Zwyżka formy górali – jadą po tytuły!

Wyniki wyścigu Autopola Jankov Vrsok 2017, który rozpoczął drugą połowę cyklu Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski, potwierdziły, że kierowcy z naszego regionu będą liczyć się w końcowych klasyfikacjach sezonu.


Wygrana i druga lokata Mateusza Misiewicza sprawiły, że „złoto” w klasie A/PL-Clio ma na wyciągnięcie ręki. W A/PL-1600 po drugie miejsca w rundach i punktacji pewnie pojechał Tomasz Bartoszek. Miłym zaskoczeniem były najniższe stopnie podium Rafała Michalczaka. W licznie obsadzonej klasie E1-2000 jej lider Jarosław Adamiak był trzeci, natomiast Sławomir Kaźmierak starał się jak najlepiej wypaść w debiucie na słowackich zawodach. Ewa Wójtowicz samotnie reprezentowała klasę A-1600, a Mariusz Stec deptał po piętach czołówki klasyfikacji generalnej.
Misiewicz (renault clio), który na tym etapie rozgrywek walczy o mistrzostwo już tylko z Marcinem Wiluszem, po serii zwycięstw w końcu „oddał” jedną (a drugą w sezonie) wygraną rywalowi. Sobotnia część imprezy przebiegła jeszcze po myśli naszego kierowcy, choć różnica na mecie nie była tak wyraźna jak w poprzednich rundach i wyniosła tylko 0,5 sekundy. Nagrzany asfalt sprawiał, że opony, którymi dysponował Mateusz – z dosyć miękką mieszanką i już nie pierwszej świeżości – pod koniec przejazdu „pływały” po trasie, zmuszając naszego kierowcę do zwolnienia tempa. W drugim dniu zawodów upał dosłownie lał się z nieba, jeszcze bardziej pogarszając sytuację Misiewicza, który mimo wysiłków i większego ryzyka nie był w stanie dotrzymać kroku Wiluszowi, tracąc w dwóch podjazdach niecałe 1,3 sekundy. W rankingu A/PL-Clio po 8 rundach Mateusz zebrał 60 „oczek”, o 8 więcej niż rywal, w grupie A/PL wciąż zajmuje wysokie trzecie miejsce.
Zastrzyk pozytywnej energii po zwycięstwie w Limanowej wciąż działa na Tomasza Bartoszka (honda civic). To kolejne rundy, w których lublinianin prezentuje bardzo dobrą, stabilną formę, znaną wszystkim sprzed ubiegłorocznej kraksy w Małastowie. Nasz zawodnik zwiększył wysiłki w kierunku lepszego poznania trasy i doboru optymalnego toru przejazdu, w efekcie czego zyskał zarówno na prędkości w wyścigu jak i na większym spokoju przed startem. Choć lider klasy Arkadiusz Borczyk pozostawał poza zasięgiem właściciela „oranżadki”, to drugie miejsca w wyścigu na Jankov Vrsok i awans na fotel wicelidera klasy nie podlegały dyskusji. Warto podkreślić, że Tomasz, w przeciwieństwie do zwycięzcy, sukcesywnie poprawiał w ciągu weekendu swoje czasy przejazdu, a ciekawostką jest fakt, że w niedzielnych podjazdach wyścigowych pojechał niemal jak w zegarku: różnica w uzyskanych przez niego wynikach wyniosła zaledwie 0,003 sekundy.
Być może więcej pracy w przygotowanie się do startu powinien wkładać również Rafał Michalczak (honda civic). Nie wiadomo, jaki wpływ na jego wyścigową jazdę na Słowacji miały konsultacje i wspólne przeglądanie zapisów z kamer umieszczonych w autach pozostałych lublinian – faktem jest, że Rafał dwukrotnie pokonał dotychczas finiszującego przed nim Tomasza Dybisza, a z uwagi na to, że obsada klasy liczyła czterech kierowców, pozwoliło to naszemu kierowcy wskoczyć na podium w podsumowaniach obydwu rund. W sobotniej części imprezy nie było o to łatwo, gdyż Dybisz stracił na mecie tylko 0,5 sekundy, za to w niedzielę Michalczak poszedł w ślady Bartoszka: poprawił tempo i zostawił za sobą jedynego rywala do podium różnicą niemal 9 sekund. W klasyfikacji klasy A/PL-1600 Rafał jest piąty (18 pkt), prowadzą wspomniani wyżej Borczyk (60) i Bartoszek (32).
Lider klasy E1-2000 po 6 rundach Jarosław Adamiak (honda civic) musiał stawić czoła aż siedmiu kierowcom, w tym bardzo szybkiemu Słowakowi Peterowi Ambruzowi oraz głównemu rywalowi do tytułu Przemysławowi Pieniążkowi. Wygrane sobotnie podjazdy treningowe były dobrym prognostykiem przed zasadniczą częścią dnia, jednak w końcowych wynikach nasz kierowca ostatecznie nie został odnotowany. Na szybkiej partii trasy Adamiak zbyt optymistycznie (czytaj: za szybko) wjechał w lewy zakręt, auto uderzyło w opony i po odbiciu się od nich wylądowało poza trasą. Straty na szczęście nie były wielkie (wahacz + kosmetyka nadwozia), ale cenne punkty uciekły. Niedzielne ściganie to równa jazda wspomnianej trójki kierowców – w obydwu próbach wyścigowych kolejność brzmiała Ambruz-Pieniążek-Adamiak; lublinianin stracił do zwycięzcy 2,6 sekundy. Mimo sobotniego niepowodzenia w rankingu klasy Jarek utrzymał prowadzenie (35 pkt), choć jego przewaga nad Pieniążkiem zmalała zaledwie do 1 punktu.
Ewa Wójtowicz (citroen C2R2), która nie znalazła chętnych do startu w klasie A-1600, skupiła się na poprawie tempa przejazdu słowackiej trasy w odniesieniu do „złotego” sezonu 2013, w którym zwyciężyła w klasyfikacji grupy A i uzyskała swój rekordowy czas. Późniejsze nieregularne starty w górach wybiły nieco z rytmu naszą zawodniczkę, w związku z tym, nie czując na plecach oddechu rywali, postanowiła popracować nieco nad wynikiem. O dziwo – w trzech kolejnych podjazdach wyścigowych uzyskiwała minimalnie, ale coraz gorsze czasy. Wieńcząca zmagania próba w końcu przyniosła upragnione złamanie bariery 2 minut 17 sekund – do poprawy rekordu zabrakło co prawda dwóch sekund, ale nastąpił progres w porównaniu z ubiegłoroczną edycją wyścigu. Cenne punkty dopisane do konta pozwoliły Ewie zmniejszyć dystans do lidera Macieja Sołobodowskiego do zaledwie 1 „oczka”.
Na dobrej drodze do podium w klasyfikacji generalnej zawodów jest Mariusz Stec (ford fiesta proto). Zgodnie z zapowiedzią w aucie dokonano kolejnych poprawek, co zaowocowało dobrą, piątą lokatą w inauguracyjnym podjeździe wyścigowym. Pechowa awaria przewodu wspomagania układu kierowniczego uniemożliwiła dokończenie drugiej próby i Stec podzielił los Adamiaka. Drugi dzień to dalsza walka o cenne ułamki sekund w tabelach i w efekcie czwarte lokaty w „generalce”. W ostatnim niedzielnym podjeździe nasz kierowca nie dość, że już wyraźnie wyprzedził szybszego w sobotnich pomiarach Romana Barana, to jeszcze zbliżył się do poprzedzającego go Dubaia na zaledwie 0,7 sekundy. W łącznych wynikach do najszybszej trójki zawodów kierowcy z Urzędowa zabrakło tylko 2,2 sekundy, co może być zapowiedzią sukcesu już na najbliższych, Mariusza ulubionych, rundach w Sopocie.
Nieco gorzej w porównaniu do opisanej szóstki naszych kierowców poszło Sławomirowi Kaźmierakowi (honda civic). Tegoroczny debiutant, startujący w klasie wspólnie z Jarkiem Adamiakiem, w sobotę był szósty, a w niedzielę ósmy (ostatni), każdorazowo z ok. 20-sekundową stratą po dwóch podjazdach do zwycięzcy. Sławek, mimo że starał się jak najlepiej poznać i przejechać wymagającą, techniczną trasę na Jankov Vrsok, to nie był w stanie zagrozić w wynikach czołowym kierowcom. Zdaniem Kaźmieraka w aucie zabrakło sekwencyjnej skrzyni biegów, która na słowackich rundach mogła w istotny sposób wpłynąć na osiągane przez niego czasy.

Z Jankov Vrsok Łukasz Głowacki