Wielka draka o biogazownię

Rolnik z Sawina, prowadzący na dużą skalę hodowlę indyków, chce przy swoim gospodarstwie wybudować rolniczą biogazownię o mocy 0,5 MW i zatrudnić w niej 10-12 osób. Inwestycji sprzeciwiają się jednak mieszkańcy Sawina i gminni radni, bo nie chcą smrodu nie do zniesienia. Swoje obawy wyrazili na spotkaniu z inwestorem, które momentami było niesłychanie burzliwe. Innego zdania jest wójt Dariusz Ćwir, który w biogazowni widzi korzyści dla budżetu gminy.

Ferma indyków w Sawinie przy ul. Podgrabowej spędza sen z powiek wielu mieszkańcom. – Gdy pan Wojciechowski otwiera drzwi do swoich kurników, czuć w całej miejscowości – podkreślali uczestnicy piątkowych (23 sierpnia) konsultacji społecznych w sprawie budowy rolniczej biogazowni.

Michał Wojciechowski, miejscowy rolnik, złożył do wójta gminy Sawin wniosek o wydanie zgody na budowę – przy swoim gospodarstwie – biogazowni do własnych potrzeb. Dariusz Ćwir sprawę przedstawił radzie gminy, ale radni uznali, że dopóki nie usłyszą opinii mieszkańców na temat inwestycji, tematu biogazowni nie będzie w porządku obrad sesji.

Wójt, aby przygotować pełną informację na spotkanie z mieszkańcami, wcześniej zapytał Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Lublinie i szefa chełmskiego ośrodka zamiejscowego Zespołu Lubelskich Parków Krajobrazowych, czy są jakiekolwiek przeciwwskazania dotyczące budowy biogazowni, a związane z ochroną środowiska i czy trzeba sporządzać szczegółowy raport oddziaływania inwestycji na środowisko. – Z obu instytucji dostałem odpowiedź, że inwestycja nie zagraża środowisku. Nie potrzeba też raportu, wystarczy szczegółowa karta informacyjna całego przedsięwzięcia – podkreśla Dariusz Ćwir.

Podczas piątkowych konsultacji społecznych, które odbyły się w domu kultury w Sawinie, jego uczestnicy mieli wyrazić swoje zdanie o inwestycyjnych planach Michała Wojciechowskiego. Spotkanie zaczęło się od głośnych pretensji jednej ze starszych mieszkanek, która zarzuciła wójtowi, że nie wszyscy sawinianie wiedzieli o konsultacjach. – Panie wójcie, my, starzy ludzie, nie korzystamy z Internetu. Nie było żadnych ogłoszeń w sklepach, na tablicach, mało kto wiedział, że dziś jest spotkanie. Sama dowiedziałam się przypadkiem! – grzmiała kobieta.

Ćwir tłumaczył, że informacja pojawiła się na stronie internetowej gminy Sawin, ale również poprosił sołtysów, by powiadomili mieszkańców o organizowanym spotkaniu. Argumenty wójta nie przekonały zebranych, a o tym, że ludzie nie byli należycie poinformowani, najlepiej świadczy frekwencja. Na konsultacje przyszło zaledwie nieco ponad 40 osób, co przy tak ważnej sprawie rekordem nie jest.

Michał Wojciechowski wyjaśnił, że planuje wybudować na własne potrzeby rolniczą biogazownię o mocy 0,5 megawata, z dwoma fermentorami o łącznej pojemności 4 000 m sześc., a do procesu fermentacji przeznaczy wszystkie odpady z produkcji zwierzęcej ze swojego gospodarstwa. Drugim substratem będzie sianokiszonka, pochodząca z jego upraw.

Rolnik w biogazowni widzi same plusy, a największy to taki, że smród, jaki obecnie wydobywa się z jego kurników, zostanie w dużym stopniu zminimalizowany. – Teraz cały obornik wyrzucamy na hałdę przy kurnikach i dopiero po żniwach trafia on na pola. Przy biogazowni zostanie wykorzystany do fermentacji, nie będzie zatem nieprzyjemnego zapachu. Produkcja będzie ciągła, 24 godziny na dobę – tłumaczył Wojciechowski.

Mieszkańców jednak nie przekonał. – Lokalizacja jest nie do przyjęcia! Jeden ma pieniądze, a drugi smród! – denerwowała się starsza mieszkanka Sawina.

– Inwestycja jest zaplanowana za blisko domów – mówił z kolei Marek Czmielewski. – W linii prostej do najbliższej zabudowy nie ma nawet przepisowych 500 metrów. Czy przewiduje pan montaż specjalnych barier odorochłonnych? Będzie śmierdziało w całej okolicy! Jeśli ktoś mówi inaczej, to kłamie! Rada gminy i wójt przy podejmowaniu decyzji muszą zadbać przede wszystkim o lokalną społeczność – mówił Czmielewski. Zapytał też wójta o zyski dla gminy.

Dariusz Ćwir wyjaśnił, że z samej biogazowni podatku do budżetu gminy wpłynie od 50 do 60 tys. zł rocznie. – Koszty społeczne oszacował pan na 60 tys. zł?! – grzmiał oburzony Gabriel Kulawczuk. – Biogazownia zablokuje rozwój zabudowy zagrodowej. Wszystkie pobliskie działki stracą na wartości. To są koszty społeczne!

Wójt przyznał, że cena nieruchomości znajdujących się w pobliżu terenu, na którym jest planowana budowa biogazowni, na pewno spadnie. – Już dziś mamy problemy z ich sprzedażą. Nie ma chętnych, bo nikt nie chce wąchać smrodu – stwierdziła gminna radna Maria Kubiak-Skórzewska. Michał Wojciechowski zadeklarował, że jest w stanie kupić działki od sąsiadów.

– Panie wójcie, co jest ważniejsze, jednostka czy ogół mieszkańców?! Strefa zabudowy została wydłużona, ale ludzie nie chcą budować domów przy kurnikach. Powiedzmy sobie prawdę, tam śmierdzi! – mówił radny Wojciech Adamowicz.

Mieszkańcy chcieli też wiedzieć, czy obornik z kurników Wojciechowskiego w zupełności wystarczy do zaspokojenia biogazowni. Obawiają się, że będą go dostarczać inni rolnicy i w czasie transportu zasmrodzą całą gminę. Inwestor zaprzeczył i stwierdził, że nie będzie kupował obornika.

Jeden z mieszkańców zapytał Wojciechowskiego, dlaczego do tej pory nic nie zrobił z kurnikami, by nie śmierdziało na całą okolicę. – Kurniki powinny mieć filtry. Nie mają! – stwierdził.

– Filtrów w kurnikach nie stosuje się, nie znam takiej technologii. Jest natomiast możliwość, by nie śmierdziało z kurników, by ten nieprzyjemny zapach mocno ograniczyć, stąd pomysł na budowę biogazowni – tłumaczył Wojciechowski. – To korzyści dla gminy. Zatrudnię 10-12 osób, z pensją po 5 tys. zł miesięcznie. Kto by nie chciał tyle zarabiać? – zapytał. – Zgłaszam się na operatora ciągnika za takie pieniądze. A przez ile godzin dziennie? – padło z sali.

– A kto chciałby mieszkać w sąsiedztwie biogazowni? Wyjść z dziećmi na taras, rozpalić latem grilla?! – te pytania zadawał Gabriel Kulawczuk. Emocje rosły.

– Gmina potrzebuje dziesięciu takich przedsiębiorczych Wojciechowskich, wtedy może Sawin wzbogaciłby się. Ale nigdy kosztem mieszkańców! – dodała z kolei radna Halina Wołoszkiewicz.

Zebrani przyznali, że nie sprzeciwiają się budowie biogazowni, ale jej lokalizacji. Zaproponowali rolnikowi, by znalazł działkę z daleka od zabudowań i tam ulokował inwestycję. – Panie wójcie, my, mieszkańcy gminy, jesteśmy więcej warci, niż te 60 tys. zł podatku, jakie miałoby zasilać budżet każdego roku. Jeśli inwestor nie zmieni lokalizacji, będziemy przeciwni.

Pan Michał ma swoje argumenty, my mamy swoje. Chcemy żyć po ludzku, godnie. Nie dość, że nasza gmina jest biedna, to ma być jeszcze śmierdząca?! W jakiej byśmy biogazowni nie byli, tam zawsze będzie śmierdzieć. Będziemy mieli do czynienia z permanentnym smrodem, a to jest nam niepotrzebne – stwierdził Marek Czmielewski i dostał gromkie brawa od zebranych.

Iwona Wołoszkiewicz, przewodnicząca rady gminy Sawin, przyznała, że radni po to uczestniczą w konsultacjach społecznych, by na sesji podjąć decyzję, na jaką czekają mieszkańcy. – Reprezentujemy was w radzie, widzimy wasze stanowisko. Nie zrobimy nic wbrew lokalnej społeczności – zapewniła.

Radna Kubiak-Skórzewska wymieniła również wszystkie związki chemiczne, ulatniające się z biogazowni, a szkodliwe dla zdrowia i życia ludzi. – Gdy nie tak dawno pan Wojciechowski wywiózł obornik na pola niedaleko parafii, w całym kościele śmierdziało ponad miesiąc. Pamiętacie państwo?! Nie chcemy wąchać smrodu! – dodała.

Na koniec zebrania wójt gminy Dariusz Ćwir zarządził głosowanie. Wszyscy obecni na spotkaniu mieszkańcy, w sumie 42 osoby, opowiedzieli się przeciwko wskazanej przez rolnika lokalizacji biogazowni. Michał Wojciechowski ma wskazać inną działkę, ale nie wyklucza też, że inwestycję zrealizuje na terenie innej gminy. (ps)