Biegiem na cmentarze, bo zamykają!

W piątek, 30 października ok. godz. 16, podczas konferencji prasowej, premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że cmentarze w całej Polsce zostaną zamknięte od soboty, 31 października do poniedziałku, 2 listopada. To oznaczało, że ci, którzy chcieli odwiedzić groby bliskich, musieli na gwałt ruszyć na cmentarze. We Włodawie już przed godz. 17 na cmentarz komunalny przy ul. Wspólnej, jak i na parafialny przy al. J. Piłsudskiego utworzyły się korki i ruszył tłum ludzi.


– To jest zupełnie nieodpowiedzialne, aby dopiero na kilka godzin przed zamknięciem cmentarzy ogłaszać tę informację, zwłaszcza że przecież wiadomo jak wielką tradycją jest wizyta na grobach 1 listopada – komentowali ludzie.

Większość obecnych miała zaplanowaną wizytę w sobotę czy niedzielę. Jednak po decyzji premiera musieli rzucić wszystko i pojechać na cmentarz. Od razu spowodowało to korki na drogach dojazdowych. Kierowcy byli wściekli. Przy okazji niektórzy zauważyli, że ta decyzja spowodowała to, czego chciano uniknąć za wszelką cenę – czyli tłok na cmentarzach. – Przecież tu teraz w jednym czasie są setki włodawian, którzy rzucili wszystko i przyjechali na cmentarz, by zapalić znicz czy nawet jeszcze po ciemku nieco posprzątać. I to każdy o mniej więcej tej samej porze. To jest chore – mówi Edward z Włodawy.

Policja, będąca już od dawna na skraju kadrowych możliwości, radziła sobie z tą nagłą sytuacją, jak mogła. Ale mogła bardzo niewiele.

Jednak w najgorszej sytuacji byli ci, którzy musieli w piątkowe popołudnie czy wieczór jechać na cmentarze w odleglejsze miejsca, często wiele kilometrów. (pk)