Wirus uderza w firmy

Przedsiębiorcy krytykują przyjętą przez rząd tarczę antykryzysową. – Niewiele nam to pomoże, będą zwolnienia pracowników, a kto wie, czy nie zostaniemy zmuszeni do definitywnego zamknięcia działalności gospodarczej – mówią zgodnie. Straty, jakie spowodowała pandemia koronawirusa, dla wielu z nich mogą okazać się nie do odrobienia…

Sejm przyjął, a prezydent RP 31 marca podpisał, pakiet ustaw tworzących tzw. tarczę antykryzysową, mającą ratować przedsiębiorców przed bankructwami, gospodarkę przed zapaścią, a pracowników przed bezrobociem i biedą wywołaną skutkami pandemii koronawirusa. Wielu przedsiębiorców i ekspertów kręci nosem, mimo że rząd na pomoc przeznaczył 212 mld zł i przekonuje, że to najlepsze na ten moment wsparcie, jakie można zaoferować przedsiębiorcom. Najważniejsze zapisy przyjętej ustawy mówią o zwolnieniu mikrofirm, zatrudniających do 9 osób, ze składek ZUS na okres trzech miesięcy, od marca do maja, wypłacie świadczeń postojowych w kwocie do 2 080 zł, czyli 80 proc. minimalnego wynagrodzenia, dla osób zatrudnionych na umowach zlecenie, agencyjnej i o dzieło oraz dla samozatrudnionych o przychodzie poniżej 3-krotności przeciętnego wynagrodzenia oraz dofinansowaniu zatrudnienia z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Są jednak obostrzenia i zanim ktokolwiek zdecyduje się wypełnić wniosek o wypłatę świadczeń, warto dokładnie zapoznać się z nowymi przepisami.

Chełmscy przedsiębiorcy przyjętą tarczę antykryzysową uważają za zbyt słabą i ich zdaniem oferowana przez rząd pomoc nie jest w stanie uratować wielu firm, zarówno tych mikro, małych, jak i średnich. – Moja firma od 18 marca nie pracuje – mówi właścicielka jednego z popularnych salonów fryzjerskich w centrum Chełma. – Mam na utrzymaniu czterech pracowników i nie chciałabym nikogo zwalniać. Nie wiem, jak długo potrwa pandemia i kiedy wrócimy do pracy. Straty mamy ogromne. Wiadomo, że okres świąt wielkanocnych dla takich firm jak moja to prawdziwe żniwa. Mieliśmy zapisanych mnóstwo klientów, wiele pań szykowało się na przyjęcia weselne, niestety, żadnej z osób nie obsłużymy. Pensje natomiast musimy zapłacić, podobnie czynsz za wynajem lokalu. Na pewno będę ubiegała się o zwolnienie z ZUS, a co dalej, zobaczymy.

Zawieszenie działalności gospodarczej rozważa jeden ze znanych chełmskich restauratorów. – Sytuacja jest wręcz tragiczna, pomoc rządu jest prawie żadna, może poza umorzeniem składek ZUS – mówi właściciel popularnego w mieście lokalu gastronomicznego. – Mam siedmiu pracowników, wszystkich muszę zwolnić, bo nie wiem, kiedy znów będę mógł otworzyć restaurację. Chełm to nie Warszawa i nie jesteśmy w stanie sprzedać tyle obiadów na wynos, by zarobić na podstawowe wydatki, o pensjach już nie wspomnę. Wszystko wskazuje na to, że lada dzień zawieszę działalność. Nawet jeśli pandemia zakończy się za trzy lub cztery miesiące, to przecież klienci od razu nie wrócą do restauracji. Nie będzie też zbyt wielu imprez okolicznościowych czy eventów. Restauratorów czekają naprawdę ciężkie czasy.

Straty liczy również właściciel sklepu z akcesoriami elektrycznymi. Firma na rynku działa od prawie 30 lat. – Obroty w marcu do analogicznego okresu 2019 roku spadły mi aż o 70 procent! – mówi jej właściciel. – Nic nie zapowiada, że kwiecień może być lepszy. Zatrudniam w sumie dziewięć osób i bardzo zależy mi, by ci ludzie utrzymali pracę. Rozmawiam z kolegami przedsiębiorcami i oni mówią to samo. Najważniejsze, by utrzymać pracowników. Mam doświadczoną załogę i wiem, jak trudno jest wykształcić nowego pracownika. W dodatku są to wysokie koszty.

Szef firmy nie ukrywa, że z dużą nadzieją czekał na tarczę antykryzysową. – Niestety, jestem rozczarowany. O ile będę chciał skorzystać ze zwolnienia z ZUS, o tyle zastanawiam się, czy zdecyduję się na dopłatę do pensji. Dziś nie wiem, czy zdołam utrzymać wszystkich pracowników. Jeśli za cztery, pięć miesięcy okaże się, że bez zwolnień firma nie pociągnie, otrzymane wsparcie będę musiał zwrócić. Dlatego też ta pomoc może okazać się, paradoksalnie, gwoździem do trumny wielu przedsiębiorców. Należy też pamiętać, że mnóstwo osób ze względu na pandemię straci pracę, ludzie nie będą mieli pieniędzy na zakup innych towarów poza żywnością. Nie będzie popytu na rynku, co też może rozłożyć całą masę firm – przekonuje przedsiębiorca.

O kilkadziesiąt procent obroty spadły też w serwisach samochodowych. – Już dziś wiem, że będą zwolnienia, bo przyjęta tarcza to jest śmiech na sali. Przedsiębiorca może ubiegać się o pożyczkę w wysokości 5000 zł?! Co ja z taką kwotą mogę zrobić? Mam zatrudnionych dziewięć osób i pięciu dam wypowiedzenia, bo nie jestem w stanie ich utrzymać. Uważam, że na czas pandemii rząd powinien wstrzymać wypłaty z programu 500 plus oraz trzynastki dla emerytów, a te pieniądze przeznaczyć na pomoc przedsiębiorcom. Przez najbliższe miesiące do urzędu pracy będą ustawiały się gigantyczne kolejki bezrobotnych, a rodziny nie będą miały co do garnka włożyć – mówi właściciel serwisu samochodowego, jednego z największych w mieście.

Na pandemii traci niemal każda branża. Przychody straciły kwiaciarnie, bo nikt nie chodzi na imieniny, zaplanowane na Wielkanoc śluby zostały odwołane, a w pogrzebach może uczestniczyć jedynie najbliższa rodzina i to do pięciu osób. – Mnóstwo zamówionych kwiatów poszło do kosza. Mamy już wielotysięczne straty. W ciągu dnia ilość klientów jesteśmy w stanie policzyć na palcach jednej ręki. Poważnie myślę nad zawieszeniem działalności gospodarczej – mówi właścicielka jednej z chełmskich kwiaciarni. (mas)