Bestialska zbrodnia byłej pani prezes

Dzieciobójczyni grozi dożywocie

Do dziś nie wyjaśniono do końca motywów tej szokującej zbrodni. Dlaczego znana i szanowana w naszym mieście, była szefowa Bractwa Miłosierdzia im. św. Brata Alberta, wywiozła do hostelu w Lublinie swojego 10-letniego synka i tam go udusiła szalikiem. Chłopczyk niczego nie podejrzewał, w telefonicznej rozmowie z ojcem mówił, że tęskni i że jak wróci, to razem pooglądają filmy. Prokuratura Okręgowa w Lublinie skierowała właśnie do sądu kolejny akt oskarżenia przeciwko 40-letniej Monice S.

Matka wyjechała z synem z domu, z jednej z podlubelskich miejscowości 3 dni przed odkryciem zabójstwa. Mężowi wysłała wiadomość, że nie wróci i chce się z nim rozwieść. Kiedyś już tak zrobiła, ale powróciła do rodziny. Nikt nie podejrzewał, że dojdzie do jakiejś tragedii.

– Zwłoki chłopczyka znaleźli pracownicy hostelu przy ul. Orlej w Lublinie, w piątek około południa, 29 listopada ubiegłego roku. Matka nakryła kołdrą ciało chłopca wraz z głową, unieruchomiła je przytrzymując własnym ciałem i w ten sposób doprowadziła do uduszenia ofiary – relacjonowała przebieg zbrodni prok. Agnieszka Kępka, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Lekarz medycyny sądowej stwierdził krwawe wylewy w tkance podskórnej na całej głowie chłopczyka, co świadczyło o tym, że dziecko do ostatniego tchnienia chciało się wyzwolić ze śmiertelnego ucisku.

Matki chłopca nie było przy zwłokach, zatrzymano ją tego samego dnia w okolicach Kazimierza Dolnego, była w bardzo złym stanie psychicznym. Czy na czyn Moniki S. wpływ miała sprawa malwersacji finansowych w Bractwie Miłosierdzia im. św. Brata Alberta? Taki wątek pojawiał się w trakcie śledztwa, że bała się straty dziecka po osadzeniu w więzieniu. Ale to wydaje się być absurdalne: zabić, żeby nie stracić…

Z ustaleń zakończonego w lipcu br. śledztwa wynika, że w Bractwie Alberta doszło do nadużyć na bardzo szeroką skalę. Monika S. jest oskarżona o przywłaszczenie ok. 180 tys. zł. Pociągnęła za sobą również dwie współpracownice: skarbniczkę i księgową. W sumie z kasy Bractwa miało zniknąć 220 tys. zł. Dodatkowo Monikę S. obwinia się, że pomogła 3 członkom rodziny w ubieganiu się o wysokie kredyty, wystawiając im fikcyjne zaświadczenia o zatrudnieniu i zarobkach. Przez to banki straciły około 400 tys. zł. W sumie różne instytucje miały stracić ponad 600 tys. zł. Oskarżeni nie przyznają się do zarzucanych im czynów. Do nieprawidłowości finansowych miało dochodzić w latach 2017 – 2018. Akt oskarżenia w sprawie malwersacji wpłynął do sądu w lipcu br.

Bractwo Miłosierdzia im. św. Brata Alberta to jedna z najdłużej działających w Lublinie organizacji pomocowych. Utworzył ją w 1983 r. ks. Jan Mazur. Stowarzyszenie otacza opieką osoby ubogie, chore, niepełnosprawne, bezdomne, uzależnione, uchodźców oraz wszystkich, którzy tej pomocy potrzebują. Z pomocy Bractwa korzystają również emeryci, rodziny wielodzietne i samotne matki, którzy osiągają niewielki dochód. Bractwo Miłosierdzia im. Św. Brata Alberta pomaga potrzebującym prowadząc jadłodajnię przy ul. Zielonej 3 w Lublinie. Dziennie wydaje ok. 500 posiłków. Prowadzi też Ośrodek Wsparcia dla Bezdomnych, schronisko, noclegownię, Ośrodek Aktywizacji Społecznej i Zawodowej. LT