Biegunka… informacyjna

Na oddziale wewnętrznym III chełmskiego szpitala doszło do zatrucia pokarmowego a pacjenci po zjedzeniu pasztetowej słaniali się i bełkotali – napisała jedna z lokalnych gazet, sugerując, żeby omijać oddział szerokim łukiem. Ale ani dyrekcja lecznicy, ani sanepid żadnego zatrucia nie potwierdziły. – Ktoś dostał biegunki, ale informacyjnej – śmieją się teraz w szpitalu.

Według doniesień anonimowego informatora, na które powoływała się lokalna gazeta, na oddziale, po zaserwowaniu pacjentom pasztetowej doszło niemal do pomoru. Chorzy mieli słaniać się na nogach i bełkotać a dyrekcja na „tajnych spotkaniach” zamiatać sprawę pod dywan. A sam oddział najlepiej teraz omijać szerokim łukiem.

– Nie stwierdziliśmy żadnego zatrucia pokarmowego, ktoś dostał biegunki na jednej z sal, do czego może dojść po przejściu na szpitalną dietę, ale nie było to spowodowane jakością pożywienia ani żadną pasztetową, jak sugeruje gazeta – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. lecznictwa.

– Ktoś bezpodstawnie rozpowszechnił bardzo krzywdzące informacje, które biją w doskonale prosperujący oddział. Pobraliśmy wymazy, które nie potwierdziły tych sensacji. Nie stwierdziły nawet powszechnie występującej bakterii clostridium, którą zakażenie wywołuje biegunkę.

Żadnego zatrucia nie potwierdził też chełmski SANEPID. – Sprawdzaliśmy to najpierw u pielęgniarek epidemiologicznych, które zdementowały te doniesienia. A po tym, jak w prasie mimo to ukazał się artykuł, przeprowadziliśmy kontrolę, która stwierdziła, że nie było żadnego zatrucia ani tym bardziej powodu, aby rozpowszechniać takie informacje – mówi Elżbieta Kuryk, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie.

W szpitalu śmieją się teraz, że to lokalna gazeta dostała biegunki, ale informacyjnej.

– To oczywiście incydent bez znaczenia dla naszego funkcjonowania i mimo zaleceń redakcji omijania oddziału pacjentów nam nie brakuje – żartuje dr Wojciech Krawczyk, kierownik oddziału wewnętrznego III i dodaje, że wszyscy teraz jedzą pasztetową.

Dyrekcja nie zamierza sprawy odpuścić. – Nie było żadnego zatrucia ani tajnych spotkań. Nasz prawnik wystąpi o sprostowanie i przeprosiny, bo po raz kolejny ta redakcja podaje niesprawdzone informacje nie biorąc za to odpowiedzialności – mówi Michał Jedliński, dyrektor chełmskiego szpitala. (bf)