Wójtowi zabrała, sobie dodała

Przewodnicząca Rady Gminy w Starym Brusie miesięcznie będzie zarabiać 950 zł, choć sama postulowała, by jej dieta wyniosła ponad 1200 zł. – To zwykła hipokryzja, bo ta sama pani nie tak dawno przyczyniła się do obniżenia pensji wójta do minimalnego możliwego poziomu – komentowano po zakończeniu piątkowych obrad.

(15 marca) Posiedzenie zaczęło się od wniosku przewodniczącej, Magdaleny Olak o usunięcie z programu sesji dwóch punktów dotyczących zmian w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej. Zdaniem Olak, uchwalenie tych punktów dawałoby wójtowi zbyt wielką swobodę w zaciąganiu kredytów. – Poza tym, wydruki z opisem do tego projektu są całkowicie nieczytelne, nawet z lupą ciężko jest je rozszyfrować – mówiła przewodnicząca.

W odpowiedzi Paweł Kołtun stwierdził, że usunięcie tych punktów z porządku pozbawi gminę szans na otrzymanie dotacji na termomodernizację budynków użyteczności publicznej. Oburzona argumentacją Olak okazała się też skarbnik, Alina Dybek, która przygotowała wspomniane przez przewodniczącą opisy. – Nie będę pisała książki na państwa życzenie, a z przygotowanych załączników doskonale widać, gdzie były jakieś przesunięcia i jakie kwoty i na co są przeznaczone – mówiła. Ostatecznie, po burzliwej dyskusji Olak swój wniosek formalny wycofała.

W dalszej kolejności przewodnicząca opowiedziała o działaniach rady: o spotkaniu z mieszkańcami Nowego Brusa, o tym, że komisja rewizyjna wystąpiła do Państwowej Inspekcji Pracy o wyjaśnienie, czy wójt ma obowiązek podpisywać listę obecności w pracy, w końcu o tym, że do ARiMR zgłoszono fakt iż stowarzyszenie Współnota dla Rozwoju Wsi Stary Brus otrzymała dotację z tejże agencji nie konsultując niczego z mieszkańcami i robiąc to bez niczyjej wiedzy.

Najdłuższa dyskusja i przy okazji wiele zamieszania z głosowaniem i liczeniem głosów było podczas punktu o ustaleniu diet radnych. Olak wniosła projekt zakładający nie tylko znaczną podwyżkę diet przewodniczącego i jego zastępcy, ale też postulowała o zastosowanie miesięcznego ryczałtu. Gdyby jej propozycja weszła w życie, przewodnicząca co miesiąc zarabiałaby 1208 zł, a jej zastępczyni 604 zł. Poza tym Olak chciała, by zwykli radni zarabiali nie 150 a 200 zł za udział w sesji, przewodniczący poszczególnych komisji po 134 zł, a ich zwykli członkowie po 84 zł za jedno posiedzenie. Taki projekt uchwały wzbudził niesmak i oburzenie.

– Obniżyliśmy wynagrodzenie wójtowi, a teraz chcemy podwyższyć sobie? To bez sensu! – padały głosy z sali. Swoje zdanie na ten temat wyraził też wójt. – W ubiegłym roku wydaliśmy na radę 25 tys. zł. Jeśli przyjmiecie ten projekt, a sesje będą się odbywać z tak dużą częstotliwością, to za ten rok wyjdzie 100 tys. zł na samą obsługę rady., czyli tyle, ile kosztowała cała poprzednia kadencja. W tegorocznym budżecie mamy na ten cel 29 tys. zł. Czy zastanawialiście się państwo, skąd weźmiecie pieniądze na te podwyżki? – pytał Kołtun.

Olak stwierdziła na to, że podana przez wójta kwota jest zaniżona i nie uwzględnia realnych potrzeb gminy. Jednak jej argumentacja nie trafiła nawet do jej stronników, bo z sali padły kolejne, nieco niższe propozycje. Ostatecznie uchwalono, że zwykły radny nie otrzyma żadnej podwyżki, więcej natomiast dostanie przewodnicząca i wiceprzewodnicząca. Teraz diety obu pań wyniosą odpowiednio 950 i 450 zł miesięcznie bez względu na to, czy sesja się odbędzie, czy też nie. Obniżono za to diety za udział członków w posiedzeniach komisji.

Ciekawie było też podczas uchwalania funduszu sołeckiego. Tu głównie brylowali sołtysi, z których większość narzekała i na swoje zarobki, i na mieszkańców, którzy nie chcą brać udziału w życiu swoich miejscowości. Ostatecznie zdecydowano, że funduszu sołeckiego w tym roku nie będzie. (bm)