Wspomogą represjonowanych?

Stracili pracę, bo strajkowali. Później przez lata nie mogli znaleźć zatrudnienia. Teraz, mimo niewysokich emerytur, nie dostają dodatków dla osób represjonowanych. W sprawie dawnych pracowników PZL interpelację złożył już poseł Artur Soboń. Zwrócił się również do władz miasta o przeanalizowanie, czy samorząd może wspomóc represjonowanych z własnego budżetu.
Tomasz Giszczak był pracownikiem WSK-PZL Świdnik, gdy 13 maja 1982 roku razem z załogą wziął udział w strajku na terenie zakładu. Został za to zwolniony dyscyplinarnie. Na tym jednak cała sprawa się nie zakończyła.
– Do pracy w PZL już nie wróciłem. Starałem się znaleźć zatrudnienie niemal wszędzie, nawet w Łęcznej, ale w każdym zakładzie, kiedy tylko usłyszeli, gdzie wcześniej pracowałem, natychmiast zamykano przede mną drzwi. Nie dostałem pracy nawet przy zamiataniu ulic – mówi Tomasz Giszczak. – W Świdniku w urzędzie pracy wisiało mnóstwo ogłoszeń o poszukiwaniu pracowników. Dla mnie i osób zwolnionych za udział w strajku, nie było żadnej oferty.
Tomasz Giszczak w 1983 roku starał się o przywrócenie do pracy w PZL, ale sąd odrzucił jego wnioski. – Nie otrzymałem również trzymiesięcznego uposażenia po zwolnieniu mnie z pracy – mówi.
W minionym roku weszła w życie ustawa o działaczach opozycji antykomunistycznej i represjonowanych w stanie wojennym. Na jej mocy na specjalne dodatki od państwa mogły liczyć osoby, które uzyskały status represjonowanych. Oprócz tego, żeby uzyskać dodatek w wysokości 400 zł, osoby te musiały również mieć emeryturę nie większą niż 120 proc. najniższego świadczenia, czyli najwyżej 1056 zł.
– Świadczenia nie otrzymałem, bo trochę przekroczyłem ten pułap – mówi Tomasz Giszak. – Zresztą osób w takiej samej sytuacji jak ja jest w Świdniku więcej. Kiedyś byliśmy potrzebni, teraz się o nas nie pamięta.

Świdniczanin postanowił swoją sprawą zainteresować posła Artura Sobonia. Parlamentarzysta już złożył w sprawie interpelację. Pyta w niej ministra rodziny, pracy i polityki społecznej o możliwość zwiększenia progów dochodowych uprawniających osoby represjonowane do pobierania 400-złotowego dodatku. Okazuje się, że prace nad nowelizacją ustawy już trwają. „Propozycja zakłada podniesienie progu dochodowego z kwoty odpowiadającej 120 proc. najniższej emerytury do kwoty odpowiadającej 170 proc. tego świadczenia (tj. 1500,35 zł) – w przypadku osób samotnie gospodarujących i z kwoty odpowiadającej 100 proc. najniższej emerytury do kwoty odpowiadającej 150 proc. tego świadczenia (tj. 1323,84 zł) – w przypadku dochodu na osobę w rodzinie osoby uprawnionej. Podwyższenie wskazanych progów ma na celu poprawę warunków życia znacznie szerszego kręgu działaczy opozycji antykomunistycznej oraz osób represjonowanych z powodów politycznych, niż ma to miejsce obecnie.” – czytamy w odpowiedzi Marcina Zielenieckiego, podsekretarza stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Świdnicki poseł przesłał również pismo do burmistrza Świdnika z pytaniem o możliwość wsparcia represjonowanych działaczy z budżetu gminy. – Chodzi o wypłatę jednorazowego dodatku – mówi Artur Soboń.
Przedstawiciele ratusza w tej chwili sprawę analizują. – Pismo wpłynęło do nas dzisiaj – mówił w miniony czwartek Łukasz Reszka, naczelnik Wydziału Oświaty i Spraw Społecznych w świdnickim ratuszu. – Na ten cel nie ma środków w budżecie, dlatego pan burmistrz tę sprawę przedstawi radnym. Wcześniej musimy również przeanalizować, czy w ogóle jest prawna możliwość wypłaty takich dodatków z budżetu gminy. (kal)

Komentarze