Uziemieni

Wszyscy, którzy mieli nadzieję, że poprawiające się przecież statystyki zakażeń i zachorowań na Covid-19 pozwolą na znoszenie kolejnych obostrzeń, srodze się zawiedli. W czwartek minister zdrowia ogłosił wprowadzenie po świętach narodowej kwarantanny. W sylwestra od 19 do 6 rano będzie obowiązywał zakaz przemieszczania się, do 17 stycznia ponownie zamknięte będą stoki narciarskie i galerie handlowe, a w hotelach nie będzie można nocować nawet służbowo.

Nadzieje na poluzowania nie były bezpodstawne. Zgodnie z ogłoszoną przez rząd w połowie listopada strategią walki z koronawirusem na najbliższe 100 dni i ustalonymi „Progami etapów zasad bezpieczeństwa”, wprowadzone restrykcje i tzw. etap odpowiedzialności miały obowiązywać do 27 grudnia, a dalsze kroki miały zależeć od liczby zakażeń – jeśli średnia dzienna liczba zakażeń wynosiłaby powyżej 27 tys. wprowadzona zostałaby narodowa kwarantanna, a w przypadku spadku tej liczby poniżej 9400 miały obowiązywać obostrzenia właściwe dla tzw. żółtej strefy, a więc z zachowaniem reżimu sanitarnego miały być otwarte wszystkie sklepy, restauracje i miejsca noclegowe.

I chociaż w ubiegłym tygodniu zbliżyliśmy się do tej liczby (średnia dzienna liczba zakażeń z 7 ostatnich dnia spadła do 9500, to zamiast poluzowań we czwartek minister zdrowia ogłosił wprowadzenie od 27 grudnia do końca ferii (17 stycznia) narodowej kwarantanny (nazajutrz sprostował, że chodziło mu o „rozszerzony etap odpowiedzialności”) z zakazem przemieszczania się w sylwestra od 19 do 6 rano, zamknięciem większości sklepów w galeriach handlowych, zamknięciem stoków narciarskich, zakazem nocowania w hotelach nawet w podróży służbowej i dziesięciodniową kwarantanną dla wszystkich przyjeżdżających do kraju transportem zbiorowym.

Jak wyjaśniał, mimo że dotychczasowe restrykcje przynoszą efekty, to coraz częściej są obchodzone i gdyby przy obecnym poziomie 10 tys. zakażeń dziennie przyszła trzecia fala pandemii system opieki zdrowotnej, by tego nie wytrzymał. – Apeluję do każdego Polaka o odpowiedzialność za siebie, za swoich bliskich, za przestrzeganie norm i regulacji – zaapelował minister Adam Niedzielski, zapowiadając, że wprowadzone przepisy będą restrykcyjniej niż dotąd egzekwowane.

Albo szczepienie, albo restrykcje

Podobne decyzje, wprowadzające faktyczny lockdown, w ostatnich dniach podjęła większość krajów w Europie, w tym nasi sąsiedzi: Niemcy, Słowacja i Czechy, gdzie liczba zakażeń ponownie zaczęła rosnąć. Tak naprawdę chodzi chyba o to, by uświadomić obywatelom, że jeśli naprawdę chcą wrócić do normalności, a nie żyć od obostrzeń do obostrzeń, to muszą się zaszczepić, bo póki co Europejczycy do szczepień się nie palą niedowierzając, że w ciągu kilku miesięcy można było stworzyć skuteczną i w pełni bezpieczną szczepionkę. I choć specjaliści przekonują, że szczepionki przeszły wszystkie niezbędne testy i są bezpieczne, bo inaczej nie zostałyby dopuszczone do użycia, ludzie niedowierzają.

Ostatnie sondaże wskazują, że nadal ponad połowa Polaków szczepić się nie zamierza, choć rząd zapowiedział udogodnienia, które mają do tego zachęcać – osoby zaszczepione mają być traktowane jak ozdrowieńcy, czyli nie będą musiały przechodzić kwarantanny, w tym po powrocie do Polski i nie będą wliczane do limitu osób np. w czasie spotkań. Z drugiej strony do nieszczepienia się namawiają politycy Konfederacji, którzy powołując się na art. 39 Konstytucji, domagają się, by rząd najpierw „uzyskał pisemne gwarancje ze strony producentów szczepionek, że w przypadku jakichkolwiek powikłań gotowi są oni przyjąć i ponieść wszelkie koszty prawne i finansowe wystąpienia niepożądanych odczynów poszczepiennych”.

A szczepienia we wszystkich krajach UE miałyby ruszyć zaraz po świętach. W pierwszej kolejności dostępne będą dla medyków (notabene w tej grupie też nie brakuje szczpieniosceptyków), a później dla seniorów, służb mundurowych i nauczycieli. Jak poinformował NFZ z oceny wniosków złożonych w pierwszym naborze wynika, że już w 80% gmin w Polsce będą działały punkty szczepień. W przypadku naszego województwa, na 203 gminy punkty na razie powstają w 171, ale NFZ ma nadzieję, że białe plamy znikną po ogłoszonym właśnie naborze uzupełniającym. Osobom, które same nie będą mogły dotrzeć na szczepienie, mają pomóc strażacy zawodowi i OSP. Dla osiągnięcia efektu odporności społeczności przeciw Covid-19 powinno się zaszczepić co najmniej 55-60% populacji, a niektórzy eksperci uważają, że co najmniej 70%.

Tarcza 6.0 nie dla wszystkich

W ubiegłym tygodniu prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę ws. pomocy branżowej, tzw. tarczę 6.0. Wprowadza ona wsparcie dla firm z branż bezpośrednio dotkniętych covidowymi obostrzeniami i z branż ściśle z nimi powiązanych (ustawa wskazuje ok. 40 PKD), które rok do roku straciły co najmniej 40% przychodów. W tarczy znalazły się m.in. świadczenia postojowe, zwolnienie ze składek ZUS, dofinansowanie dla pracodawców z FGŚP w wysokości 2 000 zł do umów o pracę i umów zlecenia, czy bezzwrotna dotacja w wysokości 5 tys. zł z urzędu pracy. Nie wszystkie narzędzia są jednak dostępne dla wszystkich branż. Zdaniem przedsiębiorców to pomoc dalece niewystarczająca i nie uchroni ona wielu firm przed bankructwem. Niezrozumiałe jest również, że z tarczy mogą skorzystać przedsiębiorstwa tylko ze wskazanych branż, a nie wszystkie, które przez koronawirusa straciły ponad 40% przychodów.

Maturalna amnestia

Z kolei minister edukacji nauki i edukacji Przemysław Czarnek zdecydował, że w przyszłym roku matury będą tylko pisemne, a egzamin ósmoklasisty będzie sprawdzał wiedzę z ograniczonego zakresu materiału. O ile ta decyzja została przyjęta przez wszystkich z aprobatą, to już zakomunikowana podczas tej samej konferencji „amnestia maturalna”, dzięki której wszyscy maturzyści, którzy w latach ubiegłych nie zdali ustnej matury otrzymają świadectwa dojrzałości wywołała sporo kontrowersji. W Internecie pojawiło się wiele komentarzy, że prawo nie powinno działać wstecz, że nie można dawać czegoś za nic, i że będzie to niesprawiedliwe wobec tych maturzystów, który zdali ustny egzamin, bo się do niego solidnie przygotowali. RD

PANDEMIA W LICZBACH

W ubiegłym tygodniu w Polsce liczba zakażonych koronawirusem od początku pandemii wzrosła do 1 202 700 (o ponad 67 tys. w ciągu tygodnia), zgonów do 25 397 (o 2 533), a wyleczonych do 938 269 (o ponad 79,3 tys.). W woj. lubelskim przybyło 3 439 zakażonych (od początku 61 180), 154 pacjentów z Covid-19 zmarło (od początku 1 564). W minioną sobotę dzienna liczba zakażeń w Polsce wyniosła 11 246, w Niemczech – 21 679, Wielkiej Brytanii – 27 052, Włoszech – 16 305, Francji – 15 674, a w Hiszpanii – 11 815. Na świecie liczba wykrytych infekcji SARS-CoV-2 przekroczyła 76,3 mln. Ponad 1,68 mln osób z Covid-19 zmarło, a 43,1 mln wyzdrowiało. Dane na niedzielę, 13 grudnia.