Z covidem, choć nie była badana

Chociaż lekarz wystawił zlecenie na wykonanie testu, to do pacjentki tzw. wymazobus nie przyjechał. Jakież było jej zdziwienie, gdy kilka dni później otrzymała pozytywny wynik na Covid 19. Jakim cudem?

Mieszkanka powiatu włodawskiego choruje długo. Trzy tygodnie temu stan jej zdrowia uległ znacznemu pogorszeniu. Mimo tego żaden szpital w okolicy nie był zainteresowany, by przyjąć kobietę na oddział. Leczenie odbywa się więc w domu. Co 2-3 dni do pacjentki przyjeżdża karetka, ratownicy sprawdzają, czy choroba nie postępuje i podają leki. Córka kobiety miała kontakt z osobą chorą na Covid-19, więc pomyślała, że być może – choć ona sama nie miała żadnych objawów – mogła przenieść wirusa na mamę.

Zadzwoniła więc do lekarza rodzinnego. Pani doktor, znając stan pacjentki, wystawiła zlecenie na wykonanie testu na obecność koronawirusa w jej domu przez załogę tzw. wymazobusa. Mijały jednak dni, a ten nie przyjeżdżał. Szybciej przyszła za to zaskakująca informacja, która była i dla kobiety, i dla jej rodziny, jak grom z jasnego nieba. Był to pozytywny wynik badania na obecność Covid-19.

Jakim cudem pacjentka została rozpoznana jako pozytywna bez pobrania wymazu? Winna jest biurokracja, a raczej błąd, który pojawił się gdzieś na początku procedury. Lekarz wpisał dane pacjentki, ale zupełnie inny adres, więc wymazobus pojechał pod wskazaną lokalizację i zapewne bez sprawdzania danych osoby badanej pobrał od niej wymaz.

I tu zaczęła się mordęga córki kobiety z systemem. Nie pomagały tłumaczenia w sanepidzie i szpitalu. Nikt nie mógł lub nie chciał odkręcić nieporozumienia. Pomogła dopiero interwnecja w Głównym Inspektoracie Sanitarnym w Warszawie, a i to po wielu telefonach i długich chwilach spędzonych „na słuchawce”. (bm)