzeba być czujnym – mówią. Zgłoszenie o trucicielu dotarło też do Komendy Miejskiej Policji w Chełmie. Niebawem materiały mają trafić na biurko prokuratora do oceny. (pc)