Zabłąkana kula?

– Wracałem na rowerze z grzybobrania i gdy przejeżdżałem obok strzelnicy w Borowicy, usłyszałem huk i coś mi przeleciało obok głowy. To chyba była kula – przekonuje mieszkaniec gminy Łopiennik Górny i o spowodowanie zagrożenia oskarża policjantów, którzy mieli mieć na strzelnicy ćwiczenia. – Niemożliwe, by taka sytuacja miała miejsce – zarzeka się rzecznik krasnostawskiej policji.

Kilka dni temu skontaktował się z nami mieszkaniec gminy Łopiennik Górny. Przekonywał, że gdy wracał z lasu i przejeżdżał rowerem przez Borowicę, otarł się o śmierć. – Na wysokości strzelnicy usłyszałem huk i coś mi przeleciało obok głowy. Poczułem ruch wiatru. To chyba była kula, zatrzymała się na drzewie, zrobiła dziurę – twierdził nasz rozmówca. Na tym nie koniec rewelacji. Według niego na parkingu przy strzelnicy stały wtedy radiowozy. – Chciałem o wszystkim powiadomić policję, ale jak miałem to zrobić? Przecież wyglądało na to, że na strzelnicy to właśnie policjanci mieli jakieś ćwiczenia – kontynuował.

Chcieliśmy pojechać na miejsce i poszukać podziurawionego przez pocisk drzewa. Jeszcze raz skontaktowaliśmy się z naszym rozmówcą. Mężczyzna nie potrafił wtedy podać konkretnej daty, kiedy miało dojść do opisanego wyżej zdarzenia. Nie twierdził też już, że kula wbiła się w drzewo, tym razem powiedział, że poleciała gdzieś w las. Wciąż podkreślał, że umiejscowienie strzelnicy jest niefortunne. – Znajduje się ona za blisko drogi, to niebezpieczne – przekonywał.

Jolanta Babicz, rzecznik krasnostawskiej policji, zauważa, że to niemożliwe, by policjanci w ostatnim czasie ćwiczyli strzelanie w Borowicy. – Owszem, zdarza się, że jeździmy na tę strzelnicę, ale w tym roku, z uwagi na pandemię koronawirusa, nie byliśmy tam ani razu. Dokładnie to sprawdziłam – zapewnia. – Przez pandemię musieliśmy też zrezygnować z organizacji zawodów strzeleckich. Nie jest więc możliwe, by było prawdą to, co ten pan mówi – dodaje.

J. Babicz poinformowała nas też, że jakiś czas temu do dyżurnego krasnostawskiej policji zadzwonił zdenerwowany mężczyzna (nie wiadomo czy ten sam, który skontaktował się z naszą redakcją). Mówił, że w Borowicy strzelają, że kule latają, że boi się o swoje życie. Dyżurny chciał na miejsce wysłać patrol, ale wówczas okazało się, że opisywane przez dzwoniącego mężczyznę „strzelanie” nie dzieje się teraz, a miało się wydarzyć kiedyś, w bliżej nieokreślonej przeszłości. O to czy skargi na strzelnicę w Borowicy dotarły też do urzędu gminy w Łopienniku Górnym, zapytaliśmy tamtejszego wójta.

– Nie mam takiej informacji. Opinia lokalnych mieszkańców o strzelnicy oraz zarządzaniu strzelnicą jest pozytywna. Zarządca strzelnicy nic nie wie o żadnym incydencie. Ponadto wiem, że ostatnim czasem skradziono stół i ławki oraz podkłady kolejowe z terenu strzelnicy i że zostało to zgłoszone na policję – mówi Artur Sawa. Wójt dodaje, że rozmawiał o strzelnicy w Borowicy z tamtejszą radną, sołtysem oraz mieszkańcami. – Z pewnością jest kilka osób, którym nic nie pasuje lub się nie podoba, w tym również strzelnica. (g)