W więzieniu odnalazł brata

Nie może się doczekać, by wreszcie ujrzeć swoją prawdziwą rodzinę

„Cały czas do siebie piszemy. O dzieciństwie, o matce, reszcie rodzeństwa. O domu – jak nam się w nim żyło, zanim wszystko poszło z dymem. Brat więcej pamięta, pomaga mi odbudować wspomnienia. Koledzy z pawilonu przynoszą mi po kryjomu listy”.

Brat wysyła mu kilka listów tygodniowo

– Pamiętam dzień, w którym cię zabierali, ale ile mieliśmy wtedy lat, to już nie bardzo. Mogę jedynie przypuszczać, że ty miałeś pięć czy sześć, a ja siedem czy osiem lat – drżącym głosem Przemysław K. czyta fragment listu od starszego brata.
Było ich pięcioro. Przemysław – najmłodszy z rodzeństwa, Paweł, Barbara, Jadwiga i Adam. Razem z rodzicami mieszkali w Konstantynowie (pow. bialski). – Nie pamiętam tego, ale Paweł pisze w listach, że mieliśmy gołębie. Należały do Adama i gdy zapalił się nasz dom, wypuszczaliśmy ptaki, żeby nie spłonęły żywcem – opowiada osadzony w chełmskim zakładzie karnym.
Rodzina momentalnie została bez niczego, pożar strawił wszystko. Dzieci najpierw trafiły pod opiekę sióstr zakonnych, później do Międzyrzecza Podlaskiego, aż wreszcie do domu dziecka w Białce (koło Radzynia Podlaskiego). Z matką w Konstantynowie została jedynie najstarsza z piątki rodzeństwa, Jadwiga. Ojciec dzieci powiesił się.

Ptaszek w złotej klatce

Minął mniej więcej rok i rodzeństwo znów zostało rozdzielone. 7-letni Przemysław jako jedyny znalazł nową rodzinę. Przybrał nowe nazwisko i razem z rodzicami adopcyjnymi zamieszkał w powiecie włodawskim. Wysoko postawieni, majętni, szanowani – tacy właśnie są drudzy rodzice Przemysława. Starali się zapewnić mu wszystko, czego potrzebował, rozpieszczali go. Problem pojawił się, gdy chłopak zaczął rosnąć, dojrzewać i pytać o biologicznych rodziców. Im bardziej matka i ojciec zapierali się i nie chcieli odpowiadać na pytania, tym bardziej on chciał poznać prawdę. Pamiętał swoje nazwisko i – choć jak przez mgłę – dom dziecka. Gdy miał 13 lat, uciekł z domu. Zostawił kartkę podpisaną „Przemek Graby”. Matka z płaczem odcinała podpis, by nikt nie poznał prawdziwego nazwiska jej przybranego dziecka.
– Wtedy to było mi obojętne. Nie wiedziałem, czego chcę od życia – przyznaje dziś z żalem.
Przybrany ojciec był kierownikiem w hucie szkła, bez przeszkód załatwił mu pracę w firmie. Ale bunt i złe towarzystwo zrobiły swoje. Szybko zaczęły się też problemy z prawem. Wtedy jednak drobne kradzieże w wiejskich sklepikach dało się zatuszować – rodzina z „wyższych sfer” miała znajomości. Ale gdy we czterech (z trójką recydywistów) włamali się do domu starszego człowieka, pobili go i okradli – znajomości rodziców na nic się zdały. Miał wtedy 17 lat. Wyrok – 9 lat więzienia.

Życie za kratami

Wyszedł z więzienia i wrócił do domu. Pracował przy rodzinnym gospodarstwie (zresztą robił to od dziecka) i stawiał bloki w Chełmie. Tak minęły następne, niecałe dwa lata. Potem znów pobił kogoś na ulicy, odsiedział swoje, wyszedł na wolność. Kolejna kradzież z włamaniem, przywłaszczenie mienia i wtargnięcie na teren prywatny (szef firmy budowlanej, w której pracował, nie wypłacił mu pensji, więc poszedł do jego domu po pieniądze. Mężczyźni wdali się w szarpaninę, po której Przemysław odsiedział kolejne 9 miesięcy w zakładzie karnym).
Pracował, siedział w więzieniu. I tak w kółko. Zatrudnił się w wiejskiej knajpce, tam poznał dziewczynę. Była od niego 12 lat młodsza. Zauroczyli się sobą, a w 2008 r. na świecie pojawił się pierwszy owoc ich uczucia, Amelka. Później urodził się Kuba. Sielanka trwała do marca 2015 r. – Pamiętam, jak dziś. Było 15 stopni Celsjusza. Ciepło, słońce świeciło. Bawiliśmy się z dzieciakami w krótkich podkoszulkach na podwórku, gdy przyjechała policja. A trzy tygodnie wcześniej Kuba wystąpił na balu karnawałowym w stroju policjanta, więc gdy radiowóz zaparkował przy bramie – uśmiechnięty malec od razu pobiegł w ich stronę – opowiada mężczyzna.
Stary wyrok został odwieszony, a policjanci przyjechali z nakazem doprowadzenia. Pożegnał się z dziećmi i wsiadł do radiowozu. Za kilka miesięcy ma wyjść na wolność.

Piszą do siebie listy

Kilka tygodni temu, gdy siedział razem z kucharzami, jeden z nich powiedział o nowym skazanym, zatrudnionym w kuchni – Pawle Grabym. Przemysław otworzył oczy ze zdumienia. – Powiedziałem chłopakom, żeby zapytali go, czy aby nie był w domu dziecka z Przemkiem Grabym. Potwierdził. To on, mój brat! Po tylu latach, w takim miejscu. Niemożliwe – mówi podekscytowany mężczyzna.
Jak to jest po ponad 30 latach zobaczyć brata? Jakie to uczucie? Czy tę samą krew można rozpoznać od razu, bez cienia wątpliwości?
Po pracy grupka osadzonych wychodziła z kuchni. Ktoś krzyknął: „Przemek, tu jest, to twój brat”. Ten gorączkowo rozglądał się po twarzach wszystkich i nie wiedział, na której z nich ma się zatrzymać. Która z nich należy do Pawła? Wszystkie wydawały mu się wtedy tak podobne do siebie… Okazało się, że Paweł został przeniesiony do ZK w Chełmie z włodawskiego więzienia – byli razem w jednym pawilonie i nawet o tym nie wiedzieli. Mieli się spotkać na spacerze, ale tego samego dnia brat znów został przeniesiony – tym razem do innego pawilonu. – Moja wychowawczyni stara się o ponowne przeniesienie Pawła. Obiecała, że uda się zorganizować nasze spotkanie. Bardzo jej za to dziękuję – ekscytuje się Przemysław.
Na razie piszą do siebie listy. Bez przerwy. O dzieciństwie, matce, reszcie rodzeństwa. O domu – jak im się w nim żyło, zanim wszystko poszło z dymem. O późniejszym życiu – jak Przemek uciekał od rodziców adopcyjnych, by poznać „starą” rodzinę, a Paweł z Baśką „pryskali” z domu dziecka, by odnaleźć ojca w Konstantynowie. W „przerzucie” korespondencji z celi do celi pomagają im inni więźniowie.
Od Pawła dowiedział się, że ich matka wyprowadziła na Mazury i urodziła jeszcze dwójkę dzieci, a Jadwiga została w Konstantynowie. Zdobył numer telefonu i zadzwonił do siostry. – Dzień dobry, prawdopodobnie jesteśmy rodziną – powiedział nieśmiało do słuchawki. Jadwiga nie mogła uwierzyć, że jej mały, zaginiony przed laty, braciszek odnalazł się.
Najstarszy z rodzeństwa, Adam (po tym, jak dowiedział się, że Paweł i Przemek spotkali się w chełmskim więzieniu) chce specjalnie przyjechać z Francji, by poznać najmłodszego brata.
– To niesamowite, wszystko dzieje się tak szybko. Paweł pisze mi, że czasem widzi mnie przez okno, gdy idę do pracy. Dzięki niemu teraz poznaję dalszą rodzinę – stryjenkę, brata stryjecznego. Nie mogę w to wszystko uwierzyć. Już wiem na pewno, że przez te wszystkie lata brakowało mi właśnie tego – „tej” miłości i „tamtej” rodziny. To cud, że się odnaleźliśmy.

Chce odnaleźć pozostałych

Dostał od losu kolejną szansę na ułożenie sobie życia. Czy tym razem z niej skorzysta?
– Ciężko jest odciąć to wszystko od siebie, tak raz na zawsze. To nie kromka chleba. Człowiek był taki głupi… Teraz, po 21 miesiącach, dzięki moim drugim rodzicom co tydzień widzę się z dziećmi. Amelka i Kuba rozumieją, gdzie jestem i pytają, kiedy tata wyjdzie. Gdy to zrobię, od razu do nich pojadę. Potem chcę się spotkać ze „starą rodziną”.
Choć druga matka nie popiera tego, Przemysław planuje odwiedzić grób biologicznego ojca, spotkać się z rodzeństwem i może pojechać do biologicznej matki. Myśli też nad wyprowadzką z domu w powiecie włodawskim, ale boi się przyszłości i tego, jaki będzie wówczas jego kontakt z dziećmi.
– Chcę im przekazać to, co najlepsze i jak najwięcej pracować, by niczego im nie brakowało. Wiem, że to będzie ciężkie, ale chcę udowodnić, że krew Grabych nie jest do końca zepsuta – mówi, wycierając rękawem łzę. (pc)
imiona i nazwisko bohaterów zmienione