Walka o ekologię czy przeciw konkretnej inwestycji?

Najpierw straszyli, że osiądzie ziemia i pola zaleje woda, a teraz, że wody nie będzie. Do walki z planowaną w Kuliku pod Siedliszczem kopalnią Jan Karski zaangażowano Greenpeace. Wcześniej ekolodzy przestrzegali przed budową kopalni Karolina pod Hańskiem, która miałaby zniszczyć Poleski Park Narodowy. Ciekawe, że gdy rozbudowywała się Bogdanka i od podstaw stawiała nowy szyb w Stefanowie, nikt podobnych problemów, nie widział. Żadni ekolodzy nie protestują też przed ekspansją Bogdanki w kierunku Ostrowa, gdzie mają znaleźć się kolejne szyby.

A nowa kopalnia to jedyna szansa dla regionu, żeby wyrwać się z gospodarczej dziury.

W maju tego roku aktywiści, przyrodnicy, a wśród nich także zwykli mieszkańcy Lublina, protestowali pod lubelskim ratuszem przeciwko budowie nowych kopalni węgla na Lubelszczyźnie. Chociaż mówili o kopalniach w liczbie mnogiej, to protest wymierzony był głównie w plany budowy kopalni Karolina, nieopodal Hańska i rzekomo najbliżej Poleskiego Parku Narodowego.

Wcześniej ci sami aktywiści i członkowie Towarzystwa dla Natury i Człowieka pojawili się na sesji Rady Gminy Hańsk i przekazali petycję przeciwko wprowadzaniu zmian w Studium Zagospodarowania Przestrzennego Gminy, które otworzyłyby drogę do konkretnego planowania inwestycji. Pod petycją podpisało się 5,5 tysiąca osób. Według przeciwników kopalnia zniszczy to, co na Polesiu najpiękniejsze i najbardziej wartościowe. A poziom wód gruntowych, który opadnie po uruchomieniu wydobycia węgla, doprowadzi do nieodwracalnej katastrofy.

W lipcu w jednym z lubelskich dzienników pojawił się artykuł, przestrzegający przed kopalnią „Jan Karski” w Kuliku pod Siedliszczem. A to za sprawą ekspertyzy naukowca, wynajętego przez Greenpeace Polska, według której budowa kopalni i wydobycie węgla może naruszyć zasoby wodne Lubelszczyzny.

Inwestycji w Kuliku trudno zarzucić dewastację Poleskiego Parku Narodowego, bo obszar złóż nie obejmuje jego terenu, a i od samego Parku od planowanego szyby w Kuliku jest kilkadziesiąt kilometrów. Ale podziemna woda brzmi chyba jeszcze groźniej. Zdaniem naukowca eksploatacja złoża w nowej kopalni może spowodować zaburzenia w „Niecce Lubelskiej”, która jest Głównym Zbiornikiem Wód Podziemnych dla regionu.

Wydobycie węgla prowadzi do osuszania terenu, co dalej prowadzi do obniżenia poziomu wód gruntowych, a to może dalej objąć …Poleski Park Narodowy. Czyli jednak może zdegradować te najcenniejsze na obszarze naszego województwa tereny. Trudno oczywiście nie zgodzić się z tym, że wydobycie węgla ma wpływ na środowisko. To widać gołym okiem. Ale wieszczenie zawczasu katastrofy przy dzisiejszych standardach i normach przy inwestycjach ingerujących w środowisko, licznych instytucjach, które nadzorują budowę i które stawiają przed inwestorami poprzeczkę z wymaganiami tak wysoko, że trudno jej sprostać, jest chyba przesadą.

Dowodem niech będzie Bogdanka, która funkcjonuje na naszym terenie od 1982 roku. W 2011 roku otworzyła całkiem nowy szyb w Stefanowie, który w zasadzie jest zbudowaną od podstaw kopalnia i planuje dalsze inwestycje na złożach w okolicach Ostrowa w podobnej odległości od Poleskiego Parku Narodowego co Balamara ze swoją Karoliną i nie słychać protestów ekologów. A to, że obszar na którym australijska spółka PDCo planuje budowę kopalni Jan Karski ma potencjał wydobywczy świadczy też fakt, że Bogdanka rości sobie do niego prawa, a inwestycja od miesięcy interesuje się Jastrzębska Spółka Węglowa. Lokalni samorządowcy, jak mantrę, powtarzają, że nieważne, kto zbuduje kopalnię, ale ważne, by powstała.

Tylko tak znaczący zakład pracy, dający stabilne zatrudnienie nie za najniższą pensję krajową, a za naprawdę przyzwoite pieniądze, przyczyni się do rozwoju gospodarczego regionu. Jedna kopalnia to dwa tysiące miejsc pracy w samym zakładzie. A każdy górniczy etat generuje do czterech kolejnych miejsc pracy w transporcie, budownictwie, gastronomii, samorządzie, szkolnictwie itd. Dla młodzieży, która nie musi stąd wyjeżdżać.

Wokół kopalni Jak Karski od miesięcy niewiele się dzieje. Raport oddziaływania na środowisko utknął w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Ministerstwo środowiska nie zawarło umowy na użytkowanie górnicze terenu. Spółce wygasła też koncesja na rozpoznanie złóż zanim, przez wspomniane opóźnienia, zdążyła złożyć wniosek o koncesję wydobywczą. PDCo pozwało ministra do sądu, który wydał korzystny dla spółki wyrok zabezpieczający jej roszczenia do złoża. W lutym Prairie Mining, spółka matka PDCo, pozwała Polskę w międzynarodowym arbitrażu, w którym może domagać się nawet 10 mld zł odszkodowania.

Kopalnia jeszcze nie pogrzebana?

Lokalni samorządowcy nie ustają w próbach lobbowania za inwestycją. A że zbliżają się wybory do parlamentu, chcą zainteresować tematem kopalni „jedynkę” z listy PiS w okręgu chełmskim do sejmu, czyli wicepremiera Jacka Sasina. Taki sprzymierzeniec, niewątpliwie wpływowy we władzach rządzącej partii w Warszawie, mógłby dołożyć swoją cegiełkę do tego, by budowa kopalni pod Siedliszczem mogła ruszyć. A wiadomo, że to jedynie od decyzji politycznej i zielonego światła od rządu zależy, czy coś w tej sprawie drgnie.

– Mamy nadzieję, że skoro pan wicepremier kandyduje z naszego okręgu, to zechce zapoznać się z tematem kopalni i będzie wspierał inwestycję, na którą od lat wyczekują mieszkańcy – mówi Hieronim Zonik, burmistrz Siedliszcze. – Wiemy, że zwolenników inwestycji jest znacznie więcej, ale lepiej słychać „krzykaczy”. Chcemy rzeczowo przedstawić wicepremierowi sprawę.

Spotkanie, wspólnie z wspierającą inwestycję Beatą Mazurek, obecną europarlamentarzystką, ma się odbyć w poniedziałek (29 lipca). – Staramy się prosić o wsparcie każdego, kto może pomóc – mówi Stanisław Bodys, burmistrz Siedliszcza. Nieoficjalnie mówi się, że i JSW i ministerstwo górnictwa, w których doszło do zmian kadrowych, są nadal zainteresowane inwestycją. Więc ostateczne decyzje pozostają w rękach rządzących. (bf)