Zabortowani posłowie

Najpierw – dla jednych – bohaterem obrony życia, a dla drugich – zawiedzionych liberalnych nadziei był lider lubelskiej PO, Włodzimierz Karpiński, który w pierwszym gorącym tygodniu sporów o aborcję opowiedział się za skierowaniem obywatelskiego projektu „Stop Aborcji!” do prac w komisjach. Jak wiadomo, tam, a następnie już na forum plenarnym Sejmu RP projekt upadł całkowicie, a uwagę zaangażowanych w cały spór skupili na sobie inni parlamentarzyści z Lubelszczyzny.
– „Matka, która zostawia własne dzieci i idzie na manifę by domagać się jeszcze na dodatek bezproblemowej, w zależności od jej „widzimisię”, możliwości zarzynania trzymiesięcznej żywej istoty to… Trudno mi znaleźć określenie…” – tak Paweł Kukiz napisał o posłance Joannie Musze, szczególnie zaangażowanej w manifestacje przeciw ustawie wykluczającej wyjątki z ustawy o ochronie życia i rodziny.
– Skrzywdził pan moje dzieci! – zdenerwowała się Mucha, przypominając, że „wspólnie z mężem” przy rozwodzie zdecydowała się na opiekę naprzemienną nad synami, którą teraz zgodnie realizuję, a ona ma z synami bardzo dobry kontakt. Dyskusja o macierzyństwie nie przeszkodziła jednak pani poseł w kolejnych głośnych wystąpieniach tak podczas lubelskiego „czarnego protestu” zwolenniczek aborcji, jak i na podczas posiedzenia sejmu.
– W ostatnich dniach uzyskaliśmy nowy symbol. Tym symbolem jest parasolka polskiej kobiety, która w Europie stała się symbolem walki o prawa kobiet. Ta parasolka spowodowała nie tylko odrzucenie całkowitego zakazu aborcji, ale też wycofanie cichcem projektu o zakazie in vitro. Ta parasolka ma moc! Nasze protesty zmieniają Polskę i my, polskie kobiety damy wam radę! – wołała posłanka PO, wymachując czarnym parasolem przeciwdeszczowym.

Soboń ideowy

Po przeciwnej stronie aborcyjnej barykady znalazł się inny lubelski poseł, Artur Soboń. Razem z grupą 31 innych parlamentarzystów (z wszystkich klubów poza .Nowoczesną) opowiedział się za obywatelskim projektem wykluczającym legalność aborcji, także w przypadku gwałtu i „wad płodu” (takich jak zespół Downa). Swoje stanowisko wyjaśnił już na początku całej awantury, pisząc: „Po pierwsze, dziecko poczęte jest człowiekiem. Tyle medycyna. Po drugie, każdy człowiek od chwili poczęcia ma przyrodzone prawo do życia i dlatego granice ochrony życia nie mogą być regulowane przez ustawodawcę. Tyle polskie prawo – od Konstytucji, po wyrok TK 26/96, aż po spójne w tym obszarze orzecznictwo. Obecne regulacje nie są wynikiem żadnego kompromisu, tylko całkowitej sprzeczności lewicowej nowelizacji ustawy w postaci tzw. przesłanki społecznej z polskim prawem, czyli starą i nową Konstytucją RP. Inne przesłanki o dopuszczalności nie były wówczas przez TK rozpatrywane.” Odnosząc się do sporu między zwolennikami całkowitego przyzwolenia na przerywanie ciąży i zwolennikami zaostrzenia obowiązującego prawa, Soboń przekonywał: – Mieliśmy do wyboru dwa projekty. Jeden całkowicie sprzeczny z polskimi normami prawnymi, a drugi, wypełniający ramy Konstytucji. Wybraliśmy właściwie. Teraz czeka nas praca – spokojne przekonywanie i wiara, że uda się wypracować wspólne dobro.

Jak wiadomo, ostatecznie, głosami także PiS, projekt obywatelski upadł, zaś rząd obiecał wniesienie do końca roku własnych propozycji „bardziej przemyślanych”. Poseł Soboń pozostał jednak przy swoim zdaniu: – Projekt „Stop Aborcji” mógł stanowić dobrą podstawę do większej ochrony życia poczętego w Polsce – podkreślił świdnicki parlamentarzysta. Poza kwestiami aborcji posłom nie udało się także uregulować procedur in vitro w Polsce. Jak poinformował lubelski poseł klubu Kukiz’15, Jakub Kulesza, politycy tej opcji wycofali swoje podpisy spod procedowanych propozycji porządkujących sprawy zapłodnienia pozaustrojowego. TAK