Zabiorą lekarza z krajówki

Chełmskie pogotowie dąży do likwidacji karetki specjalistycznej w Siedliszczu – alarmują władze miasteczka i pytają czy chodzi o oszczędności. Dyrektor stacji twierdzi, że brakuje lekarzy, którzy chcieliby tam dyżurować i zapewnia, że podstawowa załoga z samymi ratownikami zadba o bezpieczeństwo. – Przy tak ważnej i ruchliwej trasie, przy której dochodzi do wielu wypadków, lekarz w karetce powinien być – uważają nie tylko mieszkańcy i kierowcy, ale i sami medycy.

Przekształcanie karetek specjalistycznych w podstawowe, w zespołach których nie ma lekarza, to wyraźna tendencja nie tylko w Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie. Chełmskie pogotowie ostatnio wprowadziło taką zmianę w swojej podstacji we Włodawie.

– Po ponad roku widać, że nie ma żadnego zagrożenia i zespół z ratownikami doskonale sobie radzi – uważa Tomasz Kazimierczak, dyrektor SRM w Chełmie. – Podobnie będzie w Siedliszczu. A gdyby była potrzeba, to dojedzie tam lekarz z Chełma.

Ale jeśli Stacji uda się przekształcić „eskę” z Siedliszcza w zespół podstawowy, to w chełmskim pogotowiu pozostaną tylko dwie karetki z lekarzem. W pozostałych dziewięciu będą jeździć tylko ratownicy.

– Nie chodzi oczywiście o to, że sobie nie dadzą rady, ale kompetencje lekarza są szersze i nie zawsze ratownik może go zastąpić – mówią sami medycy. – Zawsze rodzi się pytanie: co będzie bezpieczniejsze dla pacjentów?

– Nie wiem czy to z powodu oszczędności dyrektor chce zlikwidować karetkę specjalistyczną w Siedliszczu, czy z innego, ale powinno brać się pod uwagę, że zespół stacjonuje przy ruchliwej trasie krajowej, przy której dochodzi do wielu wypadków – mówi Hieronim Zonik, burmistrz Siedliszcza.

To samo mówi nam jeden z doktorów, który dyżurował w chełmskim pogotowiu. – W Siedliszczu stacjonuje jedyny zespół obsługujący kilkudziesięciokilometrowy odcinek drogi krajowej między Chełmem a Lublinem. Bodajże dwa lata temu pogotowie z Lublina zlikwidowało swoją karetkę w Piaskach – mówi doktor.

T. Kazimierczak twierdzi, że przekształcenie zespołu w podstawowy nie ma związku z oszczędnościami. – Wynika tylko i wyłącznie z braku lekarzy, którzy chcieliby dyżurować i których nawet wyższe stawki nie przyciągają do pracy w pogotowiu – mówi. – Poza tym NFZ płaci nam mniej za zespół podstawowy niż za specjalistyczny. A gdy brakuje nam obsady w „esce”, to na każdym wyjeździe takiego zespołu bez lekarza tracimy, bo NFZ obniża nam kwotę do stawki za zespół podstawowy i dodatkowo nalicza karę. A tylko w sierpniu mamy 19 nieobsadzonych dyżurów lekarskich.

– Najprostszym rozwiązaniem jest przekształcenie karetki, a nie próba pozyskania czy negocjowania z lekarzami – uważają samorządowcy. Po cichu mają nadzieję, że pogotowiu nie uda się zmiana zespołu, bo wymaga to akceptacji wojewody lubelskiego. A wydział zdrowia urzędu, zanim się zgodzi, konsultuje to z lokalnymi samorządami. (bf)