Węgiel i gaz ciągle czekają

Świat wraca do węgla i gazu jako gwarancji bezpieczeństwa energetycznego, a nasz region ominęły inwestycje, które mogły zapewnić zarówno bezpieczeństwo energetyczne, jak i zmienić jego sytuację gospodarczą. Od kilku lat mogła fedrować kopalnia „Jan Karski” w Kuliku pod Siedliszczem. Poważne plany miała JSW na zakład w okolicach Rejowca. A w gminie Wierzbica już kilkanaście lat temu dowiercono się przecież do gazu z łupków.

Eksperci zwracają uwagę, że sytuacja na rynku energii staje się coraz bardziej niepewna. Już sama utrata części dostaw ropy i gazu – rzędu 20 proc. – mogłaby doprowadzić nie tylko do kryzysu energetycznego, ale też poważnych problemów w przemyśle.

Dodatkowo duża część światowych dostaw surowców energetycznych zależy od wąskich szlaków transportowych, takich jak cieśnina Ormuz. Każde napięcie w tym rejonie natychmiast przekłada się na wzrost cen i obawy o ciągłość dostaw.

W tej sytuacji państwa wracają do bardziej zróżnicowanego miksu energetycznego. Węgiel znów traktowany jest jako stabilne źródło energii, które można magazynować i które nie zależy od sytuacji geopolitycznej. Polska ma przy tym ogromne zasoby tego surowca – szacowane na około 61 miliardów ton.

Kulik powinien już fedrować

O kopalni „Jan Karski”, która miała powstać w Kuliku w gminie Siedliszcze, pisaliśmy na łamach „Nowego Tygodnia” dziesiątki razy. Australijska spółka Prairie Mining (później GreenX) zakończyła program wierceń, miała zatwierdzoną dokumentację geologiczną i przygotowywała się do uzyskania koncesji wydobywczej.

Gotowy był wstępny projekt kopalni, podpisano umowy na zasilanie energetyczne i przygotowywano infrastrukturę, w tym linie wysokiego napięcia. Inwestor wydał ponad 20 mln dolarów na przygotowania, a cała inwestycja miała kosztować około 2,5 mld zł.

Planowano, że budowa ruszy w 2018 roku, a pierwszy węgiel wyjedzie na powierzchnię w 2023 r. W samej kopalni miało pracować około 2 tys. osób, a razem z firmami kooperującymi w regionie powstałoby nawet do 10 tys. nowych miejsc pracy.

Samorządy liczyły na gospodarczy „impuls” i duże wpływy z podatków, mieszkańcy przede wszystkim na pracę.

Na przestrzeni 2018 i 2019 roku projekt został jednak zablokowany. Inwestor nie doczekał się decyzji środowiskowej, a koncesja nie została wydana.

Choć Australijczycy stracili kopalnię, sprawa trafiła do międzynarodowego arbitrażu, który uznał, że Polska naruszyła zobowiązania wobec inwestora i zasądził odszkodowanie sięgające ponad 2 mld zł. Mieszkańcom odebrano tym samym szansę na rozwój i tysiące miejsc pracy.

Polityczna kopalnia… głosów

W tym samym czasie pojawiały się informacje o możliwej budowie kopalni w rejonie Rejowca. Pojawiły się one tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2018 roku, a obietnice szybkiej inwestycji składał m.in. polityk PiS Jacek Sasin. Zapowiedzi te przełożyły się na istotne poparcie wyborcze w okręgu chełmskim. Później temat kopalni został wygaszony.
Jastrzębska Spółka Węglowa przez pewien czas starała się przejąć koncesje po Australijczykach, a także wystąpiła o koncesję na rozpoznanie złóż „Chełm II” w okolicach Pawłowa (w miejsce wcześniej zarzuconego projektu Kompanii Węglowej). Ostatecznie jednak z tych planów nic nie wyszło.

W środowisku górniczym pojawiały się opinie, że na budowę nowej kopalni nie pozwoli m.in. rynek importu węgla do Polski.

Gaz też mamy własny

Własne zasoby gazu ziemnego potwierdzono także w łupkach, co wykazały odwierty prowadzone przez spółkę Orlenu w Syczynie pod Wierzbicą. W 2011 roku wykonano próbne odwierty, podczas których uzyskano tzw. „świeczkę” – zapłon gazu na wieży wiertniczej.
Spółka uznała jednak, że komercyjne wydobycie nie jest opłacalne. Było to 15 lat temu, gdy ceny gazu były znacznie niższe.

Zarówno gaz łupkowy, jak i węgiel budziły wówczas nadzieje na rozwój regionu – nowe miejsca pracy, podatki i inwestycje. Dziś temat powraca w debacie publicznej.

Szanse już stracone?

Anna Flisiuk, wójt Wierzbicy mówi, że o gaz łupkowy z Syczyna na razie nikt nie pyta. – Nie ma firmy, która by się tym interesowała, nie mam żadnych informacji o powrocie do pomysłu wiercenia i wydobywania gazu. A szkoda, bo dla nas to podatki i miejsca pracy – mówi.

– Nie jestem pesymistą i chciałbym, żeby powrócono do tematu wydobycia węgla, ale nie wierzę, że jest na to szansa. Zaprzepaszczono ją wtedy, kiedy projekt był najbardziej zaawansowany – uważa Hieronim Zonik, burmistrz Siedliszcza. – Brakuje politycznej determinacji, by taki projekt przeprowadzić, np. poprzez państwowe spółki, jak próbowano z Kompanią Węglową i JSW. A prywatne podmioty, widząc przykład Australijczyków i przeszkody, na jakie natrafili, nie będą chciały inwestować – dodaje. (reb)