Brat z nieba do piekła, a po meczu… afera

BRAT SIENNICA NADOLNA – OGNIWO WIERZBICA 2:3 (1:2)
1:0 – Ignaciuk (25), 2:0 – Ignaciuk (45), 2:1 – Sobów (60), 2:2 – B. Mazurek (67), 2:3 – Stańczuk (77).


BRAT: Pypa – D. Jopek, M. Szadura (15 Malinowski), K. Szadura (75 Korszun), Arkadiusz Kister, Ignaciuk, Wędzina, Nowicki (65 Zieliński),Paweł Szadura, Urbański, Suduł (20 Kalisiewicz). Trener – Andrzej Ignaciuk.

OGNIWO: Zagraba – Nowaczek, Sobów (83 Sobczuk), Pilipczuk, Siwek (90 Kłos), Nielipiuk, Skorupski (70 Krupski), Bąk, Knot, Remiś (75 Stańczuk), B. Mazurek (80 Gałecki). Trener – Sławomir Skorupski.

W sobotę w Siennicy Nadolnej doszło do arcyważnego z punktu widzenia awansu do IV ligi meczu. Dotychczasowy lider okręgówki, Brat Cukrownik, podejmował rewelację wiosny – Ogniwo. Drużyna z Wierzbicy wsławiła się tym, że po fatalnej I rundzie w drugiej wygrała siedem spotkań z rzędu, pokonując m. in. Unię w Białopolu 4:2. Gdyby Brat wygrał sobotni mecz znacznie przybliżyłby się do IV ligi, z porażki gospodarzy najbardziej ucieszyliby się za to w Krasnymstawie. Zwycięstwo Ogniwa otworzyłoby bowiem Startowi drogę na fotel lidera. Mecz lepiej rozpoczęli goście. – Już w 2 minucie powinniśmy prowadzić – mówi Artur Wawruszak, kierownik zespołu z Wierzbicy. Bartłomiej Mazurek zagrał świetną piłkę do Remisia, ale ten w sytuacji „sam na sam” z Pypą posłał futbolówkę tuż nad poprzeczką. Potem zaczął się dramat Brata. W krótkim odstępie czasu boisko z kontuzjami musieli opuścić Michał Szadura i Sebastian Suduł. Wówczas sprawy w swoje ręce (a może raczej nogi) wziął Andrzej Ignaciuk. Grający trener zespołu z Siennicy Nadolnej najpierw ładnie wykończył akcję całego zespołu, a tuż przed przerwą popisał się rajdem, jakiej nie powstydziliby się najlepsi napastnicy na świecie. Ograł kilku zawodników Ogniwa, położył Zagrabę i umieścił piłkę w pustej już bramce. Po 45 minutach było 2:0 dla Brata.

– W przerwie w naszej szatni padło kilka ostrych słów – przyznaje Wawruszak. – Chwała zawodnikom, że choć o nic nie grali dali radę się zmobilizować bo po zmianie stron byliśmy już inną drużyną – dodaje. Druga połowa należała do zespołu z Wierzbicy. Gospodarze dali się zepchnąć do obrony i w końcu pęki. W 60 min. Karol Sobów strzałem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzelił kontaktowego gola. – To był moment, w którym poczuliśmy, że możemy nawet wygrać – zauważa kierownik Ogniwa. Siedem minut później było już 2:2. Karol Knot odebrał piłkę jednemu z obrońców Brata, zagrał ją szybko do B. Mazurka, a ten nie dał szans Pypie. Minęło kolejne 10 minut i gości wyszli na prowadzenie. Tym razem asystował Mazurek, a Stańczuk zdobył bramkę strzałem z 16 metrów.

– Przegraliśmy bardzo ważny mecz, który mógł wiele wyjaśnić w końcowym układzie tabeli. Jednak do końca sezonu pozostają jeszcze dwie kolejki, w których musimy powalczyć o komplet punków – czytamy na stronie Brata. Stanisław Lubaś, prezes zespołu z Siennicy Nadolnej, pogratulował zwycięstwa rywalowi. – Byli lepsi, zwłaszcza w drugiej połowie – przyznał. Według Lubasia po meczu doszło jednak do dziwnej sytuacji. – Do zawodnika Ogniwa podszedł były działacz Startu Krasnystaw i wyciągnął plik banknotów, które usiłował mu wręczyć – twierdzi prezes Brata w piśmie, które wysłał do Anatola Obucha, szefa Chełmskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. – Zdarzenie to widzieli piłkarz naszego klubu Marek Dębski, wiceprezes klubu Artur Bucht i ja. Nadmieniamy, że obok był obserwator meczu Wojciech Sawa, z którym usiłujący wręczyć pieniądze dłuższy czas stał. Obaj bardzo serdecznie uśmiechnięci i zadowoleni. Natychmiast zwróciliśmy się do obserwatora o reakcję (…). Widząc naszą reakcję i krzyki, piłkarz Ogniwa nie przyjął tych pieniędzy – dodaje Lubaś. Według prezesa Brata obserwator o zajściu w pomeczowym protokole nie wspomniał słowem.

– Jeden z kibiców Startu chciał dać jakieś pieniądze zawodnikom Ogniwa za to zwycięstwo. Ci ich chyba jednak nie przyjęli. O wszystkim powiedziałem obserwatorowi panu Wojciechowi Sawie, ale ten to zignorował – powiedział nam Lubaś.

– Jeden z naszych piłkarzy, który kiedyś grał w Starcie Krasnystaw, po ostatnim gwizdku podbiegł do kibiców Startu, którzy licznie przybyli na mecz by, się z nimi przywitać i podziękować za doping. Przybił sobie z nimi „piątkę” i tyle. Prezes Lubaś to zobaczył i dopowiedział sobie coś co nie miało miejsca. Tymczasem my nie kalkulujemy, gramy dla siebie. Nie patrzymy na to, kto ma szanse na awans. Przecież w ubiegłym sezonie wygraliśmy ze Startem, który też walczył o IV ligę, a ostatnio pokonaliśmy Unię i to w Białopolu. Ktoś próbuje szukać dziury w całym – zauważa Wawruszak. (kg)