Beatyfikacja kardynała Wyszyńskiego zawieszona

Wszyscy wierni, którzy wybierali się na wyznaczoną na niedzielę 7 czerwca na placu Piłsudskiego w Warszawie, długo oczekiwaną, uroczystość beatyfikacji Prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego będą musieli uzbroić się w cierpliwość. Metropolita warszawski kardynał Kazimierz Nycz w ubiegłym tygodniu ogłosił, że uroczystości beatyfikacyjne z powodu epidemii koronawirusa zostają bezterminowo odroczone.

Wielu wiernych z Lublina już zgłosiło w swoich parafiach chęć wyjazdu na czerwcowe uroczystości, bo też Prymas Tysiąclecia, właśnie z naszym miastem był związany w sposób szczególny – studiował na KUL, tu obronił swój doktorat, Kard. W czasie wojny ukrywał się m.in. w Kozłówce, a po wojnie był przez prawie trzy lata biskupem lubelskim.

Niestety beatyfikacja kardynała Stefana Wyszyńskiego została za akceptacją Stolicy Apostolskiej bezterminowo zawieszona, o czym poinformował metropolita warszawski, kard. Kazimierz Nycz. – Jeden powód to jest zdrowie i życie ludzi, troska o nie jest naszym obowiązkiem i w związku z tym jest niemożliwe dzisiaj zrobić beatyfikację. A drugi powód jest ten, że kardynał Wyszyński, Prymas Tysiąclecia, jest osobą wielką, znaną i ludzie mają prawo uczestniczyć w tej uroczystości licznie i to zarówno Polacy z wszystkich diecezji, jak i z zagranicy, co teraz nie byłoby możliwe – wyjaśnił kardynał, dodając, że to była bardzo trudna decyzja.

Nycz zapowiedział, że uroczystość zostanie zorganizowana po ustaniu pandemii koronawirusa i odbędzie się w Warszawie „w sposób godny i podniosły, a równocześnie skromny”. Pytany, czy jest możliwe, że beatyfikacja odbędzie się jeszcze w tym roku, metropolita warszawski stwierdził, że nie można dziś mówić o jakiejś przewidywalnej dacie, bo ta przede wszystkim zależeć będzie od sytuacji epidemicznej i trzeba liczyć się z tym, że uroczystość może zostać przeniesiona nawet na rok 2022.

Czekaliśmy trzydzieści lat…

Proces beatyfikacyjny kardynała Wyszyńskiego rozpoczął się z inicjatywy papieża Jana Pawła II 29 maja 1989 roku. Trzydzieści lat później, 3 października 2019 roku, papież Franciszek zatwierdził dekret oficjalnie uznający cud za wstawiennictwem Prymasa Tysiąclecia, otwierający drogę do beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. Cud dotyczył przypadku uzdrowienia 19-latki ze Szczecina, która w 1988 roku zachorowała na nowotwór tarczycy i nie dawano jej szans na przeżycie.

Wtedy grupa sióstr zakonnych i innych osób rozpoczęła modlitwy o uzdrowienie za wstawiennictwem prymasa Stefana Wyszyńskiego. Uzdrowienie nastąpiło nagle i zostało uznane za trwałe. Na miejsce beatyfikacji nieprzypadkowo wybrano Warszawę i plac Piłsudskiego, gdzie w 1981 roku odbywały się uroczystości pogrzebowe, a w 1979 roku Prymas witał Jana Pawła II podczas jego pierwszej pielgrzymki do Polski.

Prymas Tysiąclecia w kapłaństwie przeżył 57 lat, z tego 35 był biskupem, a 33 lata stał na czele Kościoła w Polsce jako prymas i przewodniczący Konferencji Episkopatu. Były to czasy trudne i ważne dla dziejów narodu. Stefan Wyszyński bezgranicznie zawierzył Maryi. W myśl hasła biskupiego „Soli Deo per Mariam” – „Samemu Bogu przez Maryję”, szedł drogą ku świętości. Swoją postawą pokazał, jak kochać nieprzyjaciół, czyli tych, którzy nas skrzywdzili, zdradzili, oszukali. Do ostatnich chwil życia 28 maja 1981 roku towarzyszył mu obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który stał na szafce przy jego łóżku. Był to nie tylko wielki mąż stanu, ale też patriota i człowiek święty.

Twardy los

A był czas, że wydawało się, iż chorowity kleryk w ogóle nie zostanie kapłanem… Zanim w 1948 roku Stefan Wyszyński został arcybiskupem warszawskim i gnieźnieńskim oraz Prymasem Polski, przeszedł twardą życiową drogę. W dzieciństwie, jako dziewięcioletni chłopiec, przeżył śmierć matki, doświadczył prześladowań i rusyfikacji, wiedział, czym jest głód. Wreszcie w 1924 roku, na kilka tygodni przed święceniami, chorując na zapalenie płuc, zapadł na tyfus i w ciężkim stanie trafił do szpitala. Ze względu na stan zdrowia święcenia chorego diakona zostały zawieszone. Ze szpitala niedoszły ksiądz został odesłany na rekonwalescencję do małej wielkopolskiej wioski.

W Licheniu, pomagając miejscowym księżom w pracy, Stefan zaczął spisywać między innymi świadectwa uzdrowień doznanych za wstawiennictwem Matki Bożej Licheńskiej. Modlił się też o możliwość odprawienia przynajmniej jednej mszy św. w życiu. Kleryk Wyszyński został wysłuchany – 3 sierpnia 1924 roku przyjął święcenia kapłańskie, za które dziękował MB Licheńskiej. W latach 1924-29 ksiądz Wyszyński studiował na Wydziale Prawa Kanonicznego KUL, zdobywając wiedzę u takich sław, jak: o. prof. Jacek Woroniecki, prof. Ludwik Górski czy ks. Władysław Korniłowicz. Ukoronowaniem studiów była praca doktorska: „Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły” z zakresu prawa kanonicznego, po której otrzymał roczne stypendium naukowe. Odbył wówczas podróże do Austrii, Włoch, Francji, Belgii, Holandii i Niemiec.

Do Lublina Stefan Wyszyński trafił ponownie w wieku 45 lat po tym, jak Pius XII 25 marca 1945 roku mianował go biskupem lubelskim. Z Lublinem pożegnał się obejmując 2 lutego 1949 roku urząd Prymasa Polski. W 1952 roku odebrał kapelusz kardynalski. Życie nigdy nie szczędziło mu problemów – czasie II wojny światowej był kapelanem Armii Krajowej w powstaniu warszawskim.

We wrześniu 1953 roku Prymas został aresztowany i bez wyroku sądowego pozbawiony na 3 lata wszelkich praw. Przebywał kolejno w czterech miejscach internowania: w Rywałdzie, Stoczku, w Prudniku Śląskim i w Komańczy. Był odizolowany od świata. Przebywał w starych i często zrujnowanych klasztorach, często nieogrzewanych zimą. Modlił się wówczas, by Bóg uchronił go od nienawiści do krzywdzicieli i prześladowców. Wtedy powstały notatki do książki „Zapiski więzienne”.

Świętość Stefana Wyszyńskiego zdaniem ks. dr Andrzeja Gałki, sędziego w procesie beatyfikacyjnym, objawiła się na dobre właśnie wtedy, kiedy przebywał w więzieniu, kiedy odsunęli się od niego biskupi i kapłani. Pokazał bowiem swoją postawą, modląc się intensywnie m. in. za obciążonego ekskomuniką kościelną Bolesława Bieruta, jak kochać wszystkich, a na tym właśnie polega Chrystusowa wielka szkoła miłości.

Człowiek heroicznej wiary

W latach 1957-66 przeprowadził obchody tysiąclecia chrztu Polski. Wspierał działania posłów środowisk katolickich w PRL, ze środowisk jak Znaku, PAX-u i ChSS. Wielką radością i życiowym spełnieniem był dla kardynała Wyszyńskiego wybór Papieża Polaka. 22 października 1978 roku – podczas uroczystej inauguracji pontyfikatu, ku zdumieniu całego świata nasz papież ukląkł przed Wyszyńskim i pocałował go w rękę.

Nigdy w historii taka sytuacja nie miała miejsca. Wraz z wyborem nowego papieża prymas był głęboko przekonany, że jego misja dobiegła końca. Po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski wyraźnie już powiedział „Teraz naprawdę mogę umierać”. W swoim dzienniku napisał po łacinie wyznanie starca Symeona z Nowego Testamentu: „Teraz puszczasz swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów”.

W czasie polskiego sierpnia 1980 roku – w trosce o pokój i dobro narodu – Prymas ustawicznie wzywał do rozwagi i odpowiedzialności. W latach 1980 – 81 pośredniczył w rozmowach między władzami PRL a „Solidarnością”. 22 maja 1981 roku ostatni raz wystąpił publicznie, otwierając obrady Rady Głównej Episkopatu Polski. Zmarł 6 dni później w wieku 80 lat w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Prymas wielokrotnie powtarzał, że jego życie było Wielkim Piątkiem. Dodawał jednak, że każda prawdziwa miłość musi mieć swój Wielki Piątek.

Prymas Wyszyński był człowiekiem heroicznej wiary przywiązującym ogromną wagę do modlitwy. Swoim życiem nieustannie pokazywał, jak kochać i przebaczać, jak zło dobrem zwyciężać, jak chronić się od nienawiści, jak naśladować Chrystusa. Wielokrotnie upominał się o elementarne prawa przysługujące każdemu człowiekowi, a swoim życiem dowiódł, że możliwe jest zachowanie właściwej równowagi pomiędzy tym, co się głosi, a codziennością.