Bostonka atakuje

Na korytarzach chełmskich przychodni ruch od rana do popołudnia, a grupy przedszkolne i klasy uczniowskie przetrzebione. Sezon na infekcje rozkręca się na dobre, a wśród nich jest coraz więcej przypadków bostonki.

Zaczyna się od bólu głowy, gardła, gorączki. Dziecko jest marudne, płaczliwe, nie chce jeść i pić. Rodzicom może wydawać się, że to zwykłe przeziębienie, ale po dwóch dniach na ciele wyskakują czerwone bąble. Wysypka atakuje głównie dłonie, stopy, okolice warg, a nawet całą jamę ustną. Zainfekowane miejsca wyglądają jak po poparzeniu. Pęcherze pękają, sączy się z nich ropa. Diagnoza brzmi: wysypka bostońska.

Lekarze mówią, że infekcję wywołują wirusy Coxsackie. Przenoszone są drogą kropelkową i namnażają się w ludzkim organizmie z różnych przyczyn. Głównym ich rezerwuarem jest dziecko do 10. roku życia, ale wirusy wywołujące bostonkę przenoszą się także na osoby dorosłe. Choroba nazywana jest zespołem dłoni, stóp i jamy ustnej, bo właśnie tam występują najsilniejsze ogniska zapalne.

– Znajoma zachorowała na bostonkę i ma na dłoniach duże, ropiejące bąble, które wyglądają koszmarnie – opowiada nasz czytelnik. – Najgorsze, że to choroba zakaźna i już kolejne osoby z otoczenia mają pierwsze jej objawy.

Mariusz Żabiński, dyrektor Miejskiego Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Chełmie (obejmuje największe przychodnie w mieście: przy ul. Połanieckiej oraz Wołyńskiej), przyznaje, że obecnie mnóstwo pacjentów, także tych najmłodszych, zgłasza się po poradę do lekarzy rodzinnych. Potwierdza, że odnotowano także przypadki bostonki. Od października było ich kilkanaście.

– To nie epidemia, ale trzeba pamiętać, że nie wszystkie przypadki są nam zgłaszane – mówi dyrektor Żabiński. – Choroba ta szerzy się w większych skupiskach osób, grupach rówieśniczych, czyli przedszkolach, szkołach. Obecnie mamy sezon zwiększonej zachorowalności na różne infekcje i odczuwamy to w naszych przychodniach. Gdy mieliśmy do czynienia z pandemią, ludzie bardziej dbali o zabezpieczenie się przed wirusami, chodzili w maseczkach, zwracali uwagę na zachowanie dystansu społecznego. To w większym stopniu chroniło ich przed różnego rodzaju zakażeniami. Teraz wiele osób ulega infekcjom i spodziewamy się, że szczyt zachorowań dopiero przed nami.

Kiedyś niewiele osób słyszało o „bostonce”, bo dotarła ona do Polski kilka lat temu. Wysypka atakuje głównie młodsze dzieci. Wystarczy, że dziecko poda rękę choremu, dotknie brudną klamkę. Zwykle infekcja ustępuje po kilku dniach. Choroba nie jest groźna, ale uciążliwa, a na dodatek nie daje trwałej odporności. Oznacza to, że po kilku tygodniach od wyleczenia można się ponownie zarazić. Powikłania są rzadkie, ale kontaktu z wirusem powinny się wystrzegać kobiety w ciąży.

Skali choroby nie da się oszacować. Pracownicy chełmskiego sanepidu także uspokajają, że nie mamy do czynienia z epidemią. Infekcję leczy się objawowo, jak w przypadku każdej innej wirusowej (podając leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe). Powinno się urządzić „domową kwarantannę” i przeczekać, aż choroba odpuści.

– Lekarze nie mają obowiązku zgłaszania przypadków zachorowań na bostonkę do sanepidu, jak w przypadku grypy – mówi Elżbieta Kuryk z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie. – Niestety, obecnie jest czas, gdy infekcje wirusowe się uaktywniają, więc trzeba być czujnym.

Obecnie sezon zachorowań na różnego rodzaju infekcje rozpoczyna się szybciej, trwa dłużej i dotyka więcej osób niż jeszcze kilkanaście lat temu. Najbardziej jest to widoczne właśnie w chełmskich przychodniach, przeżywających oblężenie, podczas gdy występuje deficyt lekarzy. Medycy zwracają uwagę, że społeczeństwo ma ograniczoną odporność, która z roku na rok spada. (mo)