Jak już informowaliśmy w Nowym Tygodniu, olbrzymi szok przeżyli żałobnicy, którzy zgromadzili się w jednym z krasnostawskich kościołów na mszy pogrzebowej 66-letniego zmarłego. Tuż przed rozpoczęciem ceremonii do świątyni weszli pracownicy zakładu pogrzebowego i zabrali trumnę z nieboszczykiem. Takie polecenie wydała krasnostawska prokuratura, która prowadząc śledztwo mające wyjaśnić przyczyny śmierci mężczyzny, zdecydowała o zabezpieczeniu ciała do sekcji zwłok. Ustaliliśmy, dlaczego doszło do tego w takim momencie. W tle jest podejrzenie popełnienia przestępstwa i błąd lekarski.
W piątek, 14 listopada, w jednym z krasnostawskich kościołów miała odbyć się msza pogrzebowa zmarłego dwa dni wcześniej 66-letniego podopiecznego Domu Pomocy Społecznej w Krasnymstawie. Żałobnicy przygotowywali się już do rozpoczęcia uroczystości, kiedy pojawili się pracownicy zakładu pogrzebowego i bez słowa wyjaśnienia, zabrali trumnę z ciałem i wynieśli z kościoła. Bliscy zmarłego i przygotowujący się do ceremonii ksiądz byli w szoku. Nikt nie widział o co chodzi.
O tym niebywałym zdarzeniu poinformował nas mailowo w zeszłą niedzielę, już po zamknięciu poprzedniego wydania „Nowego Tygodnia”, jeden z Czytelników. – W piątek tuż przed pogrzebem została zabrana trumna z ciałem z jednego z krasnostawskich kościołów, bo policja zapomniała poinformować kogoś o tym fakcie, że trzeba będzie zrobić sekcję zwłok. Chyba wszyscy liczą na to, że sprawa przycichnie, bo zmarły, to biedny człowiek z DPS w Krasnymstawie na ul. Kwiatowej – napisał nasz sygnalista.
Nim zebraliśmy wszystkie informacje w tej bulwersującej sprawie wzmianka o nim pojawiła się w Dzienniku Wschodnim. Jak tłumaczyła na łamach DW podkomisarz Anna Chuszcza, oficer prasowy KPP w Krasnymstawie, ciało mężczyzny zostało zabezpieczone decyzją prokuratora celem wykonania sekcji zwłok, w związku z prowadzonym śledztwem w sprawie spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu mężczyzny. – To było konieczne dla dalszych czynności procesowych. Wcześniej nie otrzymaliśmy informacji o zgonie mężczyzny od pracowników Domu Pomocy Społecznej – przekazała Policja reporterowi DW.
Idąc tym tropem skontaktowaliśmy się z Mariuszem Rysakiem, dyrektorem DPS w Krasnymstawie. Jego zdaniem DPS nie jest odpowiedzialny za niepoinformowanie Policji o śmierci swojego podopiecznego. Usłyszeliśmy również, jak według dyrektora doszło do tego tragicznego zdarzenia i bulwersujących scen w kościele.
– Wszystko zaczęło się 24 października – mówi dyrektor Rysak. – Tego dnia podczas zejścia podopiecznych DPS na kolację, jeden z mężczyzn potrącił łokciem innego podopiecznego w skutek czego ten upadł i uderzył się w głowę. 66-latek zalał się krwią, ale cały czas był przytomny i w tzw. kontakcie. Zgodnie z procedurą pracownicy DPS od razu wezwali na miejsce karetkę pogotowia. Opiekun grupy, która schodziła wtedy na kolację, twierdzi, że do tego potrącenia doszło w sposób przypadkowy. Na pewno nie było żadnego pobicia – twierdzi dyrektor DPS.
Na SOR w Krasnymstawie 66-latkowi zszyto rozbitą głowę i odesłano z powrotem do DPS. Czy wykonano przed tym jakieś badanie i prześwietlenie?
– Dzień później, czyli w sobotę 25 października nad ranem, stan mężczyzny nagle się pogorszył. Dostał gorączki, nie wstawał z łóżka. Ponownie zadzwoniliśmy więc po karetkę. Nasz podopieczny trafił na oddział neurologiczny, gdzie w środę, 12 listopada, a więc po ponad dwutygodniowym pobycie w szpitalu, zmarł – opowiada Mariusz Rysak. – W międzyczasie jego opiekun prawny, z uwagi na fakt, że hospitalizacja trwała już powyżej 7 dni, zgłosił ten fakt na Policję. Ta przesłuchała naszego pracownika, który 24 października prowadził grupę naszych podopiecznych na kolację. Do 14 listopada, czyli do dnia zaplanowanego pogrzebu 66-latka, nie mieliśmy jednak żadnych informacji w tej sprawie – mówi Rysak.
14 listopada, msza pogrzebowa miała rozpocząć się o 10.30. – Tymczasem o 10.00 do DPS wpłynęła wiadomość od Prokuratury Rejonowej w Krasnymstawie o potrzebie zabezpieczenia zwłok do sekcji. Wiadomość nadano dzień wcześniej, czyli 13 listopada, ale dowiedzieliśmy się o niej dopiero pół godziny przed pogrzebem, gdy trumna była już w kościele – twierdzi dyrektor DPS.
W świątyni, jak już pisaliśmy, pojawili się pracownicy jednego z zakładów pogrzebowych, wysłanych tam przez śledczych.
– Gdyby była odpowiednia komunikacja nie doszłoby do tych nieprzyjemnych dla wszystkich scen w kościele – uważa Rysak. – Rozmawiałem z bliskimi zmarłego i oni do nas, jako do Domu Pomocy Społecznej, nie mają o to żadnych pretensji – dodaje.
Ostatecznie pogrzeb 66-latka odbył się, już bez zakłóceń, w środę, 19 listopada. Do tematu wrócimy. (kg)






![Patriotycznie w Łopienniku [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2025/12/patriotycznie-i-bez-wojen-4-218x150.jpg)

















![Patriotycznie w Łopienniku [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2025/12/patriotycznie-i-bez-wojen-4-100x70.jpg)








