Bandyci na wolności!

Tortury, którym poddawali swoje ofiary, porównywano do metod, których używali członkowie UON UPA podczas rzezi wołyńskiej. Wkrótce przed Sądem Apelacyjnym w Lublinie ruszy proces ukraińskiego gangu, który terroryzował mieszkańców Chełma i okolic w 2018 roku.

W marcu br., po trwającym niecałe dwa miesiące procesie, Sąd Okręgowy w Lublinie wydał wyrok w sprawie brutalnych napadów na mieszkańców Chełma i okolic, do których dochodziło w 2018 roku. Maksym S., Oleksandr S. i Maksym F. zostali oczyszczeni z zarzutów, bo sąd uznał, że zebrane przez śledczych dowody nie potwierdzają ich winy. Taki finał był wielkim zaskoczeniem dla opinii publicznej i ciosem dla prokuratury. Nic więc dziwnego, że śledczy w całości odwołali się od tej decyzji. Już niedługo sprawę brutalnych napadów będzie rozpatrywał Sąd Apelacyjny w Lublinie.

Według oskarżenia trzej Ukraińcy mieli wraz z innymi nieustalonymi osobami uczestniczyć w napadach, do których doszło w 2018 r. w Ochoży-Kolonii, Okszowie i Chełmie. Za pierwszym razem sprawcy bili i podtapiali swoją ofiarę w wannie, a jeden z nich przyłożył mężczyźnie widły do brzucha, żeby się nie szarpał. Chcieli pieniędzy ze sprzedaży samochodów i prawdopodobnie myśleli, że mieszka tam właściciel komisu, znajomy ofiary. Za drugim razem byli już lepiej przygotowani i w nieco zmienionym składzie. Łamaną polszczyzną mówili do ofiary po imieniu, żądając pieniędzy. Bili gumowym młotkiem po stopach i palcach rąk, przypalali ciało rozgrzanym żelazkiem.

Z trzecim napadem ich brutalność jeszcze bardziej wzrosła. Weszli do domu w Chełmie, w którym był ojciec z kilkuletnim synem. Związali chłopca i nałożyli mu worek na głowę. Jego ojca skrępowali, zawlekli do łazienki, bili, podtapiali i przypalali mężczyźnie wrażliwe miejsca lokówką do włosów.

Niecały rok później serce mężczyzny stanęło. Za każdym razem nocą, w kapturach, rękawiczkach, z zasłoniętymi twarzami. Prawdopodobnie też – przynajmniej w drugim napadzie – mieli czymś nasączone ubrania, by zmylić policyjne psy. Wcześniej dokładnie obserwowali domy swoich ofiar. Śledczy podkreślają doskonałe przygotowanie logistyczne szajki i ich bezwzględną brutalność. Dlatego tym bardziej dziwi wyrok, który zapadł w poprzedniej instancji. (bm)