Spór przez śmieci wór

– Skandal! Kierowca śmieciarki chciał mnie przejechać! – zaalarmował nas mieszkaniec ul. Poleskiej w Chełmie. W Zakładzie Oczyszczania Miasta odpowiadają, że to bzdura, bo mężczyzna sam napierał na maskę śmieciarki, uniemożliwiając kierowcy wyjazd. Obie strony gotowe są iść do sądu, aby dochodzić swych praw. Awantura wybuchła z powodu worka śmieci…

W piątkowe popołudnie do naszej redakcji zadzwonił rozemocjonowany mieszkaniec ul. Poleskiej z informacją, że godzinę wcześniej omal nie rozjechał go kierowca Zakładu Oczyszczania Miasta w Chełmie. Do wydarzenia miało dojść przy posesji jego sąsiadki, skąd pracownicy ZOM odbierali śmieci.
– Pracownicy ZOM nie odebrali worka za szkłem wystawionego przez sąsiadkę – opowiadał nasz rozmówca. – W drodze powrotnej, łaskawie worek zabrali, ale przy tym pod adresem mojej sąsiadki posypały się wyzwiska. Najgorsze było to, że kierowca śmieciarki celowo na nas najeżdżał, jakby chciał nas rozjechać. Nie zostawię tak tej sprawy. To nie pierwszy raz, gdy pracownicy ZOM zachowali się agresywnie. Ale to, co się wydarzyło teraz, przechodzi ludzkie pojęcie.
Mężczyzna wezwał policję, ale gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, pracowników ZOM już nie zastali. Po spisaniu zeznań mieszkańca ul. Poleskiej udali się do siedziby ZOM, by wysłuchać drugiej strony i obejrzeć nagranie z wydarzenia zarejestrowane kamerą zamontowaną w kabinie śmieciarki. Zbadali też czy kierowca śmieciarki nie był pod wpływem alkoholu. Nie był. Nagranie udostępniono także naszej dziennikarce. Trwa ono około 2,5 minuty. Widać na nim stojącą na środku drogi kobietę. Śmieciarka zatrzymuje się tuż przed nią. Po chwili do kobiety dołącza mężczyzna, który zadzwonił do redakcji z prośbą o interwencję. Oboje stoją przed ciężarówką i rozmawiają z wyglądającym z kabiny kierowcą. Następnie drugi z pracowników ZOM wychodzi z kabiny i, tłumacząc coś mieszkańcom Poleskiej, zabiera worek ze śmieciami, o który wybuchł konflikt. Nie słychać wymiany zdań, bo kamera nie rejestruje dźwięku. Po chwili mieszkaniec Poleskiej wyjmuje telefon komórkowy i próbuje dzwonić, cały czas stojąc przed ciężarówką. Ani on, ani kobieta nie pozwalają śmieciarce odjechać, napierając rękoma na maskę i blokując wyjazd. Kierowca dwa razy rusza i hamuje, próbuje ich wyminąć. W końcu jedzie, a kobieta z mężczyzną w ostatnim momencie odskakują na pobocze. W ZOM zapewniają, że ich pracownicy są bez winy.
– Ci ludzie, stojąc na drodze publicznej, uniemożliwiając jazdę naszemu kierowcy, stworzyli niebezpieczeństwo w ruchu drogowym, utrudniali pracę naszym pracownikom – wskazuje Andrzej Suski, zastępca kierownika ZOM w Chełmie. – Rozważamy skierowanie sprawy do sądu.
Swoją wersję zdarzeń przedstawił nam także kierowca śmieciarki.
– Poszło o to, że nie zabraliśmy wystawionego worka ze szklanymi butelkami – tłumaczy. – Szkło zostało wystawione w nieodpowiednim i rozerwanym worku. Gdy wracaliśmy tą samą drogą, na środku czekali na nas ci państwo. Szkło było już przepakowane do innego worka. I tak byśmy ten worek zabrali. Nie trzeba było na nas czekać. Kobieta i mężczyzna uniemożliwiali mi przejazd, blokowali pojazd, napierając na maskę rękami. Ostrzegałem ich, że muszę jechać do pracy, ale ten pan krzyczał, że mam czekać na policję. Dwa razy ruszałem i zatrzymywałem się, próbowałem tych ludzi wyminąć. W końcu udało mi się odjechać.
Kierownictwo ZOM stoi murem za swoimi pracownikami, ale sprawa wcale nie jest taka prosta. Zdaniem Tomasza Błaziaka, naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego KMP w Chełmie, obie strony nie były bez winy.
– Kierowca, widząc ludzi na drodze, nie powinien kontynuować jazdy – mówi naczelnik Błaziak. – Piesi z kolei nie powinni utrudniać ruchu pojazdów na drodze. (mo)

Komentarze