Zginęła w zgniecionym samochodzie

W jednej chwili, na 19. kilometrze drogi ekspresowej S12, czas zatrzymał się dla chełmskiej rodziny. Kobieta zginęła na miejscu, jej syn i mąż odnieśli w wypadku ciężkie obrażenia.


Wtorek (2 października), przed godz. 17. Sucha jezdnia, temperatura 10 st. C, dobra widoczność. O tragedii zadecydował przypadek.

Około 3 km przed zjazdem na Tatary, na S12, w wyprzedzanym przez BMW tirze, który przewoził jabłka, wystrzeliła opona. Odłamki rozprysły się po całym prawym pasie, a obaj kierowcy zjechali na pobocze, by sprawdzić, co się stało. Chwilę później jadący za tirem w stronę Zamościa Hyundai Getz na chełmskiej rejestracji zatrzymał się na środku drogi przed leżącymi fragmentami rozerwanej opony. Niestety, 27-letni mieszkaniec Lublina, który przewoził piasek w ciężarowym volvo, nie zdążył wyhamować. Wywrotka z ogromną siłą uderzyła w tył hyundaia, miażdżąc go niemal całkowicie.

Hyundaiem podróżowała 3-osobowa rodzina z Chełma. Siedząca z tyłu 69-letnia kobieta zginęła na miejscu. Nie było szans na przywrócenie u niej akcji serca. Mąż kobiety (75 lat), który kierował pojazdem, trafił do lubelskiego szpitala przy ul. Jaczewskiego. Syn (48 lat), który siedział obok kierowcy, został zabrany do szpitala przy al. Kraśnickiej. Obaj żyją, ale mają liczne złamania.

Okoliczności wypadku będą wyjaśniane pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Świdniku. Do wyjaśnienia pozostaje m.in. kwestia, dlaczego 75-letni chełmianin zatrzymał pojazd na środku drogi – czy nie miał możliwości ominięcia tira, który przystanął na poboczu czy spanikował na widok zdarzenia z oponą. Pewne jest jedynie, że widoczności kierowcy volvo nic nie zasłaniało. (pc, fot. Lublin 112 i KWP)