Motocyklowy duet na dachu Ziemi

Rozgłośnia Radia Lublin jest miejscem ciekawej wystawy, której otwarcie (2 czerwca 2016) stało się wydarzeniem w środowisku podróżników. Witold Palak i Dorota Wójcikowska prezentują tu fotoreportaż pt. „Wigilia wśród łowców głów”. Ich zdjęcia można oglądać do końca czerwca. Przed nimi kolejny etap rajdu na motocyklu po Himalajach.
Pamiętamy szlachetny gang znanego w Polsce motocykla „junak”? Podobny bas silnika zatrząsł przez chwilę murami rozgłośni, gdy wysłużony „royal-enfield” wjeżdżał tu do hallu. Ten kultowy dla Indii motocykl, moto-Sherpa, był bohaterem wieczoru na równi z parą lubelskich podróżników. W chwilę później otworzyli swoją wystawę. Ich wrażenia z włóczęgi w najwyższym rejonie świata – Himalajach przedstawia 20 niezwykłych fotogramów. Zadziwia na nich egzotyczne piękno, widziane przez nich z pozycji siodełka motocykla.
Szefem wypraw jest Witold Palak (ur. 1956) z wykształcenia psycholog, przedsiębiorca. Od 30 lat to nieustanny poszukiwacz, jak sam mówi: notoryczny imigrant, określany z angielska „itchy foot” (swędząca stopa). W 1985 r. wylądował w Sydney, by przez 8 lat poznawać Australię – już jako rezydent tego kraju. Stabilnego gruntu szukał bez skutku m.in. w Indiach, Nepalu, USA. Od 2012 r. na motocyklach poznaje tereny Wietnamu, Kambodży, Laosu, Birmy. Podnosi poprzeczkę ryzyka, gdy on i jego 16-letni syn Adrian przemierzają wertepy nad przepaściami górnych Himalajów. Marzy mu się poznanie całego „dachu Ziemi” w ten sposób.
Jego partnerka życiowa, Dorota Wójcikowska (ur. 1966) – z wykształcenia ekonomista, przez wiele lat pracowała jako manager w prywatnej firmie w Lublinie. Przed 3 laty rezygnowała z kariery zawodowej, ustawiając ster życia na odkrywcze podróżowanie. Oboje są autorami tych zdjęć.
Wcześniej (11-13 maja) Radio Lublin gościło wybitnych polskich dziennikarzy i pisarzy w ramach Festiwalu Reportażu – pierwszej ogólnopolskiej imprezy poświęconej tej formie literackiej i radiowej. Na liście „opowiadaczy” znaleźli się także Witold i Dorota, którzy dzielili się dorobkiem trzech wielkich podróży.

Co jest treścią wystawy?

Stan Nagaland, wciśnięty w najdalszy róg Indii graniczący z Birmą, jest ojczyzną dumnych i groźnych wojowników z ludu Naga. Tutejsze szczepy, nieustannie toczące między sobą walki, jeszcze 100 lat temu kultywowały koszmarną tradycję: obciętą rywalowi głowę przynoszono do domu jako symbol męstwa. Bez zdobycia ludzkiej głowy wchodzący w dojrzałość tamtejszy chłopak nie był uznawany za wojownika.
– Dziś plemiona Naga, ciągle podkreślające swoją odrębność klanową, wiodą dużo spokojniejsze życie. Nie udowodniają już męstwa zakrwawionym czerepem sąsiada przynoszonym do swojej wioski. Dzięki staraniom misjonarzy dziś są to gorliwi chrześcijanie, do obcych nastawieni pokojowo. Jednak ciągle w ich żyłach płynie dzika krew ojców, prawdziwych łowców głów – mówi Witold Palak, 60-letni globtroter osiadły w podlubelskiej Konopnicy. W zasadzie mieszka „w świecie” – tam, gdzie trop kolejnej eskapady. A czwarta już niebawem: lipiec 2016 – luty 2017.
– Tym razem odwiedzimy regiony Spiti, Lahaul i Kinnaur (stan Himachal Pradesh). To krainy oddzielające Indie od Tybetu, przez pół roku odcięte od reszty kraju śniegiem na przełęczach, stanowiących tu bramy wjazdowe. Zwiedzeniem tego regionu zakończymy eksplorację całego obszaru znanego jako Ladakh Indyjski. Następnie wjedziemy do himalajskiej krainy Garhwal (stan Uttarkhand). Jest ona mało popularna jako kierunek podróży motocyklowych. Tu stoi kilka 7-tysięczników, a szczyt Nanga Devi jest drugi co do wysokości w Indiach (7816). Na ten teren przeznaczamy 2 miesiące – sierpień i wrzesień.
Następnie duet globtroterów dotrze na najdalszy wschód Indii (stan Arunachal Pradesh) – teren, który nie jest objęty pozwoleniem dla turystów – obcokrajowców. Dystrykt Tirap mogą odwiedzać jedynie obywatele Indii. Lecz oni, korzystając z pomocy lokalnych przyjaciół, znanych z poprzedniej wyprawy, mają uzyskać specjalną przepustkę – wjadą wówczas na obszar zamieszkały przez plemię Wancho, także owiane złą sławą łowców głów. Wśród tego ludu chcą spędzić miesiąc, dokumentując ich kulturę i życie codzienne.

Zostawili stateczne życie

…i tzw. karierę w mieście na rzecz zdobywania kolejnych celów na mapie świata. Oboje zachłysnęli się pasją egzotycznych podróży i dokumentowania ich. Mają mnóstwo do przekazania, toteż spotkanie w RL wkrótce przerodziło się w spontaniczny wieczór autorski. Barwnie opowiadali o swych górskich przygodach oraz planach najbliższych 8 miesięcy. Tyle zajmie im czwarta eskapada. Zakończy ją ponowny pobyt w krainie łowców głów. Podróż odbędą własnym motocyklem, mocniejszym (500 ccm), który czeka na nich w Indiach. Tutaj „szpanowali” pożyczonym, który dostarczył im Piotr Bryszewski z Urzędowa – uczestnik podobnych wypraw. Tę maszynę (350 ccm) przyprowadził aż Katmandu, pokonując nią 8 tys. km.
Ekspozycja w RL zgromadziła kilkudziesięciu takich fanów podróży z lubelskich środowisk. Kilkanaście osób reprezentowało historyczny już, Uczelniany Klub Turystyki „Mimochodek” z UMCS.
– Uwielbiamy takie opowieści. Spotykamy się w tym gronie od blisko 50 lat – mówi Elżbieta Stanek. Inni aktywiści klubu, m.in.: Halina i Krzysztof Miazek, Tadeusz Nieoczym – przyszli tutaj całymi rodzinami i czuli się jak w super rodzinie. Do spotkania dołączyli bliscy podróżników, m.in.: Anna Palak – przybyła z Australii i Zbigniew Lech.
– Doświadczenia z poprzedniej podróży chcemy przekazać w książce o górskim rejonie Indii. To „Wigilia wśród łowców głów”, którą napisaliśmy już do połowy – mówi pani Dorota. Cały dorobek z himalajskich moto-wypraw posłuży nam do wydania „Przewodnika dla motocyklistów i plecakarzy”. Dokończymy go po powrocie.
Galerię Fotografii Radia Lublin otwarto 21 kwietnia br. W estetycznym klimacie rozgłośni prezentuje prace wykonane przez fotografików-zawodowców i amatorów związanych z Lubelszczyzną.
Marek Rybołowicz

Komentarze