Zwłoki leżały, nabożeństwo trwało

Tragedia podczas niedzielnego nabożeństwa w chełmskim kościele. Zaraz po rozpoczęciu mszy serce starszej kobiety „wysiadło”. Ciało zmarłej ułożono na schodach, pod czujnym okiem kamery, a policjanci kierowali spóźnionych wiernych bocznym wejściem. Ksiądz nie przerwał nabożeństwa.

Niedziela (20 sierpnia), godz. 10. Parafia pw. Świętego Ducha, jak zwykle o tej porze, wypełniona po brzegi wiernymi. Wśród nich 81-letnia Janina Sz., kobieta na pozór zdrowa, poruszająca się bez laski, co tydzień uczęszczająca na nabożeństwa. Kilka minut po rozpoczęciu mszy świętej nagle źle się poczuła. Przejęci parafianie wyprowadzili ją na zewnątrz, bo kobieta nie była w stanie sama ustać na nogach. Przed drzwiami głównymi parafii zemdlała i upadła. Na chwilę powstało zamieszanie, ale zaraz znaleźli się ludzie, którzy pospieszyli z pomocą (traf chciał, że wśród wiernych byli jeden z chełmskich lekarzy i ratowniczka medyczna). W międzyczasie przyjechała załoga pogotowia ratunkowego. Niestety, mimo prowadzonej resuscytacji, 81-latka zmarła na schodach kościoła.
Na miejsce przyjechała policja i prokurator. Największym zaskoczeniem okazało się to, że – mimo tych tragicznych wydarzeń – ksiądz nie przerwał nabożeństwa. Czy nie zauważył, że kobieta zmarła podczas mszy? Zwłoki 81-latki dłuższy czas leżały na schodach przykryte czarną folią, a policjanci pilnowali, by nikt nie otwierał drzwi. Spóźnionych wiernych kierowali zaś do środka bocznym wejściem. Żaden z parafian nie ośmielił się odwrócić, by zajrzeć, każdy stał wpatrzony w ołtarz.
Decyzją prokuratora ciało zostało poddane oględzinom. Jak się okazało, od kilku dni starsza pani podupadała na zdrowiu – miała duszności, leczyła się. Jej śmierć została zarejestrowana na kamerze. Monitoring był skierowany prosto na nią. Proboszcz rozkazał zamontować kamery po pladze grasujących w kościele złodziejaszków.

Obowiązek pomagania ma każdy

Świadkowie zdarzenia byli pod wrażeniem zachowania i umiejętności osób, które pospieszyły staruszce z pomocą. – Podeszli do sprawy szybko i profesjonalnie – mówią nasi rozmówcy.
Tym razem byli to głównie lekarz i pielęgniarka, ale trzeba pamiętać, że obowiązek ratowania życia ludzkiego, w każdym przypadku, także poza miejscem pracy, mają nie tylko medycy. To powinność wszystkich, bez względu na zawód. W Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie apelują, aby nigdy nie pozostawać biernym w sytuacji, gdy komuś dzieje się krzywda. Medycy przyznają, że pod tym kątem jest u nas coraz lepiej. Ogromny wpływ na taki stan rzeczy mają coraz bardziej powszechne szkolenia z zakresu udzielania pierwszej pomocy.
– Widzimy coraz większe zainteresowanie tego typu kursami i to przynosi efekty, bo coraz więcej osób decyduje się udzielać pierwszej pomocy, gdy wymaga tego sytuacja – mówi Anetta Szepel, pielęgniarka koordynująca ze Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie. – To bardzo ważne, aby nie pozostawać biernym do czasu przyjazdu karetki. Podjęcie odpowiednich czynności może uratować ludzkie życie. Pamiętajmy, że gdy mózg nie dostaje tlenu, umiera po czterech minutach. Pogotowie nie zawsze zdąży na czas.
Na dowód prawdziwości tych słów, przypominamy zdarzenie sprzed kilku lat, do którego także doszło w jednym z chełmskich kościołów. W „Nowym Tygodniu” pisaliśmy wtedy o niezwykłej postawie kleryka (obecnie już księdza) oraz parafianina z parafii pw. Chrystusa Odkupiciela w Chełmie. W Wielką Sobotę, podczas święcenia pokarmów starsza kobieta straciła przytomność. 24-letni wówczas kleryk i jeden z wiernych natychmiast przystąpili do reanimacji, ratując jej życie. Parafianie nie mogli się nachwalić ich bohaterskiego czynu, a ratownicy chylili przed nimi czoła. Kleryk zachował się profesjonalnie: najpierw zapytał czy w kościele jest jakaś pielęgniarka lub lekarz, a gdy nikt się nie zgłosił, przystąpił do reanimacji. Wiedział, co robić, bo w liceum przeszedł kurs pierwszej pomocy. (pc, mo)