W zapomnieniu…

– Stary człowiek nikomu nie jest potrzebny, nikogo nie obchodzi – mówi pani Maria. Kobieta żyje w rozpadającym się domu, bez prądu, wody, gazu. Po zmroku siedzi przy świeczkach. Zimą, żeby mieć wodę, roztapia śnieg.

Latem jest lepiej. Sadzi kwiatki, dba o nie, patrzy jak rosną. Jakoś łatwiej wtedy żyć. Gorzej, gdy dni robią się krótsze, a na dworze jest coraz zimniej. Wtedy 80-letnia Maria Pieczykolan wie, że nadchodzi najgorsze.
Kobieta żyje w rozpadającym się domu. Psuje się wszystko, dach, drzwi, okna. Sypią się tynki. A w dodatku w domu jest pełno myszy. Chociaż w dzisiejszym świecie wydaje się, że to niemożliwe, pani Maria żyje bez prądu. Po zmroku siedzi przy świecach. Chociaż ma dostęp do bieżącej wody w pomieszczeniu gospodarczym, zimą ją odłącza, bo boi się, że mróz porozsadza stare rury. Aby się umyć, albo coś ugotować, zbiera śnieg i roztapia go w wiadrach. Potem wodę grzeje na kuchni kaflowej. Rozpala gałązkami, które zbiera latem.
Pani Maria pochodzi z Ostrzycy, nieopodal Tarnogóry. Tam dorastała razem z piątką rodzeństwa. Blisko dwadzieścia lat temu przeprowadziła się do Orchowca w gminie Gorzków. Nie miała ani męża, ani dzieci. Kiedy rodzeństwo poumierało, została sama. Od tego czasu nikt z dalszej rodziny się nią nie zainteresował.
– I tak sobie żyję. Co prawda trochę doskwiera mi ból kręgosłupa, ale radzę sobie, jak mogę – mówi kobieta.
Kiedy pytamy panią Marię, czy ktoś jej pomaga, odpowiada, że zdarza się, że zlitują się nad nią sąsiedzi. – A kiedyś przyjeżdżał jeszcze do mnie taki dobry pan z Bogusława (wieś w gminie Gorzków – przyp. red.). Porozmawiał chwilę, zawsze coś przywoził. Od niego mam firanki, narzuty. Ale już dawno go nie było.
A co z pomocą od gminy? – Nie ma jej. Nikt nie przyjdzie i nie pomoże dziadowi. Taka jest prawda. Stary człowiek nikogo nie obchodzi, nikomu nie jest potrzebny – mówi pani Maria.
Dyrektor Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gorzkowie przekonuje, że jest zupełnie inaczej. – Ta pani pobiera od nas zasiłek stały. Wypłacamy jej także zasiłki celowe, np. na opał przed zimą. Ze względu na stan budynku, w którym mieszka, proponowaliśmy jej przeprowadzkę do domu pomocy społecznej. Ale odmówiła. Sama zdecydowała się, aby odciąć prąd już kilka lat temu. Mówiła wtedy, że boi się pożaru i że tak będzie lepiej. Zresztą wodę też sama zakręca na zimę. I nie pomagają nasze tłumaczenia. Ona tak po prostu chce żyć i nic na to nie możemy poradzić. Pomagamy tyle, ile możemy – mówi dyrektor.
Kiedy pytamy panią Marię, czego potrzebuje, odpowiada, że niewiele. – Chciałabym jedynie godnie żyć – mówi. – I może jeszcze, żeby ktoś czasem ze mną posiedział i porozmawiał. A może i coś pomógł. Drzwi mi się nie zamykają. Może ktoś wie, jak nareperować? (mg)