Zamiast do więzienia poszedł do telewizji

Krzysztof B. z Włodawy, były zastępca komendanta jednej z placówek Straży Granicznej, został skazany prawomocnym wyrokiem sądu na 2,5 roku więzienia za przyjmowanie łapówek. Pod koniec września powinien stawić się przed bramą zakładu karnego, ale zamiast do więzienia trafił do popularnego programu telewizyjnego.

Krzysztof B. jeszcze do niedawna mieszkał we Włodawie. Przez lata był funkcjonariuszem Straży Granicznej. Na szczeblach kariery doszedł do stanowiska zastępcy komendanta placówki w Sławatyczach. Służbę zakończył w 2010 roku. Trzy lata później został zatrzymany i postawiony przed sądem. Przedstawiono mu zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, specjalizującej się w przemycie osób przez granicę polsko-białoruską.

Sąd uznał B. za winnego i skazał go na łączny wyrok 2,5 roku pozbawienia wolności. Pod koniec września mężczyzna powinien stawić się w zakładzie karnym do odbycia kary. Nie zrobił tego i od tamtej pory ukrywa się przed organami ścigania. Próbuje też dowodzić swojej rzekomej niewinności w telewizji. Był bohaterem niedzielnego (6 listopada) odcinka programu „Państwo w państwie” emitowanego w Polsacie.

Zarówno on, jak i prowadzący dowodzili, że B. był wzorowym funkcjonariuszem, a został pomówiony przez człowieka, który zajmował się na początku XXI wieku przemytem ludzi przez zieloną granicę. Cały materiał podważał nie tylko wiarygodność świadków, ale też wyraźnie wskazywał, że jego bohater podpadł u jakiejś szychy ze Straży Granicznej. Tymczasem materiał zgromadzony przez śledczych wydaje się bardzo mocny. Z lektury wyroku dowiadujemy się, że Krzysztof B. od początku lipca 2005 do 2 września 2005 r. brał udział w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu popełnianie przestępstw polegających na organizowaniu przemytu ludzi przez graniczny Bug w celu osiągnięcia korzyści majątkowych.

Według śledczych jego rola polegała na tym, że będąc zastępcą komendanta placówki SG wskazał miejsce dogodnego przekraczania przez imigrantów granicy białorusko-polskiej a przemytników informował o patrolach Straży Granicznej w tym rejonie. Za te dwie akcje miał przyjąć łącznie 5500 zł, co na owe czasy było kwotą dość znaczną. Przyjęcie tych dwóch korzyści majątkowych zostało zawarte w akcie oskarżenia i w uzasadnieniu wyroku, ale podejrzenia śledczych wobec działalności B. były o wiele szersze. Niestety, większość materiałów z tej sprawy jest ściśle tajna i ma wagę państwową, więc nie mamy do nich dostępu. (bm)