ZNP kipi oburzeniem

Primaaprilisowym żartem nazywają nauczyciele zrzeszeni w Związku Nauczycielstwa Polskiego przedstawioną im przez ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka propozycję 4,4-procentowej podwyżki od maja i krytykują forsowaną przez ministra nowelizację prawa oświatowego zwaną jako „lex Czarnek 2.0”.

W ubiegły czwartek związkowcy z ZNP z całego województwa spotkali się w Lublinie z wiceprezesem Zarządu Głównego ZNP, Krzysztofem Baszczyńskim. Tematami przewodnimi narady i towarzyszącej jej konferencji prasowej były sprawy płacowe i zmiany w oświacie proponowane przez ministra Przemysława Czarnka. Szefostwo i członkowie związku w jednym i drugiej kwestii nie szczędzili gorzkich i mocnych słów.

– Przedstawiona nam przez ministra do zaopiniowania propozycja 4-procentowej podwyżki pensji dla nauczycieli od maja jest żenująca i gdyby nie była faktem, można by ją potraktować jako primaaprilisowy żart – mówił na konferencji wiceprezes Baszczyński, wyliczając, że taka podwyżka oznaczałaby wzrost wynagrodzeń średnio o ok. 200 zł brutto. – ZNP, za akceptowalną, uważa podwyżkę w wysokości 20% z wyrównaniem od 1 stycznia tego roku, bo tylko taka, biorąc pod uwagę, że w ubiegłym roku nauczyciele nie dostali żadnych podwyżek, pozwoli chociaż na zrekompensowanie kosztów ubiegłorocznej i tegorocznej inflacji, która zapowiada się na dwucyfrową.

Związkowcy oburzeni byli również samym uzasadnieniem, jakie pojawiło się w projekcie rozporządzania o wzroście płac o 4,4%, co zdaniem ministerstwa podnosi prestiż zawodu oraz przedstawieniem im gotowego projektu do zaopiniowania, a nie wypracowania go w drodze uzgodnień. Nauczyciele przypomnieli również, że niezmiennie domagają się powiązania ich pensji ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce.

ZNP konsekwentnie sprzeciwia się również zmianom w prawie oświatowym zapisanym w tzw. „lex Czarnek”. W praktyce dałaby ona kuratorowi oświaty uprawnienie do odwołania każdego dyrektora szkoły w trakcie kadencji nawet wbrew stanowisku organu prowadzącego szkołę i decydujący głos w sprawie organizowanych przez szkołę zajęciach pozalekcyjnych.

Krytykowaną nie tylko przez ZNP, ale również samorządy, opozycję, jak też wielu rodziców pierwszą wersję „lex Czarnek” uchwaloną przez sejm głosami Zjednoczonej Prawicy i trójki posłów Kukiz ’15, w lutym tego roku zawetował prezydent Andrzej Duda. – Zwłaszcza w obecnej sytuacji, ataku Rosji na Ukrainę, potrzebujemy jedności, przyjęcia ustawy o obronie ojczyzny, a nie kolejnych sporów. Odłóżmy tę sprawę na później, a teraz uznajmy za zakończoną – uzasadniał swoją decyzję prezydent dodając, że część proponowanych w oświacie zmian popiera, ale co do niektórych ma wiele wątpliwości.

Zaraz po wecie, minister Czarnek zapowiedział, że ustawa jego zdaniem jest niezbędna i jak najszybciej powinna wrócić w nowej wersji. Kilkanaście dni temu już po przyjęciu ustawy o obronie ojczyzny obwieścił, że nowy projekt ustawy zwanej teraz „lex Czarnek 2.0” jest już w sejmie, będzie złożony w trybie poselskim i powinien zostać uchwalony przed końcem czerwca. Choć nowy projekt nie został jeszcze upubliczniony minister podał, że będzie zawierał „dokładnie to samo”, co zawetowana przez prezydenta nowelizacja.

ZNP ma nadzieję, że nowa ustawa podzieli los poprzedniej i nigdy nie wejdzie w życie, bo jak twierdzili uczestnicy czwartkowego spotkania, nauczyciele szkół i nauczyciele już teraz czują się zastraszeni i ograniczani. – To, co się dzieje w ostatnich czasach to poniżanie, deptanie i deprecjonowanie środowiska nauczycieli – mówiła Celina Stasiak, prezes Oddziału ZNP w Lublinie.

Komentując zarzuty i postulaty związkowców minister Przemysław Czarnek stwierdził, że stoją oni na straży interesu wąskiej grupy nauczycieli, a nie całej grupy zawodowej. ZM

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here