Bałagan w pokoju, burza w internecie

Zdjęcia z pokoju nastolatek z Domu Dziecka w Siedliszczu obiegły internet po tym, jak opublikował je Zbigniew Stonoga – kontrowersyjny wideobloger. Według matki dziewczynek bałagan miał być karą za niepościelone łóżka i niewyniesione śmieci. Dyrekcja placówki odpiera zarzuty i mówi o manipulacji.

„Pewnej kobiecie odebrano dwie nastoletnie córki i umieszczono je w domu dziecka. Nie badałem jeszcze powodów odebrania dzieci, ale prezentowana rozmowa jasno pokazuje, co dzieje się z dziećmi, które nie zaścielą łóżek przed wyjściem do szkoły” – napisał Stonoga pod zdjęciami przedstawiającymi porozrzucane ubrania, pościel i rzeczy osobiste.

Do wpisu dołączono nagranie rozmowy telefonicznej jednej z dziewczynek z matką. Zapłakana nastolatka opowiada, że po powrocie ze szkoły zastała pokój kompletnie zdemolowany. Twierdziła, że rzeczy jej i siostry były porozrzucane po podłodze, pomieszane z rzeczami MOS-u, a w szafach brakowało miejsca. Matka namawiała córkę, by zrobiła zdjęcia przed sprzątaniem. – To jakieś wojsko i fala? – pytała w nagraniu.

Dyrektor Domu Dziecka w Siedliszczu, Renata Lewczuk-Mazur, początkowo tłumaczyła nam, że nieporządek mógł mieć związek z remontem placówki i przeprowadzką wychowanków do innych pomieszczeń.

– Tu nikt nikomu złośliwie nie wyrzucał rzeczy i niczego nie demolował. Trzeba było szybko opuścić pokoje, były prowadzone prace remontowe, wiercenie, kucie ścian. Rzeczy były przenoszone w pośpiechu. Mógł powstać bałagan, ale później dzieci i wychowawcy wspólnie wszystko porządkowali – tłumaczyła.

Po obejrzeniu zdjęć stwierdziła jednak, że cała sytuacja została przedstawiona w sposób nierzetelny.

– Nie wiem, kto zrobił te zdjęcia, ale nie wszystkie pochodzą nawet z pokoju tych dziewczynek. Część przedstawia rzeczy przygotowane do wywiezienia na PSZOK – mówi.

Jednocześnie dyrektor przyznaje, że wychowankowie mają prawo do prywatności a nawet bałaganu i ich rzeczy osobiste powinny być szanowane.

– Większy problem mamy czasem z rodzicami, którzy zachowują się tak, jakby to dom dziecka odbierał im dzieci. My jesteśmy tylko miejscem, gdzie one przebywają – podkreśla.

Dyrektor zapewnia, że matka dziewczynek nie kontaktowała się wcześniej z placówką w sprawie rzekomego „kipiszu”. Rozmowy dotyczyły natomiast urlopowania dzieci oraz wypłaty pieniędzy.

– Była prośba, by dziewczynki pojechały do domu ale w trakcie roku szkolnego nie mogliśmy wyrazić na to zgody – tłumaczy dyrektor.

Sprawa nabrała jeszcze większego rozgłosu dzień później, gdy Stonoga opublikował kolejne nagranie – tym razem rozmowę z matką nastolatek. Kobieta przekonywała, że bałagan był formą kary za niepościelone łóżka i niewyniesione śmieci, a wersja o przeprowadzce jest nieprawdziwa, bo remont miał odbywać się znacznie wcześniej. Pada też imię wychowawczyni, która rzekomo miała działać na polecenie dyrekcji.

Do tej pory wokół Domu Dziecka w Siedliszczu nie było większych kontrowersji. Teraz mieszkańcy zastanawiają się, czy internetowa burza nie odbije się na wizerunku placówki. Bo łatwo zepsuć dobrą reputację wypracowywaną latami.

– Takie sprawy powinny zostać szybko wyjaśnione i zdementowane. Nadzór nad placówką sprawuje zarząd powiatu i powinien sprawdzić, ile w tych zarzutach jest prawdy – uważają mieszkańcy Siedliszcza. (reb)